Strona głównaMangiSposób na pięcioraczki | Tom 1 | Recenzja | Lekka historia o...

Sposób na pięcioraczki | Tom 1 | Recenzja | Lekka historia o tym, jak jednocześnie zdobyć 100 punktów i 5 razy oblać test

Futaro Uesugi jest bardzo zdolnym uczniem drugiej klasy liceum, który nieustannie pnie się w szkolnym rankingu najlepszych studentów. Poza ciągłym wkuwaniem non stop szuka okazji do oszczędzania, by choć częściowo spłacić rodzinny dług. Nic więc dziwnego, że gdy w perspektywie pojawia się podejrzana, ale bardzo dobrze płatna praca korepetytora, praktycznie z marszu ją przyjmuje.

Wszystko byłoby idealnie, gdyby nie fakt, że pod jego skrzydła trafiły… pięcioraczki. Ponoć im więcej, tym weselej, jednak w przypadku głównego bohatera mogło to oznaczać tylko krew, pot i łzy. No i zgrzytanie zębami. Wspomniałam już może, że nowo poznane podopieczne, poza urodą, nie mają ani krztyny chęci do nauki, ani wyraźnego talentu do wkuwania? W mniej niż dwa lata Futaro musi doprowadzić je do pomyślnego ukończenia liceum i z pewnością nie zapowiada się to na łatwy i przyjemny okres. Wszystko albo nic!

Sposób na niepowtarzalność

Pewnie teraz myślicie sobie: „Aha, kolejna haremówka” i… w sumie nie za wiele się mylicie. Co ciekawe, autor już od pierwszych stron sugeruje romantyczne zakończenie tej historii. Dzięki temu czytelnikowi zostaje oszczędzone sporo zachodu w zastanawianiu się, czy Futaro zdecyduje się kiedyś wejść w związek z kimkolwiek. A nasz główny bohater będzie miał z pewnością niezły emocjonalny orzech do zgryzienia. 

W pierwszym tomie zaprezentowano z grubsza osobowość i cechy charakterystyczne każdej z sióstr (swoją drogą ich rodzice byli albo bardzo leniwi, albo mieli duże poczucie humoru, skoro każdą z nich nazwali na podstawie jednej z cyfr: 1, 2, 3, 4, 5). Najwięcej uwagi poświęcono Miku (team Miku, nie próbujcie się nawet ze mną kłócić), Yotsubie oraz Itsuki, ale nie dało się w ogóle odczuć, by o którejś z sióstr przypadkowo zapomniano. Co w sumie przy tak wielu postaciach mogło się łatwo zdarzyć. Każda z nich ma w sobie coś niepowtarzalnego, dzięki czemu łatwiej je zapamiętać. Do tego wszystkie są prześliczne. Mimo że wyglądają bardzo podobnie, pięcioraczki można rozpoznać po takich detalach jak układ włosów, akcesoria czy mimika. Choć ostrzegam – wszystkie oburzają się w identyczny sposób.

Sposób na ciekawego protagonistę

Trudno mi jeszcze w pełni rozszyfrować głównego bohatera, przede wszystkim dlatego, że jest praktycznie chodzącym robotem. Zbyt wielu emocji na jego twarzy się nie zobaczy, jednak nie można mu odmówić hartu ducha, zawziętości i sporej wiedzy. Wytrwale trzyma się swoich decyzji, ale nie dla dobra innych, lecz dla samego siebie. Mówiąc szczerze, bardzo podobają mi się jego motywacje. Futaro nie ma skrupułów, a nawet z dozą wyrachowania próbuje zbliżyć się sióstr Nakano. Z pewnością nie jest on typowym protagonistą haremówek, co się ceni. Z biegiem fabuły zapewne zmieni co nieco swoje podejście do życia i złagodnieje, jednak obserwowanie tego procesu zapowiada całkiem niezłą lekturę.

Sposób na styl

Kreska jest naprawdę porządna. Widać też przywiązanie autora do szczegółów, teł, etc. Czasami miałam jednak problem z „teleportowaniem się” postaci. Nie byłam w stanie skojarzyć, w jaki sposób konkretne osoby znalazły się w danym miejscu. Jest to rzecz, która pewnie naturalnie ulegnie poprawie w kolejnych tomach.

Postacie są narysowane zgrabnie i, co się chwali, nie są przesadnie wyszczuplone ani nie mają szczególnie zaburzonych proporcji biust-talia-nogi. W seriach z elementami lekko zahaczającymi o erotykę zdarza się to aż zbyt często, dlatego tym bardziej doceniam bardziej przyziemny pogląd na budowę ciała współczesnych nastolatek. Przy okazji erotyki znajdzie się tu co nieco dla fanów ecchi, choć jest to pokazane z większą klasą niż zazwyczaj w tego typu mangach.

Sposób na wydanie

„Sposób na pięcioraczki” został wydany przez Studio JG w ramach Jesiennego Festiwalu Mangowego. Nie miałam okazji zobaczyć na żywo karty kolekcjonerskiej oraz dodatku do serii. Na materiałach jednak promocyjnych wyglądały bardzo ładnie i przemyślanie. Sama obwoluta jest prześliczna i świetnie zaprojektowana. Niestety, nie mogę tego samego powiedzieć o środku tomiku. Na wielu stronach ewidentnie zamiast czerni przebija się szarość, zdarzają się też zabrudzenia tuszem nawet na twarzach (sic!) bohaterów. Nie wiem, w jakim stopniu wynika to z mojego pecha, wady druku czy innych kwestii, jednak przy tak ładnej otoczce zbudowanej wokół serii jestem szczerze rozczarowana tym wydaniem. Mam nadzieję, że ulegnie ono poprawie wraz z następnymi tomikami.

Sposób na dobrze spędzony czas

Nieco żałuję, że na kolejny tom przyjdzie mi czekać co najmniej dwa miesiące, bo naprawdę się wciągnęłam. Lubię takie proste zarysy fabularne w stylu: „już ja wam pokażę, na pewno was przekonam do XYZ!”. Sposób na pięcioraczki ma na dodatek ciekawych, intrygujących bohaterów, przyjemną dla oka kreskę, lekki powiew erotyki i sporo komedii. Niczego więcej do szczęścia nie potrzeba. Polecam!

Zachęcam też do sprawdzenia innych recenzji mang z JFM Studia JG. Na ten moment na naszej stronie pojawiła się recenzja komiksu Mąż mojego brata. Odwiedźcie też naszą stronę na Facebook’u – Leniwa Popkultura, aby nie przegapić żadnych newsów ze świata mangi i anime!

Subscribe
Powiadom o 
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Kamila "Mia"
Według znajomych jestem wybuchowym połączeniem Roszpunki oraz Retsuko z serii Aggretsuko. W wolnych chwilach gram w LoLa oraz hobbystycznie dyskutuję ze znajomymi na temat ratowania świata przed zagładą. Lubię grać w planszówki, zaczytuję się w reportażach oraz staram się być na bieżąco ze sprawami politycznymi. Od blisko 15 lat czytam i oglądam wszystko, co wpadnie w moje ręce, dlatego (prawie) żaden gatunek mi niestraszny!
- Advertisment -