Strona głównaMangiŚpiew młodości | Recenzja +18 | Nie takie znowu perwersyjne fantazje

Śpiew młodości | Recenzja +18 | Nie takie znowu perwersyjne fantazje

Moja „przygoda” z hentajcami zaczęła się jeszcze w czasach kiedy wydawnictwo Yumegari wydawało pierwsze dzieła Yamatogawy, takie jak „Witchcraft” czy „Tayu Tayu”. Na co dzień raczej nie sięgam po tytuły z tego gatunku, chociaż wyżej wspomniane pozycje czytało się całkiem nieźle. Głównie z uwagi na to, że choć fabuła tych mang bybła głupiutka, to jednak podano je w całkiem przyjemnej oprawie wizualnej, z odrobiną humoru oraz sporą dawką dobrej erotyki. Jakoś od tego momentu, mam dość wyrobione oczekiwania co do mangowych pornosów. Jak pod tym kątem prezentuje się zatem najnowsza pozycja od wydawnictwa Akuma, „Śpiew młodości”?

„Śpiew młodości” to zbiór 10 luźnych historii erotycznych. W środku poza klasycznymi motywami (jak małżeńskie zdrady czy przyjaciele z dzieciństwa, którzy zaczynają czuć do siebie coś więcej), mamy sporo rozdziałów dość mocno zahaczających o kontrowersje. Spora różnica wieku? Przyrodnie rodzeństwo? Udawanie faceta przez kobietę? Fani podobnych treści z pewnością znajdą coś dla siebie.

„Śpiew młodości” – nowość od Akumy!

Trudno nie odnieść wrażenia, jakby głównym motywem tej antologii, poza młodym wiekiem postaci, były perwersyjne zachowania. Ostatecznie, w większości przypadków, nie były one dla mnie aż tak szokujące czy ekstremalne (poza sceną gwałtu, której w ogóle nie powinno tu być). Chyba głównie z uwagi, że nie miały w sobie żadnego zaskakującego czy intrygującego twistu. Ze wszystkich 10 opowiadań naprawdę dobrze bawiłam się przy 3 z nich. Reszta utrzymywała poziom średniego, ale dobrze zrobionego pornola.

Ja z kolei jestem zawiedziony tym tomikiem. Śledzę poczynania wydawnictwa Akuma od samego początku. Do tej pory napisałem recenzje dwóch ich tytułów, czyli „Opętani miłością” oraz „Przełamując wstyd”. I co ciekawe, jedynie „Śpiew młodości” okazał się mangą, która nie kupiła mnie żadnym one-shotem! Wszystkie historie w tomie były przeciętne. W pamięć zapadały tylko te złe, jak wspomniany wcześniej gwałt, czy choćby wyjątkowo toksyczny partner z historyjki „Kocha? Nie kocha?”. – Jacek „Leniwiec” Kraśnicki

Anatomiczne rewelacje

Najbardziej zaskakującym elementem było ukazywanie wnętrza kobiecego ciała, jak pod rentgenem. Początkowo myślałam: „Pewnie autor chciał sobie jednorazowo poeksperymentować”… Jednak działo się tak za praktycznie za każdym razem, kiedy mężczyzna dochodził w swojej partnerce! Było to co najmniej dziwne. W punkcie kulminacyjnym zamiast na akcie seksualnym i uczestniczącym w nich postaciach moja uwaga była przekierowywana na dokładne rozmieszczenie penisa w macicy. Szczególnie mnie to uderzyło, gdy w jednej ze scen członek doszedł tak głęboko, że aż zrobił widoczne wybrzuszenie na ciele protagonistki (brr).

Jeśli już mowa o aspekcie graficznym, postacie kobiece są naprawdę nieźle narysowane. Mają w sobie odpowiednią dozę bycia uroczym i zboczonym jednocześnie. To nie jest też tak, że mężczyźni byli brzydko wykreowani, czasami dosłownie wręcz znikali z kadrów – szczególnie w punkcie kulminacyjnym seksu. Wybaczcie, ale zawsze wtedy podśmiechiwałam się pod nosem. To wyglądało trochę tak, jakby protagonistki uprawiały seks z duchem, który ma bardzo materialnego penisa.

Od strony graficznej z kolei nie mam mandze nic do zarzucenia, powiedziałbym nawet, że prezentowała się najciekawiej z całego dorobku Akumy. Od razu rzucił mi się w oczy ciekawy dobór pozycji, których nie widziałem we wcześniejszych komiksach. Wprowadziły one pewną nutkę świeżości do tego, jakby nie patrzeć, dość przejedzonego tematu. X-Ray’owe wstawki nie zachwyciły mnie tak, jak Kamilę, bo jest to już pewien standard w hentaiach. Warto jednak wspomnieć, że „Śpiew młodości” pokazał to jako pierwszy na polskim rynku. Kolejnym plusem jest różnorodność męskich bohaterów, na co najczęściej cierpią mangi z tego gatunku. A minusy? Są kadry, w których ewidentnie popsuły się proporcje i, na przykład, oglądamy penisa literalnie większego od głowy. Koniec końców aspekt wizualny prezentuje się znacznie, znacznie lepiej, niż fabuła historyjek. – Jacek „Leniwiec” Kraśnicki

„Śpiew młodości” – czy warto przeczytać?

Przy „Śpiewie młodości” czas zleciał mi całkiem szybko. Dość nieźle się bawiłam z tą mangą, choć brakowało mi w niej jakiejś większej zabawy formą, czy chociażby większej różnorodności prezentowanych pozycji seksualnych. Nie zaszkodziłoby też nikomu, gdyby postacie używały raz na jakiś czas prezerwatyw, ale w końcu mowa tu o fantazjach seksualnych.

Nie ukrywam, że chciałabym, aby wydawnictwo Akuma wydało w końcu jakąś zamkniętą historię skupioną na konkretnych postaciach zamiast kolejne luźne zbiory opowiadań. One też mają swoje zalety, choć aktualnie brakuje mi na rynku bardziej konkretnych pozycji z tego gatunku. Kto wie, może kiedyś się doczekam. Na pewno będę trzymać za to kciuki!

Osobiście uważam, że poprzednie tytuły od wydawnictwa Akumy były zwyczajnie lepsze. Oczywiście, kadry są ciekawe i ładne, jednak tej mandze brakuje ciekawiej rozpisanych historii. Jeżeli ktoś oczekuje wyłącznie dobrze narysowanych scen seksu, „Śpiew młodości” zaspokoi tę potrzebę. A jeśli nie? Proponuję sięgnąć po inne hentaie dostępne na polskim rynku. – Jacek „Leniwiec” Kraśnicki

PODSUMOWANIE

Wydanie: 2021
Tytuł oryginalny: Aoi Saezuri
Autor: Nimaruyu
Wydawnictwo: Akuma
Tłumacz: Ewa Wachol
Typ oprawy: miękka z obwolutą
Liczba stron: 202
Data premiery: 27.04.2021
Subscribe
Powiadom o 
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Kamila "Mia"
Według znajomych jestem wybuchowym połączeniem Roszpunki oraz Retsuko z serii Aggretsuko. W wolnych chwilach gram w LoLa oraz hobbystycznie dyskutuję ze znajomymi na temat ratowania świata przed zagładą. Lubię grać w planszówki, zaczytuję się w reportażach oraz staram się być na bieżąco ze sprawami politycznymi. Od blisko 15 lat czytam i oglądam wszystko, co wpadnie w moje ręce, dlatego (prawie) żaden gatunek mi niestraszny!
- Advertisment -