Próba czasu: jak niezniszczalna jest Twierdza Michaela Bay’a?

Z wiadomych względów tym miesiącu kryterium było jedno: Sean Connery. Mogłam wybrać któregoś z Bondów do ponownego oglądania. Indiana Jones i Ostatnia Krucjata albo Imię róży też nie byłyby złe. Przez chwilę byłam pewna, że padnie na Nieśmiertelnego. Ostatecznie jednak decyduję się na The Rock. Dlaczego? O tym niżej.

Witajcie w Twierdzy

Nie brakuje opinii, że The Rock (Twierdza) z 1996 roku to najlepszy film Michaela Baya. Ma wszystko to, co u Amerykanina lubimy: patos, akcję i wybuchy. Dodatkowo fabuła ma sens, a aktorzy stworzyli bardzo wyraźnie i charyzmatyczne postacie. Film opowiada o zbuntowanym generale Hummelu, którzy bierze zakładników zwiedzających więzienie Alcatraz. Barykadując się wraz ze swoim oddziałem, grozi zrzuceniem na San Francisco rakiet ze śmiercionośnym gazem. Grupa Navy SEALS ma za zadanie zneutralizować wroga. Wśród nich są m.in.: specjalista od broni chemicznej oraz były kapitan brytyjskich sił zbrojnych, któremu już kiedyś udało się czmychnąć z Twierdzy.

Obsada jak to u Baya – z najwyższej półki. Ed Harris jako generał Francis X. Hummel. Oczywiście Sean Connery jako były kapitan SAS John Patrick “James Bond” Mason. W roli głównej niezawodny Nicolas Cage tradycyjnie jako Nicolas Cage. Kto jeszcze? Nie będę sprawdzać, dam się zaskoczyć tym, o których zapomniałam.

The Rock, czyli Twierdza

Film widziałam wiele razy, a jeśli głównie z czymś mi się kojarzy to z dobrą rozrywką. Prawdopodobnie jest długi, ale oglądanie nigdy nie przeciągało się w nieskończoność. Również, jak to u Baya, Twierdza nie jest filmem ambitnym. Podobnie jak w przypadku Armagedonu: nie siadam do filmów akcji, by uczyć się z nich o fizyce lub filozofii. Wymagam wciągającego seansu pozwalającego zapomnieć o otaczającym mnie świecie. Niezobowiązująca rozrywka na wysokim poziomie to coś, czego szukam. Do tego Twierdza sprawdzi się, mam nadzieję, idealnie. Z filmu najlepiej pamiętam jeden cytat. Jest nim ostatnie zdanie, które pada z ust Nicolasa Cage’a a mianowicie: Chcesz wiedzieć, kto zabił Kennedy’ego?

Nie jestem w stanie stwierdzić, czy kiedykolwiek oglądałam Twierdzę bez lektora. Ciekawi mnie więc, o czym zapomniałam lub czego nie dosłyszałam?

Najciekawszą postacią zawsze wydawał mi się generał Hummel. Ed Harris stworzył niesamowitą kreację, ale też scenariusz nie robił z niego karykaturalnego antagonisty. Pobudki generała były całkiem sensowne (choć teraz dokładnie nie pamiętam jakie). Wiem, że mu kibicowałam. Nie chciał grozić ludności San Francisco “bo tak”. Szła za tym większa idea, a ostatecznie okazał się też wielkim patriotą. Jak odbiorę go teraz?

Oglądamy!

Twierdza: próba czasu

To, że filmów Michaela Baya nie można oglądać na poważnie, to już wiemy. Jednak wybierając Twierdzę jako przykład lekkiego i niezobowiązującego filmu, popełniłam błąd. Seans jest naprawdę stresujący, nawet mimo znajomości zakończenia. Nie ma czasu na nudę, a akcja jest wartka od początku aż po napisy końcowe. Już pierwsze minuty atakują widza niebezpiecznie wysoką, ale spodziewaną, ilością patosu. Poznajemy oto głównego złego tej historii — generała Hummela. Następnie jego oddział nie traci czasu i robi nalot na Alcatraz. Napięcie jest takie, że zastanawiałam się, czy wzięłam tabletki na serce. A to tylko pierwsze dziesięć minut!

Nie zwalniamy ani na moment poznając Nicolasa “Stanley’a Goodspeeda” Cage’a, który na wejściu rozbraja bombę z bronią chemiczną. I od razu pojawia się pytanie: w którym momencie filmu Nic będzie musiał wstrzyknąć sobie atropinę w serce? Bo Michael Bay zamiast strzelby nad kominkiem, raczy widza strzykawką Czechowa. 

Obsadowo zapomniałam o wielu osobach. Vanessa Marcil i Claire Forlani to jedyna i skromna reprezentacja kobieca. Po stronie garniturowej: William Forsythe i John Spencer. A w rolę żołnierzy wcielają się (obok prawdziwych Navy SEALS) m.in.: David Morse, Michael Biehn, John C. McGinley czy Tony Todd. Nazwiska mogą mówić niewiele, ale te twarze znacie doskonale. Z ciekawostek; Jim Caviezel gra pilota F-18 a Raymond Cruz, czyli Tuco Salamanca, w Twierdzy ma koczek samuraja.

To nie są ćwiczenia. POWTARZAM! To nie są ćwiczenia.

Postać graną przez Nicolasa Cage’a uznaje się za głównego bohatera Twierdzy. To z nim mamy się utożsamiać, chyba. W końcu jest tym “najmniej przygotowanym”. Tym, z którego żołnierze śmieszkują, że w walce brał udział tylko na ćwiczeniach. Ostatecznie też to on odjeżdża ku zachodzącemu słońcu z ukochaną u boku. Mimo to ciężko uznać eksperta FBI od broni chemicznej za zwykłego Kowalskiego. Przed Twierdzą Cage nie kojarzył się z kinem akcji. Zdecydował się na rolę u Baya, by to zmienić. Głównych bohaterów filmu jest jednak trzech i choć wszyscy dostali po elemencie budzącym sympatię, najciekawszy wciąż wydaje się generał Hummel.

Twierdza rozpoczyna się właśnie razem z nim. Przedstawienie głównego złego tej historii jednocześnie bardzo mocno go uczłowiecza. Misją Hummela nie jest chęć przejęcia władzy nad światem czy też tworzenia zamieszania dla samego tworzenia zamieszania. Jego pobudki są wręcz altruistyczne. Wiedziony lojalnością do poległych w boju towarzyszy broni oraz rozczarowany decyzjami dowódców Hummel nie chce niczego dla siebie. Sprowadza się do roli terrorysty, by zapewnić zmarłym żołnierzom tajnych misji godny pochówek. Chce też zmusić “górę” do wyznania prawdy ich rodzinom. Oficjele z Pentagonu wciąż wolą pozbawić życie ponad osiemdziesiąt niewinnych osób oraz ludzi, którzy wysłali na Twierdzę niż przyznać się do błędu. I tu zaczynamy się zastanawiać: kto tak naprawdę jest głównym złym tego filmu?

Ed Harris to jest gość!

O generale Hummelu wszyscy mówią z ogromnym szacunkiem. Podczas briefingów w Pentagonie przedstawiany jest nie tylko jako bohater, ale też jako legenda. Czy mógł przemyśleć swój plan lepiej? Pewnie tak, bo jednak zginęło kilku kolejnych żołnierzy, których rodziny mogą nigdy nie poznać prawdy. Niemniej, generałowi przyświecał cel szlachetny.

Ed Harris podszedł do roli z ogromną powagą. Bije od niego zraniona duma, ale i autorytet. Widać, że Hummel wierzy w słuszność swoich działań, a mimo to Harrisowi udało się wkraść subtelne przebłyski wątpliwości. To również  dzięki nim widz może wewnętrznie debatować: czy generał ma rację w tym, co robi, czy nie? Dodatkowo żołnierska duma i lojalność wspaniale zagrała w scenie zasadzki na oddział Navy SEALS. 

I can not give that order!

Przypadkowo czy nie, scena spotkania ludzi Hummela z oddziałem Fok komandora Andersona (Biehn) ma miejsce w centralnej części filmu. Wypowiadane przez Andersona słowa, że zgadza się z tym, co robi Hummel, ale przysięgał, że będzie ochraniał państwo, kolejny raz potęgują pytanie: kto tu jest zły? Dlaczego przez machlojki i decyzje panów w garniturach dwa oddziały ludzi, obywateli tego samego kraju, mierzy do siebie z karabinów?

Od razu przypomniał mi się cytat z George’a Carlina: “To wszystko, o czym mówią media i politycy — o rzeczach, które nas dzielą, o rzeczach, które nas różnią. Tak działa klasa rządząca w każdym społeczeństwie. Próbują podzielić resztę ludzi. Sprawiają, że niższe i średnie klasy walczą ze sobą, aby bogaci mogli uciec z pieprzonymi pieniędzmi! Prosta rzecz, ale działa. Cokolwiek nas różniącego — o tym będą rozmawiać — o rasie, religii, pochodzeniu etnicznym i narodowym, pracy, dochodach, wykształceniu, statusie społecznym, seksualności. O wszystkim, co mogą, abyśmy walczyli ze sobą, podczas gdy oni pójdą do banku!”

Jeśli Anderson zgadzał się z Hummelem, czemu do niego nie dołączył? Obywatele to nie tylko rządzący. To właśnie, a może przede wszystkim, ci, którzy ponoszą konsekwencje decyzji ludzi na stołkach. Nas jest więcej niż ich.

Tak tylko sobie myślę, bez większej przyczyny …

Nazywam się Bay. Michael Bay.

Peany pochwalne na cześć Eda Harrisa trzeba jednak skończyć, bo Twierdzę wybrałam ze względu na innego aktora. Sean Connery gra w filmie praktycznie Jamesa Bonda. Michael Bay przyznał, że robili z niego 007 na tyle na ile mogli, by uniknąć pozwu o prawa autorskie. Oczka do widza są puszczane cały czas. Myślę, że wszyscy nieoficjalnie uznajemy, że John Patrick Mason to po prostu James Bond. Podobno Sean Connery był bardzo zadowolony, że mógł wrócić do tego typu roli. Całe szczęście na samej obecności Szkota nie poprzestano. John Mason wydaje się hołdować zasadzie “jutro znowu wam ucieknę” i słów na wiatr nie rzuca. Sean Connery ma co robić, bo swoich zdolności dowodzi wieloma scenami. W dużej mierze są one komiczne, ale może właśnie to hołd Baya dla kiczowatości Bondów?

“Nie musi mieć sensu, ważne, żeby wyglądało czadowo.” było maksymą Michaela Baya przy tworzeniu większości jego filmów. Zresztą, cały pościg za Masonem po ulicach San Francisco został dodany, bo “czegoś w tym momencie brakowało.” Pal licho, że mało nie zabito połowy mieszkańców San Francisco, ścigając Johna Masona. Przynajmniej pokazano nam, że jest specem od uciekania. A to wszystko tylko po to, by mógł spotkać się z córką. W myśl tej samej zasady nie ma powodu, by zastanawiać się, po co komu wagonetki w podziemiach Alcatraz? Po prostu przyjmijmy też, że da się przebić lustro weneckie monetą. Albo to (doczekałam się na sam koniec) wstrzykiwanie sobie atropiny w serce i wszystko, co następuje po nim … Just Michael Bay things. I tyle…

Najsłabiej wypada Nicolas Cage, a mimo to Twierdza to jeden z jego najlepszych występów. Stanley Goodspeed ma prawo panikować, bo nie był szkolony do pracy w terenie, więc momenty przyaktorzenia wykonane przez pana Cage’a zupełnie da się wytrzymać. Szczególnie że wszyscy dookoła robią świetną robotę.

Werdykt: Chcecie wiedzieć, kto zabił Kennedy’ego? Twierdza po latach

Może oceniam zbyt pochopnie, bo uwielbiam ten film, ale zdjęcia i muzyka zdecydowanie przetrwały próbę czasu. A to starcie generała Hummela z jego ludźmi na koniec? Myślałam: Tarantino! Także wyobraźcie sobie moje zaskoczenie, gdy dowiedziałam się, że Quentin brał udział przy tworzeniu scenariusza!

Twierdza to film pełen sprzeczności. Absurdy fabularne obok poważnie zarysowanego pytania o patriotyzm. Wysokiej klasy aktorstwo i pełen profesjonalizm z jednej strony obok przerysowanych wrzasków i min z drugiej. W końcu typowo bayowe wybuchy znikąd a pomiędzy nimi jedna z najintensywniejszych scen impasu w historii kina. Twierdza to film, który znać po prostu trzeba. To klasyka kina akcji. Najlepszy film Michaela Baya. To w końcu ostatni James Bond Sean’a Connery’ego.

W te długie jesiennie wieczory polecam nadrobić lub odwiedzić Twierdzę po raz kolejny. Nie będziecie zawiedzeni.

Koniecznie sprawdźcie też inne wpisy z cyklu Próba czasu oraz odwiedźcie nas na Facebook’u!

Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments