Strona główna Komiksy Marvela Phoenix zmartwychwstanie. Powrót Jean Grey | Recenzja

Phoenix zmartwychwstanie. Powrót Jean Grey | Recenzja

Jeśli miałbym ułożyć zestawienie najgorszych rzeczy, jakie spotkały ekranizacje komiksów, to bez dwóch zdań w czołówce znalazłby się film „Dark Phoenix” z 2019 roku. Tym, w którym główną rolę odgrywała Sophie Turner. Produkcja była porażką na całej linii i mocno zraziła mnie do postaci Jean Grey z Marvela. Do tego stopnia, że po jakąkolwiek historię o bohaterce sięgnąłem dopiero teraz – za sprawą „Phoenix Zmartwychwstanie. Powrót Jean Grey”, wydanego nakładem wydawnictwa Egmont, jako część Marvel Now 2.0.

Liczyłem tylko na to, że opowieść wyrzuci z mojej głowy złe wspomnienia o filmie. No i sprawi, że na nowo będę mógł z uśmiechem zerkać w kierunku kultowej przedstawicielki X-Menów. Za komiks zabrała się przecież cała śmietanka twórców. Wiele więc wskazywało na to, że może być naprawdę intrygująco i zwyczajnie jakościowo. Jak wyszło ostatecznie? Cóż, zacznijmy może od samego początku…

Zmartwychwstanie Phoenix

I jedną rzecz trzeba zaznaczyć już teraz – „nowy” czytelnik może mieć problem, aby odnaleźć się w zalewie informacji, bohaterów i wydarzeń, które mają miejsce. Choć w gruncie rzeczy historia nie jest oznaczona żadną cyferką, nie polecam brać się za nią, nie orientując się przynajmniej w wydarzeniach z historii o X-Menach, które wydawane były na łamach Marvel Now. Podstawa jest już przecież w tytule – startujemy z punktu, w którym Jean Grey jest martwa.

Cóż, tak przynajmniej wszyscy sądzą. W przedstawionym świecie zaczyna bowiem dochodzić do bardzo dziwnych zdarzeń, które pobudzają aktywność Cerbero – specjalnego urządzenia, które służy do wykrywania mutantów. Gdy grupy X-Menów lecą w trzy miejsca, gdzie odnotowano silniejszy sygnał, okazuje się, że za wszystkim stoi Dark Phoenix. To samo mroczne bóstwo niewiadomego pochodzenia, które swego czasu opętało Jean Grey i wraz z nią zaczęło dążyć do podboju świata.

Od tego momentu akcję obserwujemy z dwóch perspektyw.  Jedną są nasi X-Meni, którzy próbują ogarnąć sytuację i dowiedzieć się, skąd nagłe odrodzenie antagonistycznego ptaka. A drugą sama Jean Grey, z którą dzieje się coś niezrozumiałego. Dość powiedzieć, że przecież od dawna powinna już leżeć zakopana w grobie i nie żyć!

Można się zgubić!

Tak, tak – jestem świadom, że można się w tym zaplątać. Szczególnie jeśli nie mieliście okazji czytać poprzednich komiksów. Nie mówcie jednak, że nie ostrzegałem! Jeżeli znacie X-Menów na wylot, a wciąż czujecie się zagubieni, to również nic dziwnego. Sam początkowo miałem wrażenie, że wszystko jest jakieś pomieszane. Wiecie – raz obserwujemy jednych, potem drugich i nie do końca wiadomo, dokąd to zmierza.

Wydaje mi się bowiem, że całość upchnięto na zbyt małej objętości. Oczywiście ma to swoje plusy – komiks jest przeładowany akcją, a praktycznie na każdej stronie coś się dzieje. Ciężko się jednak tym wszystkim delektować, albowiem trzeba skakać od perspektywy, do perspektywy i z miejsca na miejsce. Co więcej, były momenty, gdzie musiałem upewnić się, czy nie skleiły mi się strony… Urwanie wątków i skok za skokiem, serio!

Nie ma jednak tego złego. Plusem jest bowiem fakt, iż wszystko rzeczywiście zgrabnie domknięto. Pomimo wrażenia bałaganu w środku, końcówka jest bardziej niż satysfakcjonująca. Dostajemy prawdziwy smaczek dla wytrwałych fanów Marvela. I zakończenie na miarę czegoś, co bez wątpienia może stać się zupełnie nowym początkiem.

Wizualne piękno

Muszę poświęcić oddzielny podpunkt warstwie graficznej komiksu, bo jestem pod ogromnym wrażeniem tego, co tu zrobiono. Oczywiście wypada nadmienić, że to już pewien standard dla komiksów o Dark Phoenix. Prócz bycia istotą niezwykle potężną, jest po prostu majestatyczna w swoim jestestwie. Wygląda zjawiskowo i gdy tylko się pojawia, gra świateł wchodzi na nowy poziom. W tym przypadku miałem niekiedy wrażenie, że blask oślepia nawet mnie!

Wyjątkowe jest tu natomiast to, iż na przestrzeni pięciu zeszytów, które zmieszczono w wydanym komiksie, za rysunki odpowiadały aż cztery różne osoby! I każda trzymała naprawdę wysoki poziom. Osobiście najbardziej byłem pod wrażeniem prac Ramona Rosanasa. Rysownik tak cudownie pokazywał obraz tragedii (podpalone zwłoki, martwe ciała, ogień trawiący miejską przestrzeń), że nie mogłem wyjść z podziwu przez długi czas. To właśnie na stronach, za które on odpowiadał, spędziłem najwięcej czasu.

Niemniej, jak wspomniałem, każdy z autorów zrobił naprawdę świetną robotę. I za to należą się pochwały, albowiem nie jest to bynajmniej standardem, by w takiej grupie utrzymać wyrównany poziom. Wyszło genialnie, a Dark Phoenix robiła dokładnie tak kapitalne wrażenie, jak w przypadku wielu innych, głośnych serii.

Reasumując

Dostaliśmy naprawdę dobrą historię, choć zdecydowanie zbyt skondensowaną. Komiks mógłby być spokojnie nawet dwukrotnie dłuższy i wciąż nie byłby nudny. Powiem więcej – prawdopodobnie okazałby się nieco bardziej wciągający. Sama rozmowa Logana z Jean Grey, do której doszło w pewnym momencie, to materiał na cały rozdział, a nie kilka krótkich kartek.

Mimo wszystko jestem jednak zadowolony z „Phoenix Zmartwychwstanie. Powrót Jean Grey”. Dostaliśmy sporo smaczków i satysfakcjonujące zakończenie. Nie była to powieść idealna, ale fani na pewno nie będą zawiedzeni. Jean Grey znów może wrócić do formy i łask, a to największa nagroda. Jeśli więc szukacie czegoś skoncentrowanego właśnie na tej bohaterce, gdzie będziecie mogli zobaczyć w akcji (nieco okrojonej) całą plejadę X-Menów, zdecydowanie warto dać szansę! .

Subscribe
Powiadom o 
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Avatar
Kajtii
Zajarany popkulturą, nową technologią, marketingiem i sportem. Dużo czytam, oglądam, słucham i gram. Od małego kręcą mnie japońskie anime i amerykańskie kreskówki, literatura faktu i fantastyka oraz mangi i komiksy. Jednym słowem - geek. Piszę z życia i żyję z pisania - ot mój cały świat.
- Advertisment -