Strona głównaPopkultura„Projekt Cosplay” | Tom 1 | Recenzja | My Dress-Up Darling

„Projekt Cosplay” | Tom 1 | Recenzja | My Dress-Up Darling

Wiosenny Festiwal Mangowy przyniósł nam kilka naprawdę interesujących tytułów. Pisałem Wam już ostatnio o „Zapiskach zielarki” – koniecznie też sprawdźcie zdjęcie na naszym Instagramie, bo wyszło super – które są moim osobistym faworytem. Dzisiaj postanowiłem sięgnąć po inny głośny komiks — „Projekt cosplay”.

Dla wielu czytelników to właśnie on zajmuje pierwsze miejsce w wiosennych nowościach od wydawnictwa Studio JG. A czy mi przypadnie do gustu? Z jakimi innymi mangami mi się kojarzy? I przede wszystkim: czy warto „Projekt cosplay” kupić?

Kilka słów odnośnie do polskiego wydania napisze poczciwy staruszek Jacek, którego możecie kojarzyć choćby z artykułu o tym, dlaczego Tytani są w 3D i kulisach tworzenia anime.

Uszyjesz dla mnie kostium?

Wakana Gojo ma nietypowe hobby. W wolnym czasie tworzy stroje dla lalek, aby w przyszłości, tak, jak jego dziadek, zostać rzemieślnikiem zajmującym się ich tworzeniem na pełny etat. Od dzieciństwa nie miał łatwo, w końcu był chłopakiem, a „bawił się” lalkami (choć raczej trafniej będzie powiedzieć: żył lalkami). Niemniej, przykre wspomnienia z młodości sprawiły, że chłopak zamknął się w sobie, w swoim własnym świecie.

Jego życie obraca się o 180 stopni, gdy poznaje śliczną i popularną Kitagawę, a na światło dzienne wychodzi jego sekret. Czy to znaczy, że od tego momentu stanie się pośmiewiskiem w gimnazjum? W żadnym wypadku! Dziewczyna, choć nie wygląda, interesuje się cosplayem. Po małych kłopotach łapią nić porozumienia, a między nimi wytwarza się intrygująca chemia.

Od tej pory Gojo będzie miał szansę wykorzystać swoje umiejętności krawieckie nie tylko do strojenia lalek, ale też ubierania ludzi!

„Projekt Cosplay”. Czym zaskoczy czytelnika?

Manga „Projekt Cosplay” zaskoczyła mnie przede wszystkim swoim klimatem. Naprawdę nie spodziewałem się, że jeszcze kiedykolwiek przy lekturze komiksu poczuję się jak przy „Bakumanie”. To skojarzenie pojawiło się już po kilku pierwszych stronach –i nie ma w tym w sumie nic dziwnego, początek relacji Kitagawy z Gojo jest odpowiednikiem przyjaźni Takagiego i Mashiro. Fakt faktem tusz zmieniliśmy na materiał, scenariusz na podszywkę, ale wciąż obie serie w pewnym stopniu są do siebie podobne. I chciałbym, aby „Projekt Cosplay” dalej szło w tę stronę, żeby pokazało czytelnikowi więcej pracy krawca od zaplecza. Mam nadzieję, że wątek romantyczny nie przyćmi głównego założenia fabuły.

Z drugiej strony relacje naszych protagonistów też odgrywają tutaj ważną rolę, a one z kolei kojarzą mi się z mangą „Hokkaido Gals Are Super Adorable”. Niestety jeszcze nie dostała swojego miejsca na gałęzi, ale musicie wiedzieć, że to jeden z najlepszych romansów, jakie czytałem i „Projekt Cosplay” ma z nim wiele wspólnego. Przede wszystkim sam „układ sił”, w którym to dziewczyna jest tą dominującą stroną. Jest to dość częsty zabieg w mangach – próbowałem kiedyś zastanowić się dlaczego, ale lepiej nad tym nie rozmyślać – który równie często zostaje całkowicie zepsuty. Twórca bowiem nie potrafi znaleźć odpowiedniego balansu między dominacją, a byciem nachalnym. W przypadku „Projekt Cosplay” widać, jak na dłoni, że Kitagawa w tej relacji będzie nosić spodnie, ale nie będzie wchodzić Gojo na głowę.

Jednym słowem: początek zapowiada nam kolejną, po „Zapiskach zielarki”, mangę o niepowtarzalnej tematyce oraz intrygujący romans.

Laleczka i krawiec

Skoro już wspomniałem o bohaterach i romansie, warto też zaznaczyć, że główna para ma między sobą niesamowitą chemię. Czytając, nawet nie wiadomo kiedy, zaczyna się im obojgu kibicować, aby wspólnie pokonywali trudności i jakoś tam mimowolnie czeka się, aż przejdą na wyższy poziom relacji. Jakby byli dla siebie stworzeni, co w romansach nie zawsze jest taką oczywistością.

Co ciekawe, osobno nie przykuwają uwagi. Raczej stanowią typowe elementy szkolnego romansu, jednak razem –rozkwitają! Wtedy poznajemy ich prawdziwe „ja”. Gojo bez skrępowania zachwyca się lalkami (i gada do nich), a z Kitagawy wychodzi rasowy otaku (niejednego zawstydziłaby swoją znajomością gier erotycznych). Najciekawiej obserwuje się ich razem, gdy następuje zderzenie charakterów, a musicie wiedzieć, że jednak trochę się od siebie różnią. To jest w pierwszym tomie motor napędowy gagów i żartów sytuacyjnych.

Cosplay na medal

Od strony graficznej znowu towarzyszyło mi uczucie małego deja vu, szczególnie przy projektach postaci. Już po samej okładce łatwo doszukać się podobieństwa do wspomnianego już w tekście „Hokkaido Gals Are Super Adorable”. Nasza cosplayerka pod wieloma względami przypomina Fuyuki (również z charakteru). Ale czy to problem? W żadnym wypadku! Taki design idealnie pasuje do jej zainteresowań cosplayem i tego, jak zachowuje się na co dzień.

Zabawny natomiast jest projekt Gojo, który wygląda, jakby miał co najmniej dziesięć lat więcej, niż mówi nam manga. Coś tutaj poszło zdecydowanie nie tak, bo gdy pierwszy raz zobaczyłem protagonistę, sądziłem, że jest studentem.

Oprócz tego małego potknięcia, ciężko doszukać się innych wad w warstwie wizualnej „Projekt cosplay”. W komiksie można obserwować dużo kadrów skupiających się na twarzach postaci, a autor potrafi przekazywać nimi odpowiednie emocje. Kreska nie kuleje również w sytuacjach komediowych i, co pewnie niektórych ucieszy, scenach z bardziej roznegliżowanymi bohaterkami.

Czego mi zabrakło? Dostaliśmy tylko przedsmak rysunków materiałów i strojów. Liczę, że przy kolejnych tomach będę mógł zachwycać się nad szczegółowym wykonaniem kostiumów oraz fakturą tkanin.

Polskie zbrodnie na przekładach

Nasi Drodzy Czytelnicy, pozwólcie mi, że się wtrącę do recenzji szanownego Leniwca Naczelnego, by dodać parę słów od siebie. A muszę to zrobić, gdyż polska wersja tytułu tej mangi może stać w jednym szeregu z m.in. legendarnie niesławnym „Wirującym seksem”. Od razu zaznaczę, że o ile nie jestem zwolennikiem tłumaczenia ich „jeden do jednego”, tak w tym wypadku poszło to już zdecydowanie za daleko.

Wpierw musimy zajrzeć do jego oryginalnej wersji: „Sono Bisque Doll wa Koi wo suru”. W dosłownym tłumaczeniu mniej więcej to powinno brzmieć tak: „Zakochana porcelanowa lalka” lub „Porcelanowa lalka, która się zakochała”. Jest to coś, co bezpośrednio stanowi odniesienie do obojga z naszych głównych bohaterów. Gojo dosłownie zajmuje się wytwarzaniem bogato zdobionych, tradycyjnych małych dzieł sztuki lalkarskiej. Z drugiej strony jest Kitagawa – cosplayerka, której przemiany na żywo przypominają proces powstawania tego typu drogiej „zabawki”. Od pierwszej styczności z tym tytułem możemy się domyślić co będzie tematem przewodnim oraz jakiego typu to manga. Stanowi on integralną część przedstawienia postaci już na poziomie okładki.

Tymczasem co dostaliśmy zamiast tego? „Projekt: cosplay”. Chryste Panie. Dlaczego? W polskiej odsłonie nic on nam nie mówi, jest tak przezroczysty i nijaki, jak tylko być może. Bardziej bym się po nim spodziewał poradnika w stylu „Cosplay for dummies”, a nie sympatycznej i ciepłej opowieści o relacji dwójki bohaterów, których połączyły ich pasje.

Drodzy tłumacze i wydawcy: zjedźmy z tej ścieżki, nie idźmy tą drogą. Proszę.

Jacek 2.0

Źródło: Studio JG

„Projekt Cosplay”. Czy warto przeczytać?

Przechodząc do podsumowania i odpowiedzi na najważniejsze pytanie: czy „Projekt Cosplay” jest wart Waszych pieniędzy? Nie będę owijał w bawełnę – tak, to będzie dobry wydatek! Nie znalazłem w tej mandze nic, co mogłoby mnie odrzucić. Nawet fanserwis w jakiś sposób był balansowany wciągającą fabułą. Strona wizualna stoi na wysokim poziomie, a fabuła ma predyspozycję do czegoś naprawdę udanego. Jedynie, jak wspomniał Jacek wyżej, można mieć zastrzeżenia co do tłumaczenia tytułu.

Ostrzegam jednak – ciężko będzie odłożyć tę mangę! Ja musiałem z przyczyn niezależnych rozłożyć lekturę na dwa podejścia i robiłem to z bólem serca. Jeżeli tak, jak ja, polubiliście „Bakumana”, to poczujecie delikatną, przyjemną nostalgię przy „Projekt Cosplay”. Tych, którzy wspomnianej serii nie znają, i tak czeka dobra zabawa.

Polecam i będę śledził!

PODSUMOWANIE

Tytuł oryginalny: Sono Bisque Doll wa Koi wo suru
Autor:Fukuda Shinichi
Tłumacz: Martyna Zdonek
Typ oprawy: miękka
Liczba stron: 200
Data premiery: 14 maj 2021
Subscribe
Powiadom o 
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Jacek "Leniwiec" Kraśnicki
Od lat jaram się japońską popkulturą, a od czasu startu Leniwej Popkultury, również serialami, filmami i animacjami z całego globu. Staram się łączyć mój pracoholizm z lenistwem, ale ciężko jest wybierać między napisaniem nowego tekstu, a czytaniem ciekawostek o zwierzątkach. W wolnym czasie układam LEGO, piję zbożową kawę i spaceruję. Wiecie, że leniwce pływają trzykrotnie szybciej, niż sie poruszają?
- Advertisment -