Strona głównaMangiSukkub i jej ciężka praca w korpo | Recenzja | Zrób sobie...

Sukkub i jej ciężka praca w korpo | Recenzja | Zrób sobie przerwę!

Czasami niewiele trzeba, by dana pozycja zdobyła moją uwagę. Jak wiedzą Ci z Was, którzy śledzą moje recenzje, potrafi mnie kupić już sama okładka. W taki sposób skusiłam się między innymi na „Kolekcję łajdaka”, o której pisałam tutaj dwa lata temu (rany, jak ten czas leci!).

Podobnie stało się w przypadku najnowszej jednotomówki od wydawnictwa Waneko. Tym razem jednak zadziałał na mnie tytuł, a nie okładkowa ilustracja. Gdyby nie on, prawdopodobnie nie spojrzałabym nawet w kierunku tej mangi. Skąpo ubrane bohaterki z powiększonym tym i owym kojarzą mi się z opowieściami, w których osobiście nie gustuję. Tymczasem tytuł „Sukkub i jej ciężka praca w korpo” dawał nadzieję na coś oryginalniejszego niż standardowe romanse międzygatunkowe.

O czym właściwie jest manga Gentsukiego? W jakim stopniu spełniła moje oczekiwania, a czym mnie zaskoczyła? Czy warto dać jej szansę? Już spieszę z odpowiedzią.

Pan i pani Zapracowani

Urocza blondynka z okładki nazywa się Lily i jest sukkubem. To zarówno jej natura, jak i zawód. Praca dziewczyny polega na kontrolowaniu snów mężczyzn – zsyła im dowolne wizje, o jakie poproszą. Dzięki temu zabiera im część życiowej energii, która najwyraźniej jest ważnym surowcem w jej świecie.

Ze względu na kurczącą się populację sukkubów i coraz mniej obfite zbiory Lily i jej koleżanki nie mogą narzekać na brak zajęć. Dziewczyna chciałaby już sobie odpocząć, ale w takich warunkach wydaje się jej to niemożliwe. Pracuje więc wytrwale, choć bez specjalnego entuzjazmu – ot, taki już jej demoni los.

Pewnej nocy Lily trafia na nowego „klienta” – równie zmęczonego zawodowymi obowiązkami Tsutomu Kurokiego. Chłopak nie ma przyjaciół ani dziewczyny, a jego życie wypełnia praca dla jednej z wielu japońskich korporacji. Bierze nadgodziny i wraca do domu ostatnim pociągiem, często nie mając czasu na porządny odpoczynek. Kiedy więc Lily oferuje mu spełnienie dowolnej zachcianki we śnie, Kuroki wychodzi z nietypową propozycją: chce z nią… zagrać w grę. Nie, nie grę wstępną ani rozbieranego pokera, tylko zwyczajną grę na konsolę.

Od tej pory między młodym mężczyzną a demonicą rodzi się więź, która zacieśnia się z każdym kolejnym spotkaniem. Lily pomaga Tsutomu realizować pragnienia, na które brakuje mu czasu lub warunków, a on odwdzięcza się jej uśmiechem oraz troską. I choć Lily udaje, że to tylko część jej pracy, znajomość z człowiekiem staje się dla niej czymś znacznie ważniejszym…

T-to nie tak, jak myślisz, baka!

Miejmy to od razu z głowy: manga Gentsukiego to NIE jest hentai. Choć autor ma na koncie wiele pozycji z tego gatunku, „Sukkub…” do nich nie należy. Niech Was zatem nie zwiedzie kusząca okładka – w środku nie znajdziecie wiadomych scen.

Owszem, mandze nie brakuje fanserwisu i podtekstów. Główna bohaterka i jej koleżanki paradują stale w bardzo skąpych strojach, a ich kobiece atuty są mocno wyeksponowane. Sporo kadrów skupia się na częściach ciała innych niż twarze, sprawiając niekiedy wrażenie, że przemawiają do nas biusty i pośladki, a nie ich właścicielki. Wiadomo również, że sprośne sny stanowią dla demonów w największe źródło energii, której zbieraniem się trudnią. Jest więc w tej mandze miejsce na (subtelną) erotykę.

Mimo to w czasie trwania akcji żaden sukkub nie jest ani ofiarą, ani sprawcą wykorzystania. Ba, gdyby tak się stało, sprawcy groziłyby poważne konsekwencje. W przeciwieństwie do swoich legendarnych odpowiedników, sukkuby Gentsukiego nie myślą tylko o jednym. Praca dziewczyn polega na zsyłaniu różnego rodzaju miłych snów, a nie byciu zdominowanymi przez mężczyzn zabawkami. To demonice sprawują kontrolę nad panami (i paniami), nie odwrotnie!

Pracuś i sukkub = dobrana para?

Jak wobec tego wygląda relacja między parą głównych bohaterów? Co właściwie ich łączy? Czy Tsutomu nie powinien być sfrustrowany, że nie może zaciągnąć demonicy do łóżka? Otóż nie, bo to zupełnie nie ten typ postaci. Kuroki jest do tego stopnia zapatrzony w swoją pracę, że wydaje się ślepy na cielesne walory Lily; być może w ogóle go nawet nie interesują. Dużo bardziej ceni za to samą obecność dziewczyny i jej dobre serce. Odnosi się do niej zawsze z wielkim szacunkiem, serdecznością i wdzięcznością. Jest przy tym tak rozbrajająco szczery, że niejednokrotnie wprawia Lily w zakłopotanie.

Nasz blondwłosy sukkub to z kolei typowa tsundere, która pod maską wiecznie narzekającej i nieco irytującej laski skrywa swoje prawdziwe uczucia. Zachowuje się przy Kurokim jak wstydliwa nastolatka, która przeżywa swoje pierwsze zauroczenie i nie do końca potrafi sobie z tym poradzić. W życiu nie przyznałaby się, że dba o Kurokiego nie tylko ze względu na swoją pracę albo że ma ochotę go przytulić. W ten sposób autor po raz kolejny zawodzi nasze oczekiwania: pozorna kusicielka okazuje się dobroduszną dziewczyną, która pragnie emocjonalnej bliskości.

To właściwie wszystko, co autor zdradza na temat swoich postaci. Obie zostały naszkicowane zaledwie kilkoma cechami i faktami z ich życia. Niewiele wiemy o przeszłości Lily, a osobę Tsutomu definiuje głównie jego stosunek do pracy i relacje z rodzicami. Portretom bohaterów brakuje głębi, która pozwalałaby w nich zobaczyć pełnokrwistych ludzi (i sukkuby). Zupełnie nie przeszkodziło mi to jednak w polubieniu tej dwójki. Interakcje między nimi są przeurocze i całkiem zabawne, a przy tym prowadzą do ważnych dla obu stron odkryć. Tsutomu i Lily wzajemnie się wspierają, inspirują i przechodzą pozytywną przemianę, którą śledziłam z rosnącym uśmiechem na twarzy oraz ciepłem w serduchu.

Nie samą pracą człowiek (i sukkub) żyje

Oprócz rozwoju znajomości pary bohaterów manga porusza także inny ważny wątek. Jej fabuła kręci się wokół tematu pracy: żyje nią zarówno młody Japończyk, jak i jego demoniczna przyjaciółka. Oboje wykonują swoje obowiązki bezrefleksyjnie, w nieustannym pośpiechu, kosztem innych potrzeb. W pewnym momencie przemęczony Tsutomu pyta sam siebie: „Ale po co ja w ogóle tyle pracuję? Nie mogę sobie przypomnieć”. To chyba najsmutniejszy moment w całej historii, która ma przecież głównie komediowy charakter.

Dopiero spotkanie bohaterów każe im się zastanowić nad dotychczasowym trybem życia. Spędzając razem czas, człowiek i sukkub konfrontują się z zaniedbywanymi dotąd uczuciami, planami czy marzeniami. Odkrywają na nowo sens pracy, wagę odpoczynku i radość czerpaną z więzi z drugim człowiekiem, która pomaga znosić codzienną harówkę. „To nie tak, że dużo się zmieniło”, podsumowuje Kuroki. „Wciąż budzę się, idę do pracy, pracuję i wracam do domu. Ale kiedy pomyślę, że pracuję na czyjś uśmiech, robi mi się cieplej na sercu. Byłem w stanie ruszyć do przodu, ponieważ… Zwróciłem uwagę na te uczucia dzięki temu, że ją wtedy poznałem”.

Przepracowana Japonia

Chociaż mamy tu do czynienia z lekką i sympatyczną opowieścią, są w niej obecne poważne problemy współczesnej Japonii. Tamtejsza kultura pracy rzeczywiście wyciska z ludzi ostatnie soki. Wydłużone godziny pracy i ogromna presja połączona z brakiem dostatecznego wsparcia to rzeczywistość wielu japońskich salarymanów. Konsekwencjami tej sytuacji są takie zjawiska, jak nagła śmierć z przepracowania i stresu (karōshi) czy samobójstwo z tego powodu (karojisatsu). Oba stanowią poważny problem od czasu kryzysu ekonomicznego z przełomu lat 80. i 90. ubiegłego wieku, który zmusił Japończyków do znacznie cięższej i dłuższej pracy niż wcześniej. Nic dziwnego, że pod koniec lat 90.w Japonii drastycznie wzrosła liczba samobójstw wśród osób w wieku produkcyjnym.

Dodajmy do tego jeszcze pogłębiającą się izolację i coraz mniej bliskich związków, którym towarzyszy presja na założenie rodziny. Młodzi mężczyźni są pod ogromnym ciężarem sprzecznych oczekiwań: z jednej strony każe się im być mężami, a z drugiej nie pozostawia się czasu na szukanie partnerek, zmuszając do pracy ponad siły. Problemy bohatera „Sukkuba…” nie są więc wymysłem mangaki, tylko odbiciem faktycznych zjawisk, z jakimi boryka się wielu Japończyków. Trochę szkoda, że Gentsuki nie poświęcił im więcej uwagi. Trudno jednak oczekiwać po sympatycznej komedyjce z elementami obyczaju, by porządnie zajęła się tak trudnymi zagadnieniami, więc jestem w stanie wybaczyć autorowi powierzchowne potraktowanie tematu.

Zróbcie sobie przerwę na mangę!

Podsumowując: jeśli sięgniecie po ten tytuł w nadziei na spełnienie swoich seksualnych fantazji, srogo się zawiedziecie. Nie rozczarujecie się jednak, oczekując optymistycznej historii z sympatycznymi bohaterami, których relacja bawi i wzrusza. „Sukkub i jej ciężka praca w korpo” to dobra propozycja na luźną lekturę, która poprawi Wam humor, a może nawet zmusi do refleksji nad własnym życiem. Jeśli Wy także harujecie jak woły, może warto się na chwilę zatrzymać i, podobnie jak Tsutomu, zapytać się: dlaczego właściwie to robię? Czy wystarczająco o siebie dbam? Czy pamiętam, że życie nie ogranicza się tylko do pracy?

W posłowiu do swojej mangi Gentsuki pisze: „Byłoby mi miło, gdybyście przeczytali ją w przerwie od pracy”. Osobiście doradzałabym jednak zrobić to po pracy, bo wizualna strona mangi może Wam przeszkadzać w obowiązkach (nie wspominając o reakcji szefa). Mam nadzieję, że Wam również spodoba się ta pozycja i skończycie ją – podobnie jak Lily i Tsutomu – z uśmiechem patrząc w przyszłość.

Jeśli zachęciła Was ta recenzja, zajrzyjcie do sklepu wydawnictwa Waneko, gdzie możecie zamówić swój egzemplarz „Sukkuba…”. Zapraszamy Was również na stronę Leniwej Popkultury na Facebooku – znajdziecie tam nowości ze świata mangi i anime, a także filmu, seriali i komiksów. Dołączcie do naszej Leniwej Społeczności i bądźcie na bieżąco z popkulturą!

Subscribe
Powiadom o 
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Iva
W redakcji od marca 2019. Miłość do popkultury towarzyszyła jej od zawsze: jako dziecko zbierała Pokemony, w gimnazjum zaczytywała się w "Wiedźminie", a niedługo później, za sprawą Alana Moore'a, odkryła na nowo świat komiksu. Ponieważ Kaer Morhen było poza jej zasięgiem, wybrała studia psychologiczne i publicystykę - dziś wojuje piórem zamiast mieczem. W wolnych chwilach chłonie wszystko, co da się przeczytać lub obejrzeć: mangi, komiksy, powieści science-fiction i fantasy, seriale aktorskie i anime. Grywa też w niezależne produkcje wygrzebane z dna Steama. Lubi zanurzać się w dystopijne światy pełne czarnego humoru, filozoficznych pytań oraz aktualnych problemów społecznych. Poza pochłanianiem kultury oraz pisaniem o niej tworzy opowiadania i wiersze, walczy z deadline'ami i je stanowczo zbyt dużo czekolady.
- Advertisment -