Strona głównaKsiążkiNauka nie musi być nudna. The Science of Rick and Morty –...

Nauka nie musi być nudna. The Science of Rick and Morty – recenzja

Rick & Morty to zdecydowanie moja ulubiona kreskówka dla dorosłych. Prawdopodobnie bez większych problemów umieściłbym ją w czołówce najlepszych tworów popkulturowych, z jakimi miałem styczność. Moje uwielbienie do serialu od Roilanda i Hamona zaszło tak daleko, że staram się przyswajać dosłownie wszystko, co się pojawia, i jest związane uniwersum pijanego geniusza i jego nierozgarniętego wnuka. 

Potwierdzeniem niech będą moje teksty odnośnie do wszystkich pięciu, wydanych dotychczas przez Egmont, komiksów oraz jeden traktujący o samej animacji, którego jestem współautorem. Prócz tego mam za sobą lekturę mnóstwa dokumentów na temat tworzenia serii oraz testowanie gier.

Po tym przydługim wstępie nie będzie dla Ciebie, Drogi Czytelniku, zaskoczeniem, iż gdy tylko usłyszałem o puszczeniu w Polsce przez wydawnictwo ZNAK książki, o której zaraz przeczytacie, musiałem ją mieć. Jestem niezwykle rad, że spotkało mnie szczęście zrecenzowania jej. I owe „szczęście” jest tu nieprzypadkowo, bo – delikatnie „spoilerując”– to właśnie wywoływała lektura. 

Trochę Wubba-Lubba-Dub-Dub

Książka, której pełny tytuł brzmi: The Science of Rick and Morty: Nienaukowy przewodnik po świecie nauki, jest dziełem Matta Brady’ego. Autor pochodzi z Karoliny Północnej, jest nauczycielem przedmiotów ścisłych i popkulturowym pisarzem. Co warto wyróżnić,  jest też zdobywcą Nagrody Eisnera w kategorii najlepszego dziennikarstwa związanego z komiksami. Wracając do sedna, recenzowany tytuł ma 384 strony, więc postawiłbym go na średniej półce, pod względem długości. W dziele znajdziemy 19 rozdziałów, a każdy poświęcony innemu zagadnieniu związanemu z fizyką, chemią, astronomią, technologią, futuryzmem… Ogólnie rzecz biorąc – szeroko pojętą nauką. 

Każdy z tematów to podróż w nieznane. Od spraw nam bliższych, jak ekologia i ewolucja, przez multi-wszechświaty i klonowanie, aż po symulacje życia, hakowanie ciał i ciemną materię. Wszystkie łączy kilka elementów, a głównym z nich jest wiedza. I to serwowana w tak przystępny sposób, że wystarczą wiadomości z poziomu podstawówki/gimnazjum oraz ogromna chęć do jej chłonięcia. 

Tytuł-zmyłka

Muszę jednak przyznać, że po skończeniu książki, naszła mnie pewna refleksja. Gdy zaczynałem jej czytanie, byłem przekonany, iż konstrukcja i przekaz będą zgoła inne. Ostatecznie okazało się, że jest to bardziej zbiór ciekawostek ze świata, które wyjaśniane są na przykładzie tego, co miało miejsce w trakcie trzech sezonów serialu. Taka próba jeszcze większego uproszczenia niewiarygodnie trudnych tematów. 

Nie zamierzam jednak narzekać. Przez czas, który spędzałem z lekturą, ciągle miałem w głowie pewną myśl, swoiste skojarzenie. Nie mogłem pozbyć się wrażenia, że to, jak doskonale został skonstruowany sposób przekazywania wiedzy, bardzo mocno przypomina ten z „Nie mamy pojęcia” Jorge’a Chama i Daniela Whitesona. Niektóre tematy się pokrywały, a niekiedy nawet uzupełniały! Jeśli więc czytaliście tamtą pozycję i wspominacie ją pozytywnie, to The Science of Rick and Morty na pewno do Was trafi.

Dziadku Rick, a dlaczego…?

W przypadku takiego pytania młody bohater był przeważnie zbywany słowami „Nie interesuj się Morty i tak nie zrozumiesz”. Matt Brady zdecydowanie nie wciela się w postać starego Sancheza, choć niektóre żarty słowne są na podobnym poziomie – trafne i niezwykle inteligentne. Niemniej, autor książki odpowiada na wiele wątpliwości, które mogły rodzić się podczas oglądania serialu. Wyjaśnia aspekty, które zostały nieco pominięte oraz smaczki, których mogliśmy nie zauważyć. Dla przykładu – cały jeden rozdział poświęcono genezie nazwy wszechświata naszych bohaterów (C-137, tak dla przypomnienia). Kajam się, ale nie rozumiałem jej wcześniej, a jest miodna! 

Jest jeszcze druga strona medalu. Twórca przedstawia nam błędy, które popełnili kreatorzy serialu, gdy mierzyli się z naukowymi zagadnieniami. Weźmy na tapet odcinek, w którym Summer, a później także Beth, zostały powiększone. Brady zgrabnie i przystępnie tłumaczy nam, dlaczego coś takiego jest niemożliwe. Przynajmniej z naszą obecną wiedzą na temat fizyki i fizjologii istot żyjących. 

Jakby się jednak zastanowić, to ciężko określić to jako wpadkę. Mówimy o kreskówce, która bardzo mocno (choć, jak dowodzi książka, wcale nie tak często) nagina znane nam zasady panujące w świecie. Jestem zdecydowanie przeciwny doszukiwaniu się realizmu we wszystkim, co pojawia się w kulturze popularnej. Nie dajmy się zwariować. 

Rysa na diamencie 

Książkę czytałem dokładnie tak, jak robiłbym to z każdą inną – od deski do deski, od lewej do prawej. Nie wybiórczo, nie losowo, nie od tyłu. Jak wspomniałem jednak kilka akapitów wyżej, rozdziały są ze sobą raczej luźno powiązane. Można by więc obcować z lekturą w każdy z podanych sposobów. Miałoby to jednak swoje konsekwencje… A może nie? 

The Science of Rick and Morty książka

Choć są tematy, w których autor odwołuje się do tych, które przywołane były w poprzednich (i zawsze jest to zaznaczone), to są i takie, gdzie ów zwyczajnie się powtarza. Za przykład niech posłużą mi dwa ostatnie rozdziały. W 18. i 19. nawiązywano do Prawa Moore’a. Początkowo odnosiło się ono do rozwoju komputerów, ale potem objęto nim mnóstwo technologicznych elementów. W każdym razie, w swoich fundamentach zakłada ono, że z każdym podwójnym rozwojem wydajności, dwukrotnie zmniejszy się wielkość urządzenia – skrajnie upraszczając. 

Do rzeczy. Na przełomie około 20 stron autor dwa razy nawiązuje do rzeczonego prawa i w obu przypadkach opisuje jego założenia od podstaw (minimalnie inaczej). Nieco nie trzyma się to kupy i zaprzecza pewnej konsekwencji w pisaniu książki. Z jednej strony wymaga się od czytelnika kojarzenia poprzednich tematów (poprzez nawiązywanie doń). Z drugiej pokazuje, że niekoniecznie była ona od początku tworzona w kolejności, którą znamy ze spisu treści. Czy jest to ogromna wada? Bynajmniej, ale z dziennikarskiego obowiązku, musiałem o niej wspomnieć. 

Reasumując…

The Science of Rick and Morty: Nienaukowy przewodnik po świecie nauki jest dziełem spodziewanie dobrym z zaskakująco długim tytułem. Choć książka wyminęła się z moimi oczekiwaniami odnośnie do jej wnętrza, to wciąż wypadła genialnie. Może nawet lepiej niż w moich wyobrażeniach. Jestem typem faceta, który uwielbia chłonąć wiedzę, w różnych formach, a szczególnie w takich, które przybierają kształt ciekawostek. Dokładnie to dostajemy na przestrzeni tych blisko czterystu stron.

Komu odradzałbym tę pozycję? Osobom, które szukają czegoś lekkiego. Książki, przy której mogą wyłączyć myślenie i płynąć po literkach. Tego tu nie uświadczyłem. Bywają momenty, w których musiałem coś przeczytać kilkakrotnie, aby zrozumieć dokładnie, o czym pisał autor. I to nie ze względu na jego styl. Co więcej, każdy rozdział skłaniał do refleksji. Jak już pisałem, jest to zbiór 19 zagadnień z działów nauki i technologii, które występowały w serialu, a które przy tym są na jego podstawie tłumaczone. Gwarantuję, że to znacznie je ułatwia – wręcz niekiedy sprawia wrażenie łopatologicznego. 

Komu więc ją polecę? Wszystkim pozostałym! Jeśli jesteście ciekawi świata, uwielbiacie serial i typ humoru, który się tam jawi, a lekkie pióro to dla Was zaleta, a nie wada pisarza – nie zawiedziecie się. W momencie, gdy czytasz tę recenzję, publikacja jest już dostępna do nabycia w Polsce. Tak więc, jeżeli należysz do opisanego kilka wersów wyżej typu ludzi, nie zwlekaj! Leć do najbliższej stacjonarnej księgarni albo zajrzyj do którejś z internetowych.

Jedna z lepszych książek popularnonaukowych ostatnich lat! M-m-morty, kończmy t-to!

Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Kajetan "Kajtii" Węsierski
Zajarany popkulturą, nową technologią, marketingiem i sportem. Dużo czytam, oglądam, słucham i gram. Od małego kręcą mnie japońskie anime i amerykańskie kreskówki, literatura faktu i fantastyka oraz mangi i komiksy. Jednym słowem - geek. Piszę z życia i żyję z pisania - ot mój cały świat.
- Advertisment -