Strona głównaKsiążki„Opowieści z głębi miasta” i z głębi duszy | Recenzja

„Opowieści z głębi miasta” i z głębi duszy | Recenzja

Czasem lepiej mieć święty spokój niż rację. To moja hasło, dobre nie? Na pewno pomaga w dbaniu o własne zdrowie psychiczne, pozwala zaoszczędzić masę nerwów. Nie chodzi tu o to, że nie lubię dyskutować, bo uwielbiam to robić. Bywają jednak przypadki, w których po prostu nie warto wchodzić w polemikę.  Sami wiecie, że „debil nie wie, że jest debil, a mądry to wie”. Niekiedy jednak bywa tak, że muszę porzucić ścieżkę spokoju i zabrać głos przy demonizowaniu takich tematów jak ochrona środowiska czy negowanie globalnego ocieplenia. Mam co do tego moralny obowiązek jako energetyk z zawodu i wegetarianin z przekonań. Teraz będzie mi trochę łatwiej, bo Shaun Tan wydał swoje „Opowieści z głębi miasta” i wszelkim samozwańczym naukowcom będzie można po prostu polecić tę książkę. Ewentualnie rzucić ją komuś w twarz. Może tak w końcu się opamiętają.

O czym chcesz posłuchać?

„Opowieści z głębi miasta” jest dokładnie 25 i każda została poświęcona innemu stworzeniu oraz jego położeniu w mniej lub bardziej dystopijnym świecie. Shaun Tan bawi się formą i raczy nas zarówno mikroopowiadaniami, jak i wierszami. Przejścia pomiędzy kolejnymi rozdziałami wychodzą jednak płynnie ze względu na dobrze prowadzony motyw przewodni. Historie są utrzymane w zmieniającej się aurze fantastyczności – od bardzo nieprawdopodobnych po całkiem realne. Zmienny jest również wydźwięk – czasem pierwsze skrzypce gra fatalizm, innym razem nostalgia. Zawsze jest jednak refleksyjnie, bo chyba takie miały być przede wszystkim „Opowieści…”.  Czytając kolejne strony, ciężko jest nie zastanowić się nad tym, jak wygląda dzisiejszy świat i jak może zmienić się w ciągu najbliższych lat.  Wszak wspomniana dystopia to wynik destrukcyjnych działań sami-wiecie-kogo (i tym razem ucierpieli mugole).  Trzeba sobie powiedzieć jasno – lepiej się nie robi. Na ile wizje autora pozostaną mrzonkami, a w jakiej części mogą się ziścić, pozostanie nam ocenić samodzielnie.

Wśród tylu opowieści o tak zróżnicowanej formie ciężko o zachwyt utrzymujący się na jednym  poziomie.  Nie wszystkie przedstawione opowieści można określić jako wybitne, ale jestem przekonany, że każdy wybierze sobie swoje perełki. Ja sam byłem pod wrażeniem wiersza o budującej się relacji między człowiekiem a psem w ciągu setek lat. Każdy etap otrzymał swoją własną, fenomenalną planszę graficzną, ale do ich tematu jeszcze wrócę. Z innej beczki ujęło mnie błyskotliwe i refleksyjne opowiadanie o niedźwiedziach, które pozwały rasę ludzką za zniszczenia wyrządzone całej przyrodzie. W tym motywie drzemie komiczny potencjał, ale wierzcie mi – nie będzie Wam do śmiechu. Warto też wspomnieć o onirycznej opowieści na temat ryby srebrzycy, widocznej zresztą na okładce, w której autorowi kilka stron wystarcza na zbudowanie intrygującego świata. W tej książce naprawdę każdy znajdzie coś dla siebie.

Słowa to nie wszystko

Zawsze podkreślam, że cenię sobie twórców, którzy potrafią nie tylko napisać opowiadanie czy scenariusz, ale również zilustrować swoje myśli. Mike Mignola, Jeff Lemire… „Opowieści…” Shauna Tana to jednak zupełnie inny poziom. Każda historia została ozdobiona co najmniej jedną planszą rozciągającą się na dwie strony i nawiązującą do wydarzeń z danego rozdziału.  Tu również autor nie ogranicza się do jednego nurtu – zobaczymy krajobrazy przywodzące na myśl olejne pejzaże van Gogha, ale nie zabraknie też tworów z wyraźniejszą kreską. Każda ilustracja dzięki żywej kolorystyce sprawia, że jesteśmy wprost wciągani do świata przedstawionego.  Już tylko dla tych grafik warto sięgnąć po „Opowieści…”. Dawno nic mnie tak nie urzekło.

Wszyscy jesteśmy zwierzętami

„Opowieści z głębi miasta” to jedna z najbardziej interesujących pozycji, jakie pojawiły się na polskim rynku wydawniczym.  To zbiór 25 historii, z których, mogę się założyć, co najmniej jedna bez reszty Was zauroczy.  Pod względem graficznym również ciężko zajść dalej – ilustracje Tana mogłyby spokojnie być wystawiane w galeriach. Ba, one powinny się tam znaleźć.  Oprócz doznań czysto estetycznych książka jest też refleksyjną przeprawą. To doskonała okazja, żeby zrobić sobie przystanek w niezatrzymującym się świecie i przemyśleć, jakie jest w nim nasze miejsce. Śpieszcie się, póki jest jeszcze czas na przemyślenia.

Na uwagę zasługuje również wydanie, jakie „Opowieści…” otrzymały od Kultury Gniewu. Opisywane przeze mnie piękne ilustracje nie prezentowałyby się tak efektownie w byle jakiej jakości oprawie. Nic takiego nie ma jednak miejsca i otrzymujemy produkt, który może śmiało konkurować z pełnoprawnymi albumami graficznymi. Wartość publikacji podnosi też wszyta wstążeczka-zakładka.  Warto mieć takie dzieło na półce.

A po inne dzieła, które warto wcielić do swojej kolekcji zapraszamy na nasz fanpage – Leniwa Popkultura.

Subscribe
Powiadom o 
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Rankine
Komiksy, książki, gry, seriale, BJJ, bieganie, energetyka. Staram się znać na tym wszystkim. Jak wychodzi? Chyba nieźle. Fan dobrej opowieści.
- Advertisment -