Strona głównaMangiMoriarty | Recenzja | Czy chcesz razem ze mną obalić system klasowy?

Moriarty | Recenzja | Czy chcesz razem ze mną obalić system klasowy?

Każda nowa wariacja na temat Sherlocka Holmesa przyciąga moją uwagę i w przypadku recenzji tej mangi – z pewnością mocno wpłynie to na moją ocenę. Trudno mi czasem zrozumieć tę fascynację, choć spora zasługa leży na pewno w samej kreacji najlepszego detektywa wszechczasów. Charyzmatyczny, wyrachowany, czasem nawet szalony, ale szalenie błyskotliwy „konsultant detektywistyczny” stanowił inspirację dla sporej liczby filmów czy seriali.

Z tym większym zainteresowaniem przyjęłam informację, że ktoś podjął się mangowej adaptacji przygód Sherlocka i to z perspektywy jego arcynemezis, profesora Moriarty’ego! A to, że zamiast starszego naukowca, ukazano go jako przystojnego genialnego młodzieńca? No cóż, nie jestem aż tak konserwatywną fanką, by nie docenić walorów artystycznych takiej modyfikacji.

Pax Nobilitatis

XIX-wieczna Wielka Brytania była ówcześnie jednym z najpotężniejszych państw na świecie. Dominacja obejmowała nie tylko aspekt terytorialny, ale również rozwoju technologicznego czy kulturalnego. Jednak życie w kraju, w którym słońce nigdy nie zachodzi, nie należało do najłatwiejszych. Wszystko z powodu wielkich dysproporcji społecznych, wynikających z systemu klasowego. Kto urodził się biedakiem, umierał najczęściej jako biedak. Awans społeczny był praktycznie niemożliwy. W takich warunkach przyszło żyć dwójce sierot, Williamowi i Louisowi. William, dzięki swojemu niesamowitemu intelektowi, był w stanie zapewnić byt sobie i bratu poprzez oferowanie usług konsultanta do spraw wszelakich.

Wszystko uległo zmianie, gdy pewnego razu dziedzic hrabiego Moriarty’ego, Albert, podsłuchał dalekosiężne plany dzieci. Dotyczyły one obalenia niesprawiedliwego systemu klasowego, i de facto rzucenia wyzwania całemu Imperium Brytyjskiemu. Albert, głęboko obrzydzony tym, w jaki sposób szlachta podchodzi do osób z ludu, postanawia przyłączyć się do tego szalonego marzenia i przysposabia ich do swojego rodu. Czy próba zniszczenia odwiecznej tradycji brzmi jak coś niewykonalnego? Dla przyszłego „Napoleona zbrodni” nie ma rzeczy niemożliwych!

Czy te oczy mogą kłamać?

Odświeżające jest obserwowanie protagonistów, którzy nie wstydzą ani nie boją się pobrudzić sobie rąk, aby osiągnąć swoje ambicje. Szczególnie że ich cel wydaje się dla większości zwykłych obywateli na tyle szczytny i sprawiedliwy, iż nie mają żadnych oporów, by karać „prawdziwych” złoczyńców w całkowicie nielegalny sposób. Pod względem moralności mogę się kłócić, jak dalece ich postępowanie jest faktycznie etyczne, ale zdecydowanie nie mogę im odmówić skuteczności w działaniu. Co zresztą wpisuje się na długą listę rzeczy, które przyciągnęły mnie do tej mangi. Moriarty, jako lider całej operacji, działa metodycznie, wyrachowanie i często okrutnie. Jednak nie popadł do tej pory jeszcze w żadną przesadę. Zdecydowanie nie przyłącza się do grona szaleńców, którym zadawanie komuś śmierci sprawia ekstatyczne wręcz doznania.

Członkowie drużyny profesora Moriarty’ego czynią zło, gdyż głęboko wierzą w słuszność swojego działania. Satysfakcję bardziej odczuwają z powodu pozbycia się kolejnego „społecznego szkodnika”, niż z prawdziwej przyjemności zabijania. Dzięki temu łatwiej jest z nimi sympatyzować, zwłaszcza że zawsze działają dla dobra lub na wyraźną prośbę konkretnej osoby, lub społeczności. Pomijając aspekt rewolucjonistyczny, to wbrew pozorom całkiem zgrana i normalna drużyna, która w zwyczajny sposób spędza swój wolny czas. Ach, nie mogę się doczekać pierwszego spotkania Moriarty’ego z Sherlockiem! Zetknięcie się człowieka ideałów, który zszedł na drogę nieprawości z egoistycznym pasjonatem zagadek kryminalnych, to zdecydowanie coś, czego potrzebuję w moim czytelniczym życiu.

Dżentelmenów i ładnych panów ci u nas pod dostatkiem

Za warstwę graficzną tej serii odpowiada ten sam artysta, który zajmował się mangową adaptacją pierwszego sezonu „Psycho-Pass”, bliżej znaną polskiemu czytelnikowi jako „Inspektor Akane Tsunemori (również wydana pod szyldem Waneko). I co tu dużo mówić, pomijając kwestie fabularne, można w „Moriatym” uświadczyć bardzo wielu ładnie narysowanych postaci męskich. Na szczęście typowego fanserwisu praktycznie się tu nie znajdzie. Bez krępacji mogę cieszyć się wiktoriańskim światem, brytyjskimi dżentelmenami oraz przyjemną dla oka kreską. Dodatkowym miłym akcentem jest dbałość o szczegóły (jak zegarki czy sztućce) oraz nastrojowe oddanie zamglonych ulic angielskiego miasteczka w oparach nocy. Takie detale przyczyniają się do budowania klimatu kryminalnej historii.

Angielski szyk

Za wydanie „Moriarty’ego” odpowiada wydawnictwo Waneko, które ponownie zaproponowało pierwowzór jednego z najbardziej popularnych anime danego sezonu (byłam pewna, że akurat oni zdobędą licencję na ten tytuł!). Tym bardziej nie jestem zaskoczona dobrą jakością wydania – postawienie na powiększony format było strzałem w dziesiątkę. Przy tak wielu detalach i dialogach, komfort czytania jest zdecydowanie większy. Projekt obwoluty, choć prosty, od razu przykuwa uwagę, a wyzywająca mina Williama jest już wystarczającą zachętą, by zabrać się za lekturę. Miłym akcentem było również dorzucenie świetnego plakatu dla prenumeratorów. Mam nadzieję, że przy okazji premiery kolejnych tomów uda się załatwić równie przyjemny dla oka dodatek.

Źródło: Facebook wydawnictwa Waneko

Moriarty”. Czy warto przeczytać?

„Moriarty” jest serią, od której dostałam dokładnie to, czego od niej oczekiwałam, a nawet nieco więcej. Kreatywne i odświeżające podejście do historii stworzonej przez Arthura Conana Doyle’a, inteligentne i przebiegłe postacie oraz wciągające intrygi na każdym kroku. Polecam każdemu fanowi epoki wiktoriańskiej oraz osobom, które chcą niezobowiązująco spędzić czas z prostymi, acz frapującymi podstępami i gierkami psychologicznymi.

Niestety, plakatów już nie macie szansy zdobyć poprzez sklep Waneko, ale polecam śledzić ich media społecznościowe. Kto wie, może następne tomy również będą miały takie miłe niespodzianki? Moriarty na pocztówce lub naklejce… To jest myśl!

Odwiedźcie też koniecznie naszą stronę na Facebook’u – Leniwa Popkultura, aby nie przegapić żadnych newsów ze świata mangi i anime! Z kolei recenzji kolejnych tomów „Moriarty” możecie wyczekiwać w naszym Manga Update.

2 KOMENTARZE

Subscribe
Powiadom o 
guest
2 komentarzy
oceniany
najnowszy najstarszy
Inline Feedbacks
View all comments
Krzysztof
Krzysztof
29 dni temu

Taaak, w mandze nie ma fan serwisu 😀 .
A rozgogolony snajper odziany w ręcznik i obnoszący się swoją klatą to co 😀 .

Kamila "Mia"
Kamila "Mia"
Według znajomych jestem wybuchowym połączeniem Roszpunki oraz Retsuko z serii Aggretsuko. W wolnych chwilach gram w LoLa oraz hobbystycznie dyskutuję ze znajomymi na temat ratowania świata przed zagładą. Lubię grać w planszówki, zaczytuję się w reportażach oraz staram się być na bieżąco ze sprawami politycznymi. Od blisko 15 lat czytam i oglądam wszystko, co wpadnie w moje ręce, dlatego (prawie) żaden gatunek mi niestraszny!
- Advertisment -