Strona głównaMangiNiebieska flaga | Tom 1 | Recenzja | Romansowy powiew świeżości

Niebieska flaga | Tom 1 | Recenzja | Romansowy powiew świeżości

Śledząc polski rynek mangowy, czytelnik nie może narzekać na brak romansów. Każdy może znaleźć coś dla siebie: na starszych odbiorców czeka między innymi „Miłość na ostatniej stacji”, młodszym na pewno spodoba się „Sposób na pięcioraczki”. Nawet ci, którzy gustują w ostrzejszych tytułach, od jakiegoś czasu mogą liczyć na wsparcie wydawnictwa Akuma.

Niemniej nietrudno dostrzec pewną schematyczność w tym gatunku. Oczywiście wspomniane tytuły są naprawdę świetne, jednak oprócz nich jest cała masa mang bez wyrazu. Dzisiaj jednak o komiksie, który na pewno trafi na tę „wyższą” półkę.

„Niebieska flaga” to z pozoru zwyczajny romans, jednak autorka w interesujący sposób zagrała na oczekiwaniach czytelników, serwując przy tym coś… świeżego!

Dziwny trójkąt…

Taichi ląduje w dość nieciekawej sytuacji. W pewnym momencie koleżanka z klasy — Futaba (do której nie pała wielką sympatią) wyznaje mu, że… Kocha się w szalenie popularnym Tomie. Co z tym wspólnego ma główny bohater? Otóż on, jak i Tima, są kolegami. Zostaje więc poproszony o pomoc w zbliżeniu się do wybranka Futaby.

Co z tego wyniknie? Trudno powiedzieć, dziewczyna jest wyjątkowo nieśmiała… A i Toma ma już kogoś na oku. Jedno jest pewne: przed bohaterami trudna droga pełna sercowych dylematów.

Niebieska flaga – pierwsze wrażenia

Ciężko było oprzeć się wrażeniu, że „Niebieska flaga” ma pewne vaib „Oregairu”. Mamy protagonistę, który — bez większej przyjemności — decyduje się pomóc koleżance, choć sam nie do końca rozumie swoje motywy. A przy okazji ma oczy jak zdechła ryba. Osobiście uważam to za plus, bo sam jestem fanem Oregairu i prawdopodobnie właśnie to sprawiło, że „Niebieska flaga” przypadła mi do gustu.

Bo, tak, czytało się ją przyjemnie. Tempo prowadzenia narracji jest odpowiednie. W przeciwieństwie do większości romansów wcale nie ma tutaj masy tekstu, ale bez problemu autorka przekazała to, co chciała. Sam wątek romantyczny, na ten moment, nie jest specjalnie oryginalny. Tak naprawdę zabawa z „Niebieską flagą” zacznie się od kolejnych tomów — o czym za moment — więc nie zrażajcie się po dość generycznym wstępie.

Bardzo przypadł mi do gustu cliffhanger na ostatnich kartkach, który jest też największym plot twistem w całej mandze. Autorce udało się przykuć moją uwagę i chętnie sprawdzę, jak rozwinie się historia „Blue Flag”. Myślę, że i Was zakończenie dość mocno zaskoczy, ale cicho sza, żadnych spoilerów tutaj nie będzie!

Wesoła ferajna

Główny bohater może kojarzyć się w pewnym stopniu z Hikigayą z serii „Oregairu”, chociaż jego postępowanie nie jest takie, hmm, dosadne i radykalne. Osobiście uważam to za plus, ponieważ zwyczajnie lubię taki typ bohatera — niby nerd, niby aspołeczny, ale przy odrobinie wysiłku znajduje wiernych przyjaciół i pod ich wpływem zmienia swoje nastawienie. Z drugiej strony mamy Futabę, która z kolei jest tym typem postaci, której nie trawię. Żywcem wyjęta z typowego, szkolnego romansu. Wstydliwa, cicha, ale starająca się ze wszystkich sił, aby osiągnąć cel. Nuda. Co do reszty bohaterów, myślę, że więcej będzie można o nich powiedzieć w kolejnych tomach. Na razie są, jednak nie na pierwszym planie.

Lapis lazuli

Warstwie graficznej nie ma czego zarzucić. Świetnie wypada mimika bohaterów i czuć, że autorka sprawnie radzi sobie zarówno ze scenami romantycznymi, bardziej poważnymi, jak i tymi kompletnie komediowymi. Kilkakrotnie zdarzyło mi się zatrzymać na konkretnym kadrze, aby pokazać znajomej, z czego tak się śmieje. „Niebieska flaga” od strony kreski jest zwyczajnie ładna. Myślę, że wygląd tej mangi jest jej sporym atutem, który też przyciągnie czytelników.

A kusi już sama okładka, w której po prostu zakochałem się od pierwszego wrażenia. Dla kolekcjonerów mang napiszę też, że „Niebieska flaga” wygląda równie dobrze ustawiona na półce!

Niebieska flaga – czy warto przeczytać?

Koniec końców naprawdę nie mam się do czego przyczepić. Sam początek może i wygląda jak typowe romansidło — tak też pewnie bym o Niebieskiej fladze pisał — jednak końcówka wywraca wszystko do góry nogami. Czuję w tej mandze powiew świeżości dla tego skostniałego gatunku i mam nadzieję, że nie rozczaruje mnie aż po ostatni tomik.

Polecam wszystkim fanom nietuzinkowych romansów!

Subscribe
Powiadom o 
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Jacek "Leniwiec" Kraśnicki
Od lat jaram się japońską popkulturą, a od czasu startu Leniwej Popkultury, również serialami, filmami i animacjami z całego globu. Staram się łączyć mój pracoholizm z lenistwem, ale ciężko jest wybierać między napisaniem nowego tekstu, a czytaniem ciekawostek o zwierzątkach. W wolnym czasie układam LEGO, piję zbożową kawę i spaceruję. Wiecie, że leniwce pływają trzykrotnie szybciej, niż sie poruszają?
- Advertisment -