Strona głównaKomiksy Marvela„Wojny Nieskończoności” | Recenzja | Kosmiczny początek Marvel Fresh?

„Wojny Nieskończoności” | Recenzja | Kosmiczny początek Marvel Fresh?

Wszystko, co dobre, kiedyś się kończy, a każdy koniec jest jakimś początkiem! Skąd ten filozoficzny wstęp? Cóż, w minionym miesiącu Egmont oficjalnie wypuścił w naszym kraju dwa pierwsze tomy nowej linii wydawniczej – Marvel Fresh. A mowa o „Wojny Nieskończoności: Odliczanie” oraz „Wojny Nieskończoności”. Oba zostały wydane w odświeżonej oprawie graficznej (do czego jeszcze wrócę) i mają wprowadzić nas w kolejne serie.

Nowy początek, stary bałagan – Marvel Fresh w pigułce

Warto już tu zaznaczyć jedną rzecz – dwa wspomniane tomy nie są w gruncie rzeczy pełnoprawnym startem „od zera” dla Marvel Fresh. Stanowią bardziej coś na wzór pomostu między nową linią, a zakończonym niedawno „Marvel Now 2.0”. Kontynuują bezpośrednio wydarzenia z trzech tomów Strażników Galaktyki, które ukazywały się na przestrzeni ostatnich miesięcy. Należy mieć to na uwadze.

Rodzi to bowiem pewien problem. Trzeba znać wspomniane komiksy, aby zabrać się za te. Bez tego można poczuć niemałe zagubienie, albowiem – jak wiecie bądź nie – przygody Quilla i jego ziomków mają przeważnie wymiar kosmiczny. Oznacza to, że rozgrywają się na naprawdę szeroką skalę. Zawsze potrzeba nieco czasu, aby wdrożyć się w tak dużą liczbę bohaterów oraz wątków. Tu, startując od środka, moglibyście nie nadążyć.

Jest to więc po prostu korytarz. Jeżeli chcecie zacząć od początku, zaopatrzcie się w „Guardians of the Galaxy” (nie to w twardej oprawie, choć i je warto polecić – rzućcie okiem na recenzję). Pierwszy z recenzowanych komiksów, „Wojny Nieskończoności: Odliczanie”, rozpoczyna się w momencie walki o kamienie nieskończoności, które rozrzucone są po całym kosmosie i pilnie strzeżone…

Być strażnikiem i złodziejem

Tym razem nasza ekipa musi więc wyjść nieco z roli i aby chronić uniwersum, muszą najpierw nieco nagiąć prawo. A gdy wspomniałem, że wszystko rozgrywa się na iście kosmiczną skalę, to naprawdę miałem na myśli coś kolosalnego! Przez oba tomy Marvel Fresh spotkamy całą masę potężnych postaci (od Lokiego, aż po Adama Warlocka) . Co więcej, będziemy podróżować z bohaterami pomiędzy planetami oraz liniami czasowymi, a ostatecznie zostaniemy świadkami utworzenia zupełnie nowego wymiaru!

I ten będzie naprawdę zakręcony, albowiem pojawią się w nim połączone wersje herosów, których znamy! Serio, mamy tam na przykład fuzję Kapitana Ameryki z Doktorem Strange’em, Iron Mana z Thorem i Spider-Mana z Moon Knightem. Osobiście uwielbiam takie smaczki. A wszyscy oczywiście będą się musieli ostatecznie zjednoczyć, aby stawić czoła największemu przeciwnikowi – Thanosowi (choć w tym przypadku będzie on w nieco innym wydaniu).

Warstwa wizualna

Obiecałem, że wspomnę nieco o grafice, ale zacznę może od samego wnętrza komiksów. Jest ładnie. Prawdę mówiąc nie to nic, co mogłoby porywać swoją estetyką lub ponadprzeciętnym pięknem.. Strony zostały narysowane i pokolorowane na tyle dobrze, że nie psują chęci obcowania z bohaterami. Aby jednak wlać łyżkę dziegciu do tej beczki miodu, muszę wspomnieć, że przy historii o takim rozmachu, można było zrobić to znacznie lepiej.

Moon Knight z serii Marvel Now 2.0 pokazał, jak ogarnąć to imponująco. Tam przewracając kartki mieliśmy wrażenie pewnego oniryzmu. Tu było zwyczajnie. Trudno się do czegoś przyczepić, ale bez wątpienia dało się całość zrobić inaczej i wrzucić na wyższy poziom. Dodać nieco „magii”. Nie jest to coś, co sprawiłoby, żeby moje oczy zawieszały się na konkretnych kadrach.

Warto jednak wspomnieć o samej formie wydania Marvel Fresh. Dla kolekcjonerów to bez wątpienia ważna sprawa i sam szukałem informacji o stronie wizualnej, zanim Pan Kurier przywiózł moje egzemplarze. Niestety trudno było znaleźć jakieś konkretny, więc pozwolę sobie odpowiedzieć na tę kwestię. Grzbiet najnowszej serii to połączenie dwóch poprzednich. Z Marvel Now zaczerpnięto białe tło pod napisem, a z Marvel Now 2.0 formę obrazka na dolnej części. I wygląda to przejrzyście na półce, więc ode mnie plusik.

„Wojny Nieskończoności” – czy warto przeczytać?

Nie są to komiksy od których powinniście zaczynać swoją przygodę z tą branżą popkultury. Ani nawet takie, które powinny stanowić dla Was wejście do nowej serii, jeśli nie mieliście okazji obcować z poprzednią. Są przyjemnym pomostem, ale prawdę mówiąc, jeśli ktoś by mi powiedział, że to po prostu kontynuacja Marvel Now 2.0, byłbym w stanie w to uwierzyć. Tylko nie zrozumcie mnie źle – to wciąż całkiem przyjemna lektura.

Jeżeli więc lubicie Strażników Galaktyki i chcielibyście przeżyć z nimi przygodę na naprawdę epicką skalę, a przy tym mieliście do czynienia z trzema tomami poprzedniej serii wydawniczej – śmiało sięgajcie po obie „Wojny Nieskończoności” z Marvel Fresh. Jeśli jednak czekacie na ten „świeży start”, który Marvel Now ma w tytule, wstrzymajcie jeszcze kilka dni. Na naszej stronie pojawi się wtedy recenzja pierwszego tomu, który można takim nazwać!

PODSUMOWANIE

Wydanie: 2021
Seria/cykl: MARVEL FRESH
Scenarzysta: Gerry Duggan
Ilustratorzy: Mike Deodato Jr., Mark Bagley, Cory T. Smith, Andy MacDonald
Tłumacz: Marcin Roszkowski
Typ oprawy: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 332
Data premiery: 19.05.2021
Subscribe
Powiadom o 
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Kajetan "Kajtii" Węsierski
Zajarany popkulturą, nową technologią, marketingiem i sportem. Dużo czytam, oglądam, słucham i gram. Od małego kręcą mnie japońskie anime i amerykańskie kreskówki, literatura faktu i fantastyka oraz mangi i komiksy. Jednym słowem - geek. Piszę z życia i żyję z pisania - ot mój cały świat.
- Advertisment -