Strona głównaArtykułyWikingowie. 6 największych błędów finałowego sezonu

Wikingowie. 6 największych błędów finałowego sezonu

Kojarzycie ten kadr ze Zwariowanego świata Malcolma: Dewey siedzi przy stole i mówi: „Nie oczekiwałem niczego, a i tak jestem zawiedziony”? Tymi słowami mogę oddać moje wrażenia po drugiej połowie szóstego sezonu serialu Wikingowie.

Nie chcę zostać źle zrozumiana – pałam do Wikingów ogromną sympatią. Sezony od pierwszego do trzeciego wspominam wręcz nostalgicznie. Szczególnie jeśli porównamy je do najświeższej propozycji. Ale ta historia kończy się razem z Ragnarem. Główny scenarzysta, Michael Hirst, może wywijać najpiękniejsze fikołki. Nie wmówi mi jednak, że Wikingowie to saga Lothbroka i jego synów. Gdyby tak było, nie zaprezentowałby nam tej parującej kupy śmiecia. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że Hirst to dobry scenarzysta. Potrafi pisać złożone postacie i ciekawe intrygi. W przypadku finału Wikingów zmarnował potencjał dobrej historii wszędzie tam, gdzie mógł. Co w takim razie nie zagrało w ostatnim sezonie? Sprawdźmy.

UWAGA SPOILERY!

1. Zbyt późna zmiana pokolenia, czyli dajmy już Lagerthcie odejść!

Lagertha – wielka miłość Ragnara i najsłynniejsza tarczowniczka całej Skandynawii. Pierwsza Dama Wikingów. Chyba nie ma wśród fanów serialu osoby, która w tym czy innym momencie, nie pałała sympatią do urodziwej blondynki. Niestety scenarzystom zabrakło  konsekwencji w przekazywaniu pałeczki nowemu pokoleniu. Może to z chęci posiadania „silnej i niezależnej” postaci kobiecej? Lagertha wytrwała w fabule aż do połowy pierwszej części szóstego sezonu. A później jeszcze dostaliśmy cały odcinek poświęcony jej pogrzebowi. 

W momencie, gdy wciąż czekało nas tak dużo wydarzeń, a tak niewiele odcinków spędziliśmy ćwierć finałowego sezonu na jej nieuchronnym odejściu. Przez nadmiernie przedłużony koniec wielkiej tarczowniczki, do tego budowany bardzo tanimi emocjonalnymi zagrywkami, miałam jej najzwyczajniej dość! Przyznam jednak, że przemowa Bjorna po śmierci matki mnie autentycznie wzruszyła, niemniej, dużo ciekawszym byłoby skupienie się na ostatnich, żyjących wtedy, synach Ragnara. Budowanie ich legend, bez ochronnej tarczy oryginalnych bohaterów. Trzeba wiedzieć kiedy ze sceny zejść, droga Lagertho. Trzeba wiedzieć.

2. Wikingowie nieistotni

Walka o tron Kattegat była jednym z najważniejszych wątków całego serialu. Jako fani prześcigaliśmy się w teoriach, próbując zgadnąć, który z potomków Lothbroka ostatecznie na nim zasiądzie. Bo przecież to wydawało się oczywiste! To musiał być któryś z nich, prawda? Tylko wtedy cała historia zatoczyłaby koło! 

Otóż nie tym razem.

Michael Hirst powtarzał jak mantrę: Wikingowie to saga Ragnara i jego synów. Gunnhild, Harald, Ingrid, Erik – wysilam się, ale nie mogę wśród nich wskazać żadnego ragnarsona. Kim oni byli, żeby nas interesować? Czemu nie zrobiono nic, by nas nimi zainteresować? Dlaczego poświęcono im tyle czasu? Jaki sens miało wprowadzenie losowych wątków, by ich nie kontynuować? Podobnie z postaciami, które pojawiały się nagle i tak samo nagle umierały. Nie szukam już odpowiedzi na te pytania. 

Zarządca Kattegat w pewnym momencie stał mi się tak obojętny, że równie dobrze na tronie mógł zasiąść Jigglypuff. Byłoby chociaż zabawnie.

3. Wikingowie i bracia Rosjanie

Wątek Rusi Kijowskiej to kolejny zmarnowany potencjał. Pojawiały się zapowiedzi, że część sezonu spędzimy właśnie tam, by później przenieść się do Anglii. Rozsądnym byłoby w takim razie wypełnić dwadzieścia odcinków po równo. W pierwszych dziesięciu odcinkach zająć się Rusią. Przedstawić intrygujących bohaterów i zbadać, jak wikingowie zareagują na kolejną, nową kulturę. Zastanowić, jak całe doświadczenie wpłynie na znane nam już postacie. Naprawdę było tam sporo do zrobienia. I to bardzo ciekawego!

Uciekając z Kattegat, Ivar the Boneless trafił na Ruś, gdzie poznał księcia Olega. Myślałam, że oto czeka nas coś na kształt wrogiej przyjaźni, jaką oglądaliśmy między Ragnarem i królem Egbertem. Alex Høgh Andersen i Daniła Kozłowski pokazali, że unieśliby ciężar takiej relacji. Tylko jak poważnie rozumieć to, że Oleg jest żądnym krwi, okrutnym władcą w jednym odcinku, a w następnym nawraca się i chce wspólnego śpiewania We Are The World, trzymając się za ręce? I to w momencie, w którym powinien rozpętać piekło na ziemi? Wspomniany Daniła Kozłowski wyciągnął ze scenariusza więcej niż miał na kartach. Patrzyło się na niego dobrze, jednak cała postać (oraz wątek Rusi) to strata czasu, za co winą po raz kolejny obarczam Michaela Hirsta.

4. Alfred Byle Jaki

W czwartym sezonie Ivar i młody Alfred spotkali się przy partyjce szachów. Znając przebieg historii, wiedzieliśmy też, że ostatecznie muszą stanąć naprzeciwko siebie na polu walki. Przyznam, że widząc napis „Anglia”, poczułam motylki w brzuchu, bo wydarzenia z Wessex to mój ulubiony element całego serialu Wikingowie. Uwielbiam też postać Alfreda. Wyraźnie widać, że jest wnukiem swojego dziadka oraz synem swojego ojca (nieodżałowani Egbert i Athelstan). To był też moment, gdy synów Ragnara miałam po dziurki w nosie. Dodatkowo młody Ferdia Walsh-Peelo gra króla Alfreda z dużą elegancją i opanowaniem. Tylko czekałam, aż zetrze ragnarsonom uśmieszki z twarzy. 

Czas ekranowy ostatnich dziesięciu odcinków poświęcono jednak zupełnie komu innemu (patrz: punkt 2). Alfred Wielki wygrał, bo właściwie to Ivarowi łamały się nogi. Tak. Kto oglądał, ten sam wie. Szkoda strzępić ryja, naprawdę.

5. Hvitserk

W przypadku tego ragnarsona Hirst nawet nie udawał, że ma pomysł. Prześcigając się w czytaniu wikińskich sag, widzowie serialu Wikingowie stworzyli więcej ciekawych dróg, którymi mógł podążyć Hvitserk. Żadna z nich nie znalazła miejsca na ekranie. Aż prosiło się, by dać Hvitserkowi, uwikłanemu w burzliwą relację z Ivarem coś do zrobienia. Jakoś, choć w najdrobniejszy sposób, połączyć to, przez co przeszedł, z zakończeniem tej historii. Nic z tych rzeczy. 

Przecież Ivar przeprowadził go przez załamanie nerwowe. Hvitserk pił, ćpał, pałał żądzą zemsty. Zabił nawet wielką tarczowniczkę Lagerthę! Co prawda trochę niechcący dobił podstarzałą kobietę, która pewnie i tak zaraz wyzionęłaby ducha, ale oj tam oj tam. Przeżywał ciągle to, że opuścił Ubbe, wybierając stronę Bonelessa. W końcu wymyślił, że tkwi przy Ivarze, bo ma zadać okrutnemu bratu ostateczny cios. Nie zadał. Płakał nad ciałem Ivara, jak małe dziecko. Hvitserk nawet miał moment gdzie przespał się z boginią. Powiecie „fajnie!”. Szkoda tylko, że chwilę po porażce w Anglii grzecznie przeszedł na chrześcijaństwo. Widocznie bogini nie popisała się tamtej nocy. 

Marco Ilsø to dobry aktor, gdy wie, co ma grać. Na planie Wikingów nie wiedział. Ale skąd miał wiedzieć, jeśli nikt go o tym nie poinformował? Pałętał się po ekranie, podobnie jak jego postać, ostatecznie nie wnosząc do serialu nic (okej, był bestią na polu walki, ale co z tego?). Po finale powstały teorie, że Othere (postać, o której za moment) to podstarzały Hvitserk, który towarzyszył Ubbe. Szalony pomysł, bo nie ma najmniejszego sensu. W Wikingach działy się różne rzeczy, ale podróże w czasie? Od biedy mogłabym to nawet uznać, gdyby scenariusz sugerował takie rozwiązanie trochę mocniej niż lekkie sugestie. Hirst, jak chcesz takie cuda nam wmawiać, to postaraj się bardziej! Zmarnowałeś postać Hvitserka na całej linii.

6. Nowe lądy, stara nuda

Jordan Patrick Smith dostał w przydziale zagranie autentycznie sympatyczną postać. Ubbe to też w mojej opinii, najbliższy Ragnarowi syn. Jedyny, z którego Lothbrok może być dumny. Dodatkowo szkocki aktor subtelnie przemycił na ekran manieryzmy serialowego ojca. Nie dość, że wygląda jak Travis Fimmel, to drobnymi tikami nerwowymi czy chrząknięciami przypominał nam rodowód Ubbe, nie zatracając jego postaci. I tu skończymy peany pochwalne, bo wątek podróży do nowego świata to porażka. 

Przejrzeliśmy scenarzystę i wiedzieliśmy, że Ubbe spotka Indian. W jakiejś dziwnej, życzeniowej tęsknocie wyobrażałam sobie mix Apocalypto z Wikingami i zacierałam ręce. Ubbe płynął osiem z dziesięciu odcinków. Indianie, których w końcu spotkał to pacyfiści. Próba stworzenia jakiegokolwiek konfliktu między rdzennymi mieszkańcami a przybyszami była tak żałosna, że ciężko ją wyśmiewać. I na tym Wikingowie X Apocalypto się skończyło.

Relacja Ubbe z Othere, tajemniczym mnichem/wikingiem może i mogła być ciekawa, ale nie była. Osiem odcinków dryfowania na łodzi i pojedynek na wokale to to, co najbardziej pamiętam. Gdzie w Othere niby Hvitserk? W bliznach? Gdzie jego utracona miłość do brata, z którym wreszcie (jakoś) jest? Ludzie, nie załamujcie mnie. Po co ja to w ogóle oglądałam?

Wikingowie – nie dla was ta Valhalla!

Wikingowie skończyli się, całe szczęście. W moim sercu pozostaną jako cztery sezony. Ten serial to Ragnar, Lagertha, Rollo i Floki. To król Egbert, Athelstan, Athlewolf oraz Judith. Jeśli pytacie, czy warto było czekać na drugą połowę szóstego sezonu, odpowiem jak słynny polski prorok: nie warto było, ku…

Motywacje postaci, ich słowa oraz czyny nie niosły za sobą żadnego ciężaru ani konsekwencji. Cały finałowy sezon uraczył (tę już i tak niewielką) grupę widzów powtarzalnymi motywami oraz nudnymi wątkami. Środek ciężkości serialu położono właściwie nie wiadomo gdzie. Oglądaliśmy sceny, które nie łączyły się ze sobą, a także postaci, które nikogo nie interesowały. Decyzje bohaterów nijak miały się do otaczającej ich rzeczywistości. Tak naprawdę, każdy wybór, jaki podejmowały, nie wynikał z ich charakteru czy drogi rozwojowej od a do z. Były losowe, akurat pasujące do tego, co musiało się wydarzyć. Hirst jednak zapomniał o najważniejszym – dlaczego?

Waszym zdaniem?

Jesteście zawiedzeni podobnie jak ja? A może zakończenie Wikingów wam się podobało? Piszcie w komentarzach na stronie i naszym FanPage’u. Zapraszam też do zapoznania się z życiowymi lekcjami, jakie wyciągamy z serialu Wikingowie!

Do następnego razu!

7 KOMENTARZE

Subscribe
Powiadom o 
guest
7 komentarzy
oceniany
najnowszy najstarszy
Inline Feedbacks
View all comments
Viking
8 miesięcy temu

Ech, początek czwartego sezonu całkiem skutecznie przekonał, ze trzy sezony to było w sam raz i nie ma co na siłę kontynuować (zwłaszcza, ze finał „trójki” dobrze się spinał). Lepiej skończyć wcześniej, niż potem marudzić 🙂

Lifter
Lifter
8 miesięcy temu

Dlatego po polowie piatego sezonu – machnalem reka. I nie ogladalem dalej.

Meliona
Meliona
8 miesięcy temu

Jestem właśnie na 12 odcinku ostatniego sezonu i chyba to rzucę, bo męczarnia. Nic mnie nie obchodzi, nikt mnie nie obchodzi, wątki są nudne, nic się nie dzieje…

Jacek "Leniwiec" Kraśnicki
Admin
8 miesięcy temu
Reply to  Meliona

Dokończ! Miej siłę! Trzymamy kciuki! Ale lepiej raczej nie będzie…

Kaśka "Gaya" Protasiewicz
Najciekawsze zawsze kryje się w cieniu, dlatego interesuje mnie wszystko, co tajemnicze, niewyjaśnione i zagadkowe. Kryminały, thrillery, mitologie i teorie spiskowe. Jestem tam, gdzie autor zagląda w mroczne zakątki otaczającego nas świata oraz ludzkiego umysłu. Fanka kina koreańskiego i kdram. Specjalnie dla czytelników Leniwej Popkultury sprawdzam też, czy i jak zestarzały się znane i popularne filmy poprzedniego wieku.
- Advertisment -