Superman Amerykański Obcy | Recenzja | Kolejny komiks o Supermanie?

Na tyłach twardej okładki wydania DC Deluxe możemy zobaczyć duży napis, który krzyczy do nas, że trzymamy w rękach dzieło niebędące kolejnym komiksem o Supermanie. Tytuł owej pozycji wskazuje na coś zgoła innego, jednak ta krótka rekomendacja przyciąga uwagę. Jestem świeżo po lekturze i muszę was ostrzec -napis z tyłu komiksu kłamie! Miałem bowiem do czynienia z odnowionym, świeżym i oryginalnym origin story Clarka Kenta. Autor Max Landis zaprezentował nam opowieść o Supermanie w pełnej okazałości. Mamy niemowlę spadające z nieba wprost do Smallville. Lasery z oczu, Lexa Luthora jako przeciwnika, kolabo z Batmanem i wszystko inne, co kojarzy nam się z Kryptonijczykiem. Do czego w takim razie odnosi się napis na odwrocie? Czy faktycznie nie ma za dużo Supermana w Supermanie? A może chodzi o coś zupełnie innego? Uchylam rąbka tajemnicy w niniejszym tekście.

Najciekawsze na początek.

Cała opowieść została podzielona na siedem części. Za warstwę wizualną każdej z nich odpowiada ktoś inny, czyli dostajemy artystyczną mozaikę. Zabieg celowy, bo również styl poszczególnych fragmentów historii dopasowany został do prezentowanego momentu z życia Supermana. Analogicznie: lata dziecięcej beztroski utrzymane są w kreskówkowej stylistyce. Dojrzewanie i pierwsze piwka z kolegami ukazują naszego harcerzyka w nieco brudniejszych barwach, tym samym nasuwając skojarzenia z młodzieńczym buntem. Epizod szalonej imprezy na łodzi Bruce’a Wayne’a wypala nam oczy pastelowymi kolorami, natomiast trudne początki bohatera w Metropolis, malują się odcieniami szarości.

Zaangażowanie różnych artystów, aby pokazali Supermana w kompletnie innych odcieniach to bardzo dobry pomysł. Wyszło zdecydowanie na plus i mimo naprawdę wielu wizji, nie odczułem przesytu. Każda mini opowieść jest zupełnie innym doświadczeniem, przez co cały komiks dostarcza sterty wrażeń.

Jeśli wizualnie jest uczta dla oczu, to czy również fabularnie jest na co liczyć?

Superman Amerykański Obcy, ale swój chłop.

Superman Amerykański obcy jako nowa geneza Supermana jest dokładnie tym, co powinien zrobić Miller w Superman Rok pierwszy, tylko lepiej. Max Landis napisał to po prostu dobrze, bez zbędnego kombinowania, a z odpowiednią dozą subtelności. Nakreślił postać, która mimo boskich mocy ma często ludzkie rozterki. Nie podejmuje irracjonalnych decyzji, pragnie dowiedzieć się, skąd naprawdę pochodzi, nie popisuje się swoimi umiejętnościami, a czasem nawet płacze jak mała dziewczynka. Polecam ten komiks wszystkim, którzy twierdzili, że nie da się utożsamić z Super człowiekiem. Wizja Landisa przełamuje wiele schematów i pozwala spojrzeć na Clarka Kenta z zupełnie innej strony.

Landis nie dostał wskazówek od mieszkańców Kryptonu, w jaki sposób ma przedstawić bohatera o boskich mocach tak, żeby był bliższy ludziom. Skorzystał po prostu ze sprawdzonych schematów. Dzięki temu dostaliśmy Supermana przesiadującego z kolegami w Smallville, jedzącego obiad na dachu jednego z budynków Metropolis, czy zwyczajnie uczącego się własnych umiejętności.

Frank Miller za to pokazał nam kogoś, kto obnosi się ze swoimi niezwykłymi cechami. Wykorzystuje je do swoich celów i patrzy na wszystkich z góry, bo przecież umie latać! Dlatego właśnie Rok pierwszy okazał się kompletną porażką. Znamy Supermana i wiemy, że ma chłop dobre serce i nigdy nie wykorzystałby swojej mocy np. do zawładnięcia Atlantydą, jak zrobił to właśnie u Millera. U Landisa młody Clark Kent to po prostu małomiasteczkowy młodzieniec, którego siła empatii przewyższa jedynie nadludzka moc.

Superman dla każdego.

Mógłbym jeszcze trochę ponarzekać na to, że z siedmiu historii przedstawionych w komiksie niektóre są ciekawe, inne nieco nudniejsze. Cała opowieść natomiast nie jest niczym odkrywczym i wbrew napisowi na tylnej okładce – to wciąż komiks o Supermanie. Nie doświadczymy tu fabularnych wodotrysków, czy scenariuszowych objawień, a po prostu kolejną genezę ocalałego Kryptonijczyka.

Jednak wrażenia, które pozostawił po sobie Superman Amerykański Obcy, nie pozwalają mi na stworzenie sterty minusów. Jest to zdecydowanie dobry komiks, po który może sięgnąć każdy, zarówno weteran gatunku superhero jak i zupełny świeżak.

Sprawdźcie też nasze inne recenzje komiksów DC!

Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments