Strona głównaMangiNiepewne serca | Recenzja | Czy trójkąt miłośny może jeszcze zaskoczyć?

Niepewne serca | Recenzja | Czy trójkąt miłośny może jeszcze zaskoczyć?

Ten tekst chciałbym zacząć od świetnej informacji, o której jakoś zapomniałem wcześniej wspomnieć. Otóż, Leniwej Popkulturze udało się nawiązać współpracę z wydawnictwem Dango, co ogromnie nas cieszy! Zarówno omawiane „Niepewne serca”, jak i recenzowana jakiś czas temu „Miłość na ostatniej stacji” są właśnie owocem naszego porozumienia. Czy to znaczy, że teksty nie są obiektywne?

Nie! Każdy z naszych tekstów, nieważne, czy pisany we współpracy, czy też nie, przekazuje to, co naprawdę myślimy o danym dziele. Jeżeli jest dobre, tak o nim piszemy. Nie boimy się jednak wskazywać wad czy krytykować poczynań wydawnictw.

Niemniej, jak wypadły „Niepewne serca”? Czy przypadły mi do gustu? A może okazały się czymś kompletnie nieciekawym? O tym dalej w tekście!

„Niepewne serca” w trójkącie miłosnym

Mając w pamięci nieprzyjemne doświadczenia z przeszłości, Tsukasa stroni od kontaktów z chłopakami. Za wszelką cenę chce dosięgnąć ideału, którym w oczach protagonistki była jej zmarła matka. Biorąc z niej przykład, w pocie czoła pomaga w prowadzeniu rodzinnego interesu.

Gdy nadchodzi początek roku szkolnego, w jej domu pojawiają się nowi lokatorzy. Dwóch chłopaków postanowiło wynająć pokoje w pensjonacie zarządzanym przez ojca Tsukasy. Jednym z nich jest Ren Matsuoka, który nie przepada za dziewczynami i nie lubi utrzymywać kontaktów z płcią przeciwną. Drugi to jego całkowite przeciwieństwo – Ryohei Miwa. Popularny i nieskrępowany nastolatek od pierwszych kroków w domu Tsukasy nie skrywa uczuć, którymi darzy bohaterkę.

Jak dalej potoczą się losy tej trójki? Sprawdźcie, co skrywają te niepewne serca!

Romans, który zaskakuje

Przyznam, że po pierwszym rozdziale nie miałem jakichś szczególnych oczekiwań wobec tej serii. Przede wszystkim dlatego, że zapowiadała się na typowy, schematyczny romans. Trójkąt miłosny to już niemal stały element mang z tego gatunku, a „Niepewne serca” nie zamierzały się poza niego wyłamać. Delikatny twist w postaci zachowania protagonistki miał nam tylko mydlić oczy, bo było raczej oczywistym, że wobec tych dwóch chłopaków, uprzedzenia Tsukasy nie odegrają wielkiej roli… I tak też poniekąd było, gdyż w pewnym momencie cała ta “fobia” poszła w odstawkę.

Jednak kartka po kartce coraz bardziej wkręcałem się w fabułę. „Niepewne serca” mają w sobie jakąś moc przyciągania, która działa nawet przy raczej średnim starcie. Możliwe, że to właśnie największa zaleta tej mangi, bo dalej czekają na czytelnika całkiem miłe niespodzianki. Przede wszystkim dwa tomy okazały się idealną objętością, żeby odpowiednio nakreślić fabułę, dać miejsce obu kogucikom na umotywowanie swoich działań oraz niespieszne zwieńczenie ich losów. Udało się także rozpisać całkiem sensowne backstory. Drugim ogromnym plusem był sposób, w jaki Meguru Izawa rozwiązała kwestię trójkąta miłosnego. Przyznam, nigdy bym się nie spodziewał, że ta historia pójdzie w tę stronę. Niestety nie mogę Wam zdradzić, o co dokładnie chodziło, żeby nie popsuć zabawy z czytania. Ale uwierzcie mi na słowo – wyszło ciekawie!

Interesującym zabiegiem było także dołączenie opowiadań, które czyta się po zakończeniu każdego tomu. Pozwoliło to w łatwy sposób dopełnić historię, a przy okazji dało możliwość odetchnięcia od komiksowych kadrów.

Niepewne serca Dango

Miłość jest piękna

Zaskoczeniem z innej beczki okazała się warstwa wizualna. Myślałem, że mangi shojo osiągnęły pewien poziom kreski, który jest miły dla oka, ale kompletnie niewyrazisty. Że mangi z tego gatunku, choć ładne, raczej zaczęły zlewać się w jedną masę. „Niepewne serca” wyłamuje się z tego schematu i pozytywnie zaskakuje swoją warstwą graficzną. Brawa należą się Tohru Tagurze, którą możecie kojarzyć z „Historii o miłości”, która również ukazała się pod szyldem Dango.

Sądzę, że dzieje się tak między innymi dzięki ciekawemu używaniu przez autorkę rastrów i cieniowaniu. Nie są to jedynie białe plamy czy też proste kreski, najczęściej w kadrach widzimy skrzętnie narysowaną “siateczkę”, dodającą kadrom naprawdę ciekawego efektu. W mandze ujrzymy również coś, co znamy z… shounenów! A konkretniej zabieg, który w takich mangach oddaje dynamikę sceny, tutaj jednak w całkowicie innym wydaniu.

Pewną zapowiedzią tego, że manga kryje w sobie piękne rysunki, były już same okładki. Pastelowe kolory, które swoją drogą uwielbiam, dodają mandze zwiewności i delikatności, co wręcz idealnie pasuje do historii miłosnej o nastolatkach. Nie będę ukrywał, że to właśnie one sprawiły, że zechciałem po „Niepewne serca” sięgnąć.

Niepewne serca Dango

„Niepewne serca”– czy warto przeczytać?

Na pewno część z Was czeka właśnie na ten werdykt. Czy warto sięgnąć po dwutomowy romans od wydawnictwa Dango? Moim zdaniem tak. Kluski przyzwyczaiły czytelników, że poziom mang, które wydają, jest przyzwoity. Nie inaczej ma się sprawa przy mandze „Niepewne serca”.

Osobiście od jakiegoś czasu znacznie rzadziej sięgam po romanse hetero, jednak omawiana manga udowodniła mi, że jest w nich jeszcze coś, co może mnie zaskoczyć. Jeżeli więc tak, jak ja, straciliście nadzieję, że miłosne historie nastolatków mają jeszcze cokolwiek do zaoferowania – sięgnijcie po „Niepewne serca”.

Z drugiej strony, jeśli gustujecie w takich mangach, poczujecie się jak ryba w wodzie. Bohaterowie nie mają w sobie nic, za co można by ich skreślić, kreska jest po prostu cudna, a autorka scenariusza wykonała świetną robotę. Polecam!

Niepewne serca Dango
Subscribe
Powiadom o 
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Jacek "Leniwiec" Kraśnicki
Od lat jaram się japońską popkulturą, a od czasu startu Leniwej Popkultury, również serialami, filmami i animacjami z całego globu. Staram się łączyć mój pracoholizm z lenistwem, ale ciężko jest wybierać między napisaniem nowego tekstu, a czytaniem ciekawostek o zwierzątkach. W wolnym czasie układam LEGO, piję zbożową kawę i spaceruję. Wiecie, że leniwce pływają trzykrotnie szybciej, niż sie poruszają?
- Advertisment -