Strona głównaMangi„Zapiski zielarki” | Tom 1 | Recenzja | Cesarski dwór od zaplecza

„Zapiski zielarki” | Tom 1 | Recenzja | Cesarski dwór od zaplecza

Przyszła pora na pierwszą nowość z Wiosennego Festiwalu Mangowego od Studio JG! Jak co kwartał wydawnictwo szykuje głośny event, podczas którego premieruje kilka głośnych tytułów. Również i my nie przechodzimy obok tego wydarzenia obojętnie! Pisaliśmy zarówno o mangach, które wyszły w Letnim Festiwalu Mangowym, jak i w Jesiennym Festiwalu Mangowym.

Z kolei Wiosenny Festiwal Mangowy zaczniemy od jednego z komiksowych faworytów. „Zapiski zielarki” poznałem już jakiś czas temu, o czym pisałem dla Was w Manga Update. Niesamowicie ucieszyłem się, że pojawi się na polskim rynku, bo to jedna z bardziej oryginalnych mang, jakie poznałem.

Dlaczego „Zapiski zielarki” powinny wylądować na Waszym regale? Jak wypada wydanie od Studia JG? Czy piegi są urocze? O tym dalej w tekście!

Harem cesarza

Maomao, sama nie wiedząc, czy przypadkowo porwana, czy jednak sprzedana, trafia na dwór cesarza. Tam, jako niższa służąca, zajmuje się typowymi dla tej pozycji czynnościami, między innymi dbaniem o czystość w pałacowym haremie. Towarzyszą jej mieszane uczucia, jednak godzi się ze swoim losem (choć wolałaby zbierać zioła).

Pewnego dnia dochodzi do niej plotka, że harem jest przeklęty. Trójka dzieci cesarza, urodzona w haremie, odeszła z tego świata prędko po narodzinach. Aktualnie przy życiu został jedynie trzymiesięczny następca tronu oraz półroczna księżniczka. Oboje z innych matek. Ponoć niemowlaki z dnia na dzień tracą siły i nikt nie jest w stanie im pomóc. Maomao, zaciekawiona tematem, powoli zaczyna łączyć części układanki.

Jej dochodzenie skutkuje tym, że zostaje osobistą służką faworyty cesarza – Lady Gyokuyou. Wreszcie, po długim oczekiwaniu, będzie mogła wrócić do swojego ulubionego zajęcia. Jednak czy praca nadwornego medyka jest usłana różami? A może bohaterka nie poradzi sobie w nowej roli?

„Zapiski zielarki” to manga jak żadna inna!

Co rzuca się w oczy już po pierwszych stronach? Niecodzienna tematyka. Trzeba przyznać, że na naszym rynku nie ma mang, które poruszałyby podobne tematy. Choć „Zapiski zielarki” nie są komiksem zgodnym z faktami historycznymi (a przynajmniej nie w pełni), dwór wymyślony przez autorkę pozwala nam z łatwością przenieść się do Japonii czy Chin kilka wieków temu. Trafiamy na Cesarski dwór nieco od zaplecza, do miejsca, w którym przebywają wszystkie konkubiny głowy narodu. Czy wcześniej zetknęliście się z takim miejscem akcji? Ja nie! A nieznajomość tematu tylko sprzyja zadawaniu pytań: Co tam się może dziać? Jakie intrygi powstawały w haremie? Jakie tam panują zasady?

A manga na nie wszystkie odpowiada. Bez trudu wtapiamy się w klimat tego wyjątkowego miejsca. Nie czujemy się jednak jak bierni obserwatorzy, a raczej jak powiernicy tajemnic, osoby z zewnątrz, które normalnie nie mogłyby wejść do tego miejsca.

Również całe szczęście, że manga nie przesadziła z pompatycznością. Fakt, pierwsza zagadka, którą rozwiązuje Maomao jest nieco naciągana, ale później wracamy na ziemię. W Zapiskach Zielarki protagonista nie będzie ratować świata przed wojnami, powodziami czy innym wielkim złem. Jej zadaniem jest wykrywanie trucizn i tworzenie medykamentów – dokładnie to w fabule dostajemy.

Piegowata służka

A skoro już mówimy o protagonistce, to odpowiadając na pytanie ze wstępu: tak, piegi są urocze! Szczególnie w takim wydaniu, bo choć Maomao odbiega wyglądem od pięknych wybranek cesarza, również ma w sobie pokłady uroku. Jednak jej największym plusem jest marudny charakter. Kiedy ostatni raz spotkaliśmy się z tak przyziemnie myślącą bohaterką w mandze? Na dodatek z bohaterką, która nie czeka na swojego księcia, który uratuje ją z opresji. Sama zadba o swój los i nie jest w tym w żaden sposób pretensjonalna. Oczywiście, jeżeli w grę wchodzi zbieranie ziół, czy przygotowywanie specyfików, oczy zamieniają jej się w pięciozłotówki…

Śledzić przygody Maomao to będzie czysta przyjemność, szczególnie że Natsu Hyuuga (osoba odpowiedzialna za scenariusz) stawia na jej drodze wiele intrygujących, wielowarstwowych postaci. Je jednak poznacie sami, gdy sięgniecie po „Zapiski zielarki”!

Niepozorne spojrzenia

W mojej opinii historia obroniłaby się nawet wtedy, gdyby warstwa wizualna nie prezentowała się najlepiej. Całe szczęście, że „Zapiski zielarki” nie eksperymentują i do wspaniałej fabuły dodają równie dobrą kreskę. Przede wszystkim autor rysunków, Nekokurage, przykłada sporą wagę do mimiki bohaterów, a także do strojów, w jakich ich obserwujemy. Ciężko nie wyczuć chemii między dwójką autorów, gdyż rysunki idealnie pasują do historii.

Delikatne spojrzenie kątem oka czy też wręcz przeciwnie – spojrzenie przeszywające na wskroś, dodają niesamowitego klimatu, a w czytelniku rozbudzają wyobraźnię. Mimowolnie analizuję takie gesty, zastanawiając się, czy miały one jakieś ukryte znaczenie. To tylko podbija cały klimat tajemnicy, jakim jest owiany cesarski harem. Oczywiście nie mogło zabraknąć również ślicznych kobiet, które stanowią główną oś mangi, ale gwarantuję, że na brak urodziwych mężczyzn też nie będziecie narzekać!

Warto też wspomnieć o ślicznej okładce, którą posiadają „Zapiski zielarki”. Manga od razu rzuca się w oczy dzięki pięknej zieleni. Świetnym pomysłem Studia JG było dodanie na nią śliskiej naklejki. Myślę, że „Zapiski zielarki” zasługują, aby być tą jedną mangą, która na regale będzie stać przodem.

„Zapiski zielarki”. Czy warto przeczytać?

Jak już wspomniałem, „Zapiski zielarki” to faworyt kwietniowego festiwalu Studia JG. To wyjątkowa, niepowtarzalna manga, która zabierze Was w nieznany dotąd świat i ukaże go w taki sposób, że nie będziecie mogli doczekać się kolejnego tomu.

Czy warto przeczytać? Zdecydowanie, jeżeli szukacie czegoś świeżego w mandze, ale też ubranego w ładną kreskę i z przyjemnymi bohaterami. Naprawdę ciężko znaleźć mi jakieś wady komiksu, może poza klasycznymi już dla wydawnictwa literówkami.

Subscribe
Powiadom o 
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Jacek "Leniwiec" Kraśnicki
Od lat jaram się japońską popkulturą, a od czasu startu Leniwej Popkultury, również serialami, filmami i animacjami z całego globu. Staram się łączyć mój pracoholizm z lenistwem, ale ciężko jest wybierać między napisaniem nowego tekstu, a czytaniem ciekawostek o zwierzątkach. W wolnym czasie układam LEGO, piję zbożową kawę i spaceruję. Wiecie, że leniwce pływają trzykrotnie szybciej, niż sie poruszają?
- Advertisment -