Strona głównaMangiSłyszę twój głos – Recenzja

Słyszę twój głos – Recenzja

Dzisiaj każdy posiada telefon komórkowy. Naprawdę ciężko znaleźć osoby, w których kieszeniach nie istniał by smartphone czy klasyczna komórka z klawiaturą. A jednak, gdy odpowiednio długo będziemy szukać, okaże się, że taki ktoś istnieje. Dziwne, prawda? Jeszcze dziwniejsze, że marzeniem takiej osoby może być… Posiadanie własnej komórki.

Będzie chciała ją tak mocno, że aż zacznie ją sobie wyobrażać. Idealny kształt, kolor, fakturę, markę. Wybierze swoją ulubioną muzykę na dzwonek, ale też ustawi na tej komórce budzik, aby nie zaspać następnego dnia. To wszystko dalej tylko w jej głowie.

A co, jeżeli wspomniany naprawdę zadzwoni o siódmej rano? Czy to jest w ogóle możliwe?

Dla wielu komórka ma jedynie pozwalać na kontakt z innymi osobami – nawet ta wyobrażona. Co się stanie, gdy pewnego dnia usłyszysz w losowo wybranych liczbach sygnał? A potem tajemnicze: „Halo”?

 

 

Fabuła:

Chciałbym, zanim przejdziemy dalej, uprzedzić Was, że dzisiaj pojawią się delikatne spoilery. Nie będzie ich wiele, celuję w jeden. Jest on niestety niezbędny do tego, aby moja myśl była zrozumiała. Zacznijmy więc.

Gdy Ryo swoje marzenia przekuwa w coraz to bardziej realny obraz, nadając mu wszystkie cechy ideału, nagle dzieję się coś bardzo dziwnego. Pomijając budzik we wstępie, do jej głowy dzwoni pewien chłopak. Tłumaczy, że wybierał przypadkowe liczby i nagle pojawił się sygnał.

Takim sposobem oboje znaleźli wreszcie kogoś, z kim mogli by porozmawiać. Każdy z nich przeżył w życiu pewne nieprzyjemności, które zostawiły ogromne szramy na ich psychice. Historię Ryo, głównej bohaterki, poznajemy już od pierwszych stron. Nie ma zbyt wielu koleżanek… W zasadzie nie ma żadnej. Nie umie nawiązać kontaktu z rówieśnikami.

Wszystko przez jej głos. Nienawidzi go. Wstydzi się w ogóle otwierać usta. Jedynie może rozmawiać bez problemu z Nozakim. Wkrótce jednak okazuje się, że istnieje też ktoś jeszcze, z kim udało się skontaktować Ryo.

Jak rozwinie się ta dziwna znajomość?

Ciężko nie zauważyć, że głównym motywem w tej mandze jest głos. Wystarczy tylko spojrzeć na tytuł, he. Można uznać „głos” za motyw sokoła. Cala fabułą orbituje wokół rozmawiania, w zasadzie większość tekstu to właśnie rozmowy.

Zaraz, zaraz motyw sokoła w mandze?

Widzicie, „Słyszę twój głos” jest adaptacja opowiadania pana Otsuichi’ego. Widać w tej historii, że nie od razu powstawała jako manga. Fabuła wydaje się bardziej przemyślana, jak gdyby każde słowo było dobrane idealnie, po wielu błędnych próbach. Tempo akcji jest perfekcyjne. Połknąłem ten tomik w około pół godziny. Poza tym „Słyszę twój głos” ma klimat, który z przyjemnie depresyjnego – zrozumiecie, gdy przeczytacie – zmienia się w dość niepokojący, szczególnie przy samym końcu.

Waneko

 

Bohaterowie:

Nie odchodząc daleko od poprzedniego akapitu, są też świetnie rozpisane postacie. Miałem wrażenie, jakbym znał ich od zawsze – nigdy jeszcze coś takiego mi się nie przytrafiło. Są przeciętni, gdy klimat jest luźniejszy, aby niedługo potem wystrzelić z jakimś głębokim wyznaniem – dokładnie w moment, gdy historia tego potrzebuje.

Mamy więc Ryo – całkiem uroczą bohaterkę, Charakter, jaki został jej nadany, bardzo do niej pasuje. Jest ludzka. Pewnie już mogliście sami wywnioskować, że daleko jej do duszy towarzystwa. Nie jest to jednak samotność przepłakana lub skrywana gdzieś głęboko. Czytelnik to widzi, czytelnik o tym czyta – ale jak gdyby ta samotność była tylko bańka wokół bohaterki. Poznając ją, wchodzimy do tego bąbla i czujemy jego obecność, ale gdzieś za plecami. Jest też przede wszystkim zwyczajną nastolatką z rodzaju tych skrytych. Przez kompleks głosu nie potrafi odezwać się do nikogo.

Na pomoc przychodzi jej Nozaki. Wymyśla jej, na przykład, różne ćwiczenia na poprawę głosu. O chłopaku wiemy do końcówki bardzo niewiele, dopiero w retrospekcjach poznajemy jego wcześniej życie i historię, która kryje się za wymyślonym telefonem. Widzicie, Nozaki ma swoje hobby, jakim jest zbieranie rzeczy, które można jeszcze naprawić i wracanie ich do używalności. Co w tym takiego ciekawego? Ponieważ Nozaki też jest w pewnym seansie „popsuty”. Gdy popatrzymy przez taki pryzmat, możemy uznać, że hobby to tak naprawdę alegoria jego własnego życia. Sam bardzo chciałby być naprawiony, być sprawny i przydać się jeszcze komuś. Ale nie może. Genialny zabieg ze strony autora. Naprawdę, dotknęło mnie to. Świetne.

Jako że manga zamyka się w jednym tomie, próżno szukać w niej wielu postaci. W zasadzie ich grono zamyka się na dwóch wymienionych. Pojawiają się postacie poboczne, – i są ciekawie wplatane w rozwój wydarzeń – ale mają raptem kilka kwestii. Działają jedynie jak rekwizyty. 

Jest jeszcze pewna kobieta, do której dodzwoniła się Ryo, ale ją musicie już poznać sami. Zdradzę jedynie, że odegra ważną rolą, a sama jej postać… To dość ciekawy plot twist.

Kimi ni shika Kikoenai

 

Kreska:

Gdy pierwszy raz otworzyłem tę mangę – to było po otrzymaniu paczki od Waneko – nie poczułem jakiejś wielkiej sympatii do kreski. Wydawała mi się przestarzała – hej, „Słyszę twój głos” ma jedenaście lat – i już wtedy uznałem, że tak ją opiszę: przestarzałą oraz jako dobry przykład, jak ewoluuje styl rysowania mang.

Oto dowód, jak nieważne jest pierwsze wrażenie.

Kreska jest świetna. Fakt faktem autorowi zwyczajne ujęcia – ot, choćby korytarz szkolny – wychodzą mocno średnio. Prawdziwy kunszt widzimy w momentach, gdy mamy wybuch napięcia. Gdy trzeba zrobić zbliżenie na twarz bohatera, czy odzwierciedlić jego stan psychiczny. Wtedy kreska staję się grubsza, znacznie mocniejsze i wyrazista, czasem nawet rozmazana. Były momenty, w których tak bardzo zaskoczył mnie dany kadr, że potrafiłem się na niego patrzeć i analizować znacznie, znacznie dłużej niż pozostałe.

A z drugiej strony mamy delikatną, estetyczną i nie zdradzającą niczego okładkę. Jasnoniebieski kolor tekstu niemal zlewa się z białym tłem. Obwoluta prezentuje dokładnie to samo, dodatkowo serwując nam mat, który tak uwielbiam.

Słyszę twój głos
Genialne!

 

Słyszę głos leniwca

Słyszę twój głos” jest idealnym zwieńczeniem paczki od Waneko z wieloma naprawdę świetnymi tytułami. Była „My Hero Academia”, byli „Koledzy z klasy” i „Absolwenci”. Spędziłem przyjemnie sporo czasu przy tych tytułach. Oczywiście, był też „Summer Wars„, który nie otrzymał pozytywnej recenzji.

Gdybym miał jednak wskazać tytuł, który najbardziej przypadł mi do gustu, zaskoczył i wciągnął mocnej, niż wszystkie inne – bez zawahania mogę powiedzieć, że byłby to „Słyszę twój głos”. 

Przygoda, jaką zafundowała mi ta manga, jest ciekawa, wciągająca i bardzo oryginalna. Wymyślony przyjaciel to nie żaden nowy motyw – hej, przecież powstała nawet cała bajka oparta na tym koncepcie! Jednak wymyślony telefon, to już coś zupełnie innego. Powtórzę się, ale widać, że to było pisane jako tekst literacki, a nie od razu fabuła pod komiks. Bohaterowie są zbudowani dobrze, kreska nie odrzuca. Czego chcieć więcej?

Manga może nie spodobać się tym, którzy oczekują wybuchów i ogromu akcji. Chociaż mamy kilka ważnych plot twistów, to nie zobaczymy tam żadnego dzieciaka krzyczącego SMAAAASH.

Chciałbym poczytać coś w podobnym klimacie. Istnieje jeszcze tomik z kilkoma dodatkowymi historyjkami i novelka, ale żadnych z tych rzeczy nie uświadczymy na polskim rynku. Mógłbym poszukać też „Słysze twój głos” w formię tekstu, ale myślę, że rysunki odegrały w nim na tyle ważną rolę, że bez nich nie będzie aż taki dobry.

Tyle ode mnie. Dziękuję Waneko za tomik. Mam nadzieję, że spodobał Wam się tekst – jeżeli tak, zostawcie po sobie ślad na Fanpejdżu!

Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Jacek "Leniwiec" Kraśnicki
Od lat jaram się japońską popkulturą, a od czasu startu Leniwej Popkultury, również serialami, filmami i animacjami z całego globu. Staram się łączyć mój pracoholizm z lenistwem, ale ciężko jest wybierać między napisaniem nowego tekstu, a czytaniem ciekawostek o zwierzątkach. W wolnym czasie układam LEGO, piję zbożową kawę i spaceruję. Wiecie, że leniwce pływają trzykrotnie szybciej, niż sie poruszają?
- Advertisment -