Strona główna Seriale Netflix Przeznaczenie: Saga Winx | Netflix | Czy warto obejrzeć?

Przeznaczenie: Saga Winx | Netflix | Czy warto obejrzeć?

Nie sądziłem, że aż tak boleśnie przeżyję rozstanie z Sabriną. Dla niewtajemniczonych: wcale nie chodzi o zmianę statusy na Facebooku, ale o serial od Netflixa – Chilling Adventures of Sabrina. Nawet niedawno razem z Kamilą napisaliśmy o nim co nieco. Mówiłem wiele różnych rzeczy o przygodach nastoletniej wiedźmy, ale fakty są takie, że czuję pustkę po seansie, więc… Postanowiłem ją czymś zapełnić!

Tak się składa, że na tej samej platformie ostatnio wylądowała zbliżona produkcja. Także traktuje o wiedźmach (a w zasadzie o wróżkach) i ma w sobie sporo teen dramy. Mowa tutaj oczywiście o Przeznaczenie: Saga Winx (Fate: The Winx Saga), czyli spin-offie Klubu Winx, który możecie kojarzyć z kanału Nickelodeon. Trzeba jednak położyć nacisk na fakt, że to mocno luźna adaptacja tego, co znamy z animacji.

Czy wróżki choć trochę zapełniły mi tę dziurę po wiedźmach? A może stał się moją nową miłością?

Przeznaczenie: Saga Winx

Podczas sześciu prawie godzinnych odcinków przyjdzie nam śledzić losy Bloom – wróżki, która z normalnego, ludzkiego świata trafia wprost do szkoły magii Alfei, gdzie wraz z innymi pierwszakami, będzie uczyć się kontrolować swoje moce. Jak to w ogóle możliwe, że człowiek włada żywiołem? A może Bloom jest kimś więcej, niż tylko zwykłą nastolatką? W międzyczasie pojawia się coraz więcej sygnałów, że powracają Spaleni – dziwne, piekielnie silne stwory, stanowiące ogromne zagrożenie dla całego świata.

Również Alfea, jak na każdą szanującą się szkołę, posiada swoje mroczne sekrety, które mogę stanowić klucz do rozwiązania zagadkowego pochodzenia Bloom.

Jesteś wróżką, Harry

Czy fabuła brzmi oryginalnie? Niestety, ale kompletnie nie. Magiczna szkoła, dziecko przeznaczenia, główna bohaterka jako klucz do rozwiązania wielkiej zagadki – naprawdę przerabialiśmy to dziesiątki, jak nie setki razy. Naprawdę ciężko w Przeznaczenie: Saga Winx znaleźć cokolwiek niepowtarzalnego. Jak widzicie, motyw przewodni zna niemal każdy fan popkultury, a gdy wejść w fabułę głębiej, okazuje się, że ani tajemnica, ani nawet działania bohaterów nie są niczym świeżym. Powiedziałbym nawet, iż z łatwością można już po kilku odcinkach odgadnąć cały plot. Wbrew tej powtarzalności, Przeznaczenie: Saga Winx nie jest serialem nużącym. Sprawdzał się świetnie w roli zapełnienia czasu podczas podróży pociągiem. Nie chcę kłamać, że wystąpił syndrom „jeszcze jednego odcinka” i wątpię, abym miał siłę obejrzeć nowość od Netflixa ciągiem. Jeśli jednak rozłożycie ją w czasie, nie będzie tragedii.

Pozytywów doszukałem się w niektórych wątkach pobocznych i, przede wszystkim, w dialogach między bohaterami. Te drugie, gdy w głowie miałem już ułożony obraz kolejnych scen, potrafiły zaskoczyć. Najbardziej w pamięć zapadła mi scena, gdy Terra sprezentowała Musie kwiatka, a ta… Po prostu go przyjęła. Bardziej spodziewałem się przewrócenia oczami i totalnego zignorowania.

Wspomniałem o kimś takim, jak Terra, a fani oryginalnego Winx pewnie zastanawiają się, o kim ja właściwie mówię. Cóż, sam nigdy wspomnianej animacji nie oglądałem, więc oprę się o opinie fanów serii. Otóż Przeznaczenie: Saga Winx ma bardzo niewiele wspólnego z pierwowzorem. W zasadzie zostawiono tylko niektóre imiona postaci (Bloom, Stella, ale Florę zmieniono właśnie na Terrę) oraz moce, którymi się posługują. Pojawia się też oczywiście magiczna szkoła – Alfea, ale podejrzewam, że w bardziej “mrocznym” wydaniu. Jeżeli więc szukacie wiernej adaptacji live-action Waszej ulubionej bajki, niestety, rozczarujecie się.

Wróżki i ich specjaliści

Ciekawe dla mnie było, że w zasadzie każda z postaci, której losy śledziliśmy w Przeznaczenie: Saga Winx, przypadła mi do gustu. A może raczej: każdą dało się lubić i nie posiadały cech skreślających ich na starcie. Oczywiście, w tym gąszczu Wróżek i Specjalistów bohaterowie dzielili się na ciekawszych (Terra, Beatrix) i mniej ciekawych (Sky, Aisha).

Kreacja Terry najbardziej zapadła mi w pamięć. Gdy zobaczyłem ja pierwszy raz, czułem, że twórcy mogą wcisnąć jej cechy stereotypowe do jej aparycji, to jest: wycofanie, potulność, braki w samoocenie. I faktycznie takie elementy się przewijają, ale bohaterka dzielnie stawia im czoło, wychodzi naprzeciw nowym wyzwaniom i nie pozwala się stłamsić. Sky z kolei to straszne nieporozumienie. Miał prawdopodobnie spełniać rolę księcia na białym koniu, a wyglądał i zachowywał się jak dziecko, które chce zjeść i mieć ciastko.

Nasza protagonistka była gdzieś pośrodku. Akurat od początku napisano ją mocno schematycznie, jednak również ona miała lepsze momenty. Czasem postąpiła w sposób, który kompletnie wykluczyłem z rozważań. Za to należy jej się plusik.

Przeznaczenie: Saga Winx. Czy warto obejrzeć?

To dość trudne pytanie. Z czystym sercem na pewno nie mogę powiedzieć “tak”, gdyż serial, bez owijania w bawełnę, nie ma wiele do zaoferowania. Jest przewidywalny i schematyczny, mało w nim oryginalności. Z drugiej stronie nie mogę Wam również go odradzać – posiadał lepsze momenty, a finalnie stwierdzam, że oglądało się go całkiem w porządku.

Na pewno nie jest to produkcja dla fanów animacji Winx. Prawdopodobnie będziecie łapać się za głowę, patrząc na kolejne decyzje twórców, a ostatecznie możecie nadszarpnąć sobie nerwy.

Ja, jak wspomniałem, osoba kompletnie niezwiązana z serią, traktowałem to jak zwykły serial fantasy do pociągu. W formie zapychacza sprawdza się dobrze. Odpowiadając jeszcze na pytanie ze wstępu: nie, Winx w żaden sposób nie zapełnił dziury po Sabrinie. Udowodnił jednak, że można robić gorsze seriale. 

Subscribe
Powiadom o 
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Avatar
Leniwiec
Nieidealny perfekcjonista, który łączy w sobie tyle samo szczęścia ile smutku. Wszystko to przekłada na swoje teksty. Kiedyś postanowił założyć Leniwca i teraz pracuje, aby to była jego najlepsza decyzja w życiu. Życie to Kołchoz.
- Advertisment -