Strona głównaKsiążkiPlaylist for the Dead - Michelle Falkoff - Recenzja

Playlist for the Dead – Michelle Falkoff – Recenzja

samobójstwo

Playlist for the Dead

Przychodzisz do kumpla rano, żeby się z nim pogodzić. Znajdujesz go śpiącego. Ale coś jest nie tak: nie reaguje ani na twój głos, ani na dotyk. Obok, na szafce nocnej, leżą jakieś tabletki i pusta butelka po wódce…

Śmierć powinna zamknąć księgę życia, ale w przypadku Haydena zakończyła tylko rozdział. Dalsze strony to kolejne pytania, na które jak zwykle brak odpowiedzi: kto tak naprawdę odpowiada za śmierć przyjaciela? Kto ponosi największą winę? Kim była Atena, z którą Hayden ostatnio tak dużo pisał w Mage Warfare? I po co zostawił tę playlistę?

Mam bardzo mieszane uczucia co do „Playlist for the Dead”, więc nie zdziwcie się, proszę, gdy najpierw coś skrytykuję, a potem uznam, że było całkiem przyjemne. Bo wszystko zależy od punktu widzenia.

Książka Michelle Falkoff jest typową pozycją z działu literatury dla młodzieży. Bohaterami są głównie nastolatki w okresie dorastania/młodzieńczego buntu, narrację autorka prowadzi w pierwszej osobie – to zrozumiałe, tak łatwiej trafić do czytelnika, ale równie łatwo ją zepsuć – a sama książka nie jest zbyt długa. Chociaż 270 stron dla młodszych czytelników to może być nawet całkiem sporo. A jednak tematyka nie wskazuję na dzieci jako target tego dzieła.

Pewnie zastanawiacie się, czemu napisałem, że łatwo zepsuć narrację pierwszoosobową. Powinienem bardziej się sprecyzować: uważam, że świadomie lub też nie, możemy zepsuć głównego bohatera. A w „Playlist for the Dead” Sam, czyli właśnie główny bohater, niestety jest… No właśnie, jaki on jest? Przez pół książki czytamy, jak bardzo obwinia się za śmierć przyjaciela, a w drugiej połowie jest „popychany” dalej przez fabułę. Sama można porównać do drogi prowadzącej przez wiele punktów widokowych, czyli postaci drugoplanowych. Służy tylko jako przejście do ciekawszych miejsc. Jest płaski, nudny i strasznie marudzi, a miejscami porasta mchem.

Posłuchaj, a zrozumiesz.

Pozostali bohaterowie są ciekawsi, ale równie nieoryginalni. Mamy dziewczynę, która dla bohatera jest piękną, mądra, idealna, ale szok – naprawdę taka nie jest. Mamy geja. Główny bohater to Żyd. Czy ta literatura rządzi się prawami, że im więcej kontrowersji, tym lepiej się sprzeda? No i bandę tych złych, najgorszych okrutników, którzy są wstrętni i znęcają się nad innymi. Przecież to takie logiczne, takie prawdziwe. Normalne dorastanie oddane jeden do jednego.

Większość postaci w „Playlist for the Dead” jest zdefiniowana jedną cechą i praktycznie przez całą książkę, autorka nawet nie stara się pokazać, że mogą być inni. Ci źli są złymi, a dobrzy dobrymi. Kropka. No i jeszcze dziwne zależności między rodzeństwem: niby się całe życie kłócą, a po jednej grze w Halo już jest normalnie. Brakowało mi tutaj też postaci, która by wyłamała się przed szereg i powiedziała coś logicznego: która by potępiła fakt, że Hayden popełnił samobójstwo. Moim zdaniem tacy ludzie to tchórze i egoiści, a Hayden to idealny przykład takiego osobnika. Powód, dla którego się zabił, jest co najmniej głupi. Serio. Jak już kończyć, to chociaż przez coś sensownego – chociażby ból istnienia. A tutaj? Musicie niestety sami przeczytać, zakończenia nie będę spoilerował.

Tak jak większość wścibskich osób, ceniłem sobie prywatność.

Świetnym pomysłem była sama playlista. Specjalnie dla bliskiej osoby i to taka tylko dla niego; taka, której nikt inny nie zrozumie. Nie spotkałem się jeszcze w życiu z takim pomysłem i to na ogromny plus dla książki. Idea, dzięki której autorka mogła otworzyć miliony drzwi, pokazać nam miliony dróg. Mogła. A jedyne co mi dała, to proste pytanie: po co ona tam w ogóle była?

Playlista? A komu to potrzebne? A dlaczego?

Sam słuchał jej na okrągło. Nawet czasem włączała się w środku nocy sama z siebie (element paranormalny w książce, kompletnie niewyjaśniony. Więc chyba mogę uznać, że element z dupy). Problem z całą tą playlistą jest taki, że kompletnie nic nie wytłumaczyła, nie rozwiązała problemu. Jedyne co dzięki niej mamy, to wgląd w piosenki, które lubi Sam lub lubił Hayden i co jakiś czas wspomnienie kłótni o gusta muzyczne. Nawet sam bohater na końcu książki wspomina, że nie pomogła mu rozwiązać żadnej zagadki, więc czemu jest nawet w tytule książki? Ot myśl, która pewnie miała być myślą genialną. A skończyła gdzieś na uboczu, mimo że ciągle grała pierwsze skrzypce.

Punkt zwrotny.

Ale tylko tej recenzji. Przez kilkadziesiąt stron byłem dość mocno zdystansowany do tej książki. A w pewnym momencie zastanowiłem się: kurczę, co by było, gdyby to mój przyjaciel popełnił samobójstwo? Jak ja wtedy bym się czuł? Zachowywałbym się jak bohaterowie „Playlist for the Dead”? Wydaje mi się, że właśnie z takim podejściem warto czytać tę książkę. Brnąć przez fabułę, porównując ją do tego, jak my byśmy na taką sytuację zareagowali. Inaczej książka może nas zanudzić.

Pomimo mojej krytyki, książka naprawdę mi się podobała. Fakt, była przewidywalna i momentami nudna. Prawdopodobnie to przez sentyment: sam kiedyś pisałem podobne teksty (jakie to było zarozumiałe boże…). A może to po prostu przez jej idealność? Pomimo ciężkiej tematyki, bo śmierć jedynego przyjaciela taką jest, cały świat przedstawiony w książce, jest wygładzony, jak po makijażu cyfrowym.

playlist music

Leniwiec ocenia.

Czy polecę „Playlist for the Dead”? Jeżeli ktoś nie miał doświadczenia z literaturą dla młodzieży, może śmiało po nią sięgać. Oczywiście o ile chce się przekonać, jak takie książki wyglądają. W innych przypadkach myślę, że nie warto. Nie znajdziemy tam jakiegoś przebłysku geniuszu – chociaż jedno zdanie bardzo mi się spodobało i macie je wyżej w cytacie – wszystko opiera się na znanych schematach, a autorka nawet nie próbuje pokazać ich w jakiś inny sposób. Chociaż muszę przyznać, że motyw z playlistą był ciekawy – szkoda tylko, że niepotrzebny.

Tyle ode mnie. Czytaliście „Playlist for the Dead”? Jeżeli tak, co o niej sądzicie? Napiszcie w komentarzach 🙂

Subscribe
Powiadom o 
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Jacek "Leniwiec" Kraśnicki
Od lat jaram się japońską popkulturą, a od czasu startu Leniwej Popkultury, również serialami, filmami i animacjami z całego globu. Staram się łączyć mój pracoholizm z lenistwem, ale ciężko jest wybierać między napisaniem nowego tekstu, a czytaniem ciekawostek o zwierzątkach. W wolnym czasie układam LEGO, piję zbożową kawę i spaceruję. Wiecie, że leniwce pływają trzykrotnie szybciej, niż sie poruszają?
- Advertisment -