Strona głównaMangiPo deszczu | Tom 1 | Recenzja | Czy wiek to na...

Po deszczu | Tom 1 | Recenzja | Czy wiek to na pewno tylko liczby?

Liceum to czas pierwszych, szkolnych miłości, wzdychania do idoli, plotkowania i zawiązywania trwałych przyjaźni. Może się wydawać, że dotyczy to każdego, jednak tu pojawia się Akira Tachibana – licealistka, niemająca najmniejszego zainteresowania w takich sprawach. W jej życiu jednak zaszły zmiany, gdy tylko poznała pana Kondo.

Romans to gatunek, który nieraz problemy fabularne jest w stanie przysłonić dobrze napisaną relacją miłosną. Na myśl przychodzą, chociażby produkcje Makoto Shinkaia, takie jak „Twoje imię”. „Po deszczu” ma przed sobą ciężkie zadanie, by zdobyć czytelnika. W końcu relacja romantyczna między licealistką a będącym w wieku średnim facetem nie jest czymś normalnym. Taki związek nie ma szans przyćmić bolączek historii.

Jaki jednak bedzie finalny werdykt? Czy „Po deszczu” może czymkolwiek zaskoczyć czytelnika?

O czym w zasadzie jest ta manga?

Tak jak we wstępie pisałem, na całe szczęście mało romansu w tym romansie. Historia opiera się na poszukiwaniu siebie i dorastaniu. Pomimo że to główna bohaterka odgrywa te motywy, to u Kondo pierwszy z nich też jest istotny. Taki kierunek dla fabuły podoba mi się dużo bardziej niż zwykła historia miłosna. Tylko czy to, co dobrze wygląda na papierze, sprawdza się w finalnym efekcie?

Spieszę z odpowiedzią. Fabułę dotyka ten sam problem co drugi plan postaci – nijakość. Z każdym kolejnym elementem pojawiającym się w mandze, odnosiłem tylko jedno wrażenie: już to gdzieś widziałem. Nie uświadczymy tu kreatywności, świeżego spojrzenia na temat dorastania czy zakazanej miłości. Czytając, odniosłem wrażenie, że autorka miała przed sobą listę rzeczy, które musi mieć nastoletni romans. Z każdym kolejnym pomysłem mogła odhaczyć kolejną pozycję, ale fabuła nic na tym nie zyskała. Wiele wydarzeń ma miejsce, by mieć miejsce.

Pierwsze tomy w seriach mają kilka bardzo ważnych zadań. Zaprezentować postacie, nakreślić ich motywację, przedstawić fabułę i zarys historii. Poza tym jednak powinny też zachęcać do sięgnięcia po następny tom. W tej sprawie „Po deszczu” sobie ani trochę nie poradziło. Żaden element nie przyciąga na tyle, bym chciał znać kontynuacje losów dwójki bohaterów. Nawet zakończenie tomu sporym cliffhangerem nie budzi we mnie krzty zainteresowania. Przeciętność tej mangi nie polega jednak na schematach, a na nieumiejętnym korzystaniu z nich.

Dwie i pół postaci

Przybliżmy sobie główną bohaterkę. Mająca problemy z wyrażaniem siebie siedemnastoletnia, dorabiająca jako kelnerka dziewczyna i czterdziestopięcioletni, nieporadny kierownik restauracji. Oboje jako indywidualne postacie są całkiem ciekawi. Szczególnie wybija się główna bohaterka.

Akire poznajemy już jako pracowniczkę restauracji Garden, w której kierownikiem jest jej obiekt westchnień. Pierwszy tom odkrywa przed nami również kilka kart z jej przeszłości między innymi jej zainteresowanie lekkoatletyką. Już na początku jednak widzimy jej kontuzję, uniemożliwiającą dalsze bieganie. I, co ciekawe, to właśnie z nim związane są najlepsze fragmenty mangi, choć poświęcono mu zdecydowanie za mało czasu.

Z drugiej strony kierownik Kondo to postać do bólu stereotypowa, ale mająca swój urok. Niezdara nieradzący sobie w pracy, ma też problemy w życiu prywatnym. Pokazywane z biegiem rozdziałów kolejne słabostki nadają mu dużo realizmu. Wierzy się w tę postać i za to spory plus dla tytułu.

Niestety nie jest to Lighthouse i postaci mamy tu całkiem sporo. Niestety, bo dawno nie widziałem tak bezbarwnego, nijakiego i słabego drugiego planu. O istnieniu większości bohaterów zapomina się tak szybko, jak znikają z pola widzenia. Jedynym wyjątkiem jest chyba Yoshizawa (chociaż tu też musiałem przypomnieć sobie imię). Zapamiętałem go jednak jedynie przez to, że był niezwykle irytujący. Jak pojawiał się na panelach, wszędzie było go pełno. Nie zostawiał jednak pozytywnego odbioru. Chociaż rozumiem, że taka była jego rola, autorka nie wcisnęła hamulców. O reszcie nie ma co pisać, bo i nie ma o czym.

Po deszczu

Są jednak pewne plusy

Największą zaletą jest strona wizualna. Układ paneli jest bardzo czytelny i czasem można odnieść wrażenie, że się przez kolejne strony płynie. Kreska jest przyjemna i finalnie całość prezentuje się naprawdę schludnie, a czasem nawet robi wrażenie. Dodam, że choć treść mi się niespecjalnie podoba, to grzbiet na półce wygląda bardzo estetycznie!

Po deszczu

„Po deszczu” – czy warto przeczytać?

Myślę, że poprzednie akapity dobrze odpowiadają na to pytanie, ale w ramach podsumowania napiszę – moim zdaniem, nie. Jeśli interesuje was historia o szukaniu swojego ja i dorastaniu lepiej sięgnąć po na przykład „Gdy zakwitnie w nas miłość”. Jeśli jednak to romans was tu przyciągnął, polecam wybrać „Sprzedałem swoje życie za 10 000 jenów rocznie”. Wiosenny Festiwal Mangowy miał zdecydowanie lepsze i ciekawsze tytuły w ofercie.

PODSUMOWANIE

Wydanie: 2021
Seria/cykl: Wiosenny Festiwal Mangowy
Autorka: Jun Mayuzukii
Typ oprawy: miękka
Data premiery: 21 maj 2021
Subscribe
Powiadom o 
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Miki
Na co dzień jestem uczniem przygotowującym się do matury. Jeśli wszystko się uda, to rok 2021 będę kończył jako student japonistyki. Wolny czas w domu spędzam, całkowicie oddając się w ręce swoich hobby. Czytam książki, light novelki, komiksy i mangi. Oglądam dużo anime i staram się być na bieżąco z głośnymi “sezonówkami”, jednocześnie nadrabiając klasyki. Lubię kino, wręcz kocham. Poza tym słucham sporo muzyki, bez zamykania się na gatunki. Towarzyszy mi jednakowo Kanye West, japoński pop jak i muzyka klasyczna. W weekendy można mnie złapać na serwerach Dead by Daylight (chyba że akurat po raz kolejny powtarzam serię Uncharted). Poza tym, jak tylko mogę, eksperymentuję w kuchni i chodzę na siłownię, a od teraz będę też pisał.
- Advertisment -