Strona głównaMangiShaman King | Tom 1 | Recenzja | Otwórz oczy, za siebie...

Shaman King | Tom 1 | Recenzja | Otwórz oczy, za siebie spójrz!

Gdybym chciał zacząć ten tekst od słów, jakie wykrzyczałem w momencie ogłoszenia serii Shaman King przez wydawnictwo Studio JG, prawdopodobnie musiałbym nałożyć tu sporą cenzurę. Nie pamiętam bowiem, kiedy ostatni raz informacja o tym, że jakiś projekt pojawi się oficjalnie w naszym kraju, wywołała u mnie tyle radości. To jeden z tytułów, na które czekałem najbardziej. To po prostu Król Szamanów, wreszcie w Polsce! A pojawił się w ramach Wiosennego Festiwalu Mangowego!

Sprawdźcie także inne recenzje pozycji wydanych z tej okazji: Zapiski zielarki, Beztroskie dni, Po deszczu.

Mowa przecież o serii, która wychowała sporą część mojego pokolenia. Chyba wszyscy jesteśmy w stanie z pamięci zaśpiewać czołówkę z Jetixa! Przygody Yo, Manty (w wersji z polskiej telewizji – Morty’ego) i reszty przyjaciół rozkochały w sobie całe zastępy dzieciaków, które jak mantrę wykrzykiwały na dworze: „Amidamaru, do miecza!”. Ja byłem wśród tej bandy i jestem przeszczęśliwy, mogąc napisać tę recenzję.

Czy to przeznaczenie me?

Yo Asakura, którego poznajemy już w pierwszym rozdziale, to szaman – osoba, która ma łączyć świat ludzi ze światem duchów. Na swój sposób to rodzaj guru. Nie jest to jednak typ okultyzmu, jaki znamy z naszej codzienności, albowiem tamtejsi szamani są w dużej mierze synonimami wojowników. Wszyscy raz na jakiś czas przygotowują się do wielkiego turnieju, który ma wyłonić tego największego. A zwycięzca stanie się czymś na wzór boga. Główny bohater to typowy luzak. Właściwie cały czas bije od niego dobra energia i można w bardzo łatwy sposób zrelaksować się, patrząc na jego poczynania. Sprawia to, że przez pierwsze rozdziały, gdzie szczególnie jest to podkreślane, płynie się naprawdę lekko. To sam początek historii i w gruncie rzeczy wszystko układa się pozytywnie. Oprócz paru wyjątków, całość czyta się jak coś niebywale kojącego i dającego poczucie spokoju i szczęścia.

Gdy jednak dochodzi do walki (a tę również zawarto w pierwszym tomie), Yo doskonale wie, że o powrót do swojej beztroski trzeba będzie dać z siebie wszystko. Tak jest w przypadku pierwszego spotkania z Amidamaru (legendarnym samurajem, który zostanie jego duchem stróżem), pojedynku z Ryu czy przecięcia dróg z Tao Renem. Jak wspomniałem – choć jest to dopiero początek, autor bardzo wyraźnie rozstawia pionki na szachownicy pod kątem dalszych poczynań.

Szamanów Królem być!

Wizualnie naprawdę trudno się do czegoś przyczepić. Manga została wydana ślicznie. Jakby tego było mało, do wersji przedpremierowej dodawana była specjalna okładka alternatywna. Osobiście przypadła mi do gustu bardziej od tej zwyczajnej, sklepowej. Wszystko przez coś na wzór lekko holograficznego tła oraz nawiązania do oryginalnego tomu mangi.

W środku kwestie rysunkowe również robią wrażenie. Kreskę Hiroyuki’ego Takeia wszyscy znamy. Ta zazwyczaj mocniej przypomina grafikę z odświeżonej wersji anime, która wydawana jest w tym roku, niż tej, którą pamiętamy z Jetixa. Nie jest to jednak żadną ujmą, albowiem gdy ma być zabawnie, sprawdza się świetnie, a gdy robi się poważnie, autor nie ma żadnego problemu z mocniejszym dociśnięciem pióra i zaserwowaniem ostrzejszych rysów twarzy.

Shaman King – czy warto przeczytać?

Odczuwam euforię. Rządziła mną w momencie ogłoszenia wydania mangi w Polsce, w chwili otrzymania pierwszego tomu, jego lektury (choć fabuła jest mi dobrze znana) oraz pisania tej recenzji. Króla Szamanów darzę naprawdę ogromnym uczuciem i właściwie trudno mi znaleźć serię, której premiery w Polsce chciałbym bardziej. Dla mnie był to strzał w dziesiątkę i zawsze będę namawiał, by po prostu ją kupić.

Shaman King od zawsze charakteryzował się bowiem pewną uniwersalnością. Bez problemu może po niego sięgnąć ktoś młodszy, a nie będzie żadnego kłopotu, by świetnie bawiła się osoba starsza. To magia trochę jak w animacjach od studia Ghibli. Każdy wyciągnie coś dla siebie i na swój sposób odczyta przekaz, który tam zawarto. Dzieje się tak, ponieważpod powłoką generycznego shonena, kryje się naprawdę sporo dobra.

Nie będą Was więc dłużej przekonywał. Mam po prostu nadzieję, że mój entuzjazm oraz uczucie, jakim otaczam tę mangę, przekona Was do sięgnięcia po pierwszym tom. Jak wspomniałem wcześniej, jest to zaledwie początek historii, ale pozwala liznąć ją na tyle, aby zrozumieć, czy będziemy się z tym dobrze bawić. Dalej jest już tylko lepiej, więc jeśli pierwsze rozdziały przypadną Wam do gustu, nie ma sensu się dłużej zastanawiać.

Subscribe
Powiadom o 
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Kajetan "Kajtii" Węsierski
Zajarany popkulturą, nową technologią, marketingiem i sportem. Dużo czytam, oglądam, słucham i gram. Od małego kręcą mnie japońskie anime i amerykańskie kreskówki, literatura faktu i fantastyka oraz mangi i komiksy. Jednym słowem - geek. Piszę z życia i żyję z pisania - ot mój cały świat.
- Advertisment -