Strona głównaMangi„Miłość na ostatniej stacji” | Recenzja | Na którym peronie Pani wysiada?

„Miłość na ostatniej stacji” | Recenzja | Na którym peronie Pani wysiada?

Zdarza Wam się zostać po godzinach w pracy? Albo ledwo zdążyć na ostatni pociąg? Nie martwcie się – wtedy też może przydarzyć się coś przyjemnego! „Miłość na ostatniej stacji” udowodni Wam, że, nawet gdy jest ciężko, czasem można dostrzec promyk słońca.

Dango w kwietniu przygotowało dla swoich czytelników kolejną jednotomówkę. Nie jest to pierwsze manga od tego wydawnictwa, którą recenzuję. Zachwycałem się już nad „Coś między nami”, męczyłem z „Kwiat i Królik”, a na naszym Instagramie często pojawiają się recenzje w formie story. Czy i tym razem nowość Dango zrobiła na mnie wrażenie? A może znowu zawiodła?

Wsiąść do pociągu byle jakiego

Zmęczona ciągłymi nadgodzinami Hibari zawsze wraca do domu ostatnim pociągiem. Zdarza się, że nim dojedzie do swojej stacji, utnie sobie małą drzemkę. Na szczęście z opresji ratuje ją – zawsze niezdarny, ale pomocny – pracownik stacji pan Yokose. Jego widok działa jak lekarstwo na sfrustrowaną duszę głównej bohaterki. Niestety, między nimi jest znaczna różnica wieku… ale czy to stanie na drodze miłości? A może ich życia potoczą się zupełnie innymi torami?

„Miłość na ostatniej stacji” jak Pendolino wśród jedontomówek

Sięgając po „Miłość na ostatniej stacji” spodziewałem się delikatnego romansu, skręcającego może lekko w stronę komedii i… mniej więcej właśnie coś takiego dostałem. Kompletnie jednak się nie przypuszczałem, że w tym jednym tomie Yoshio Tatadzie uda się tak dobrze odwzorować relacje międzyludzkie. Fabuła mangi toczy się dosłownie jak prawdziwe życie. Brak tutaj miłości od pierwszego wejrzenia tylko powoli tworzące się uczucie, które składa się z wielu miłych chwil, gestów czy sytuacji. Ponadto tytułowa miłość jest gdzieś obok życia, które wiodą bohaterowie. Aż do ostatniego aktu nie gra głównych skrzypiec, choć przewija się – im bliżej końca, tym częściej.

Problem z nadgodzinami

Zauważyliście, że ostatnio na rynku pojawia się całkiem sporo mang, które za temat obierają sobie pracę i życie japońskiego pracownika? Ewa w recenzji mangi Sukkub i jej ciężka praca w korpo wyjaśniła, dlaczego w kraju Kwitnącej Wiśni nadgodziny są niemal standardem oraz czym jest zjawisko karōshi i karojisatsu. Miłość na ostatniej stacji również na dość istotnym miejscu stawia pracę, jak i przykładanie się do niej.

Ciężko nie współczuć Hibanie. Gdy obserwujemy, jak dzień po dniu szef zarzuca ją kolejnymi obowiązkami (z których wykręca się ex protagonistki), do tego stopnia, że ta niemal mdleje w pociągu. Sam też miałem taki okres w życiu, gdy rano i wieczorem dojeżdżałem godzinę do pracy. Doskonale wiem, co czuła Hibana, nikomu nie polecam takiego stylu życia. Pamiętajcie, dbajcie o siebie!

Na szczęście pochmurne niebo rozjaśniła gwiazda w postaci pana Yokose. Wydaje mi się, że jego praca stanowiła pewne przeciwieństwo do pracy Hibany. Tak naprawdę nie było ani jednego momentu, gdy widzieliśmy Yokose zmęczonego, czy choćby narzekającego na obowiązki. W tym ujęciu praca została przedstawiona jako przyjemność – i takiej też powinniście szukać w swoim życiu!

Dwa miejsca przy oknie, poproszę

Warto też wspomnieć, skoro już zestawiamy tę dwójkę ze sobą, jaka wspaniała chemia między nimi istnieje. Czasem popatrzy się na dwójkę ludzi w realnym życiu i od razu można wyczuć, że są jak idealnie dopasowane puzzle. W przypadku Hibany i pana Yokose jest dokładnie tak samo. Mimo że przez niemal cały tomik ze sobą nie romansują, czuć, że świetnie dopełnialiby siebie nawzajem.

Hibana wprowadziłaby do poukładanego, ale i monotonnego życia Yokose nutkę młodzieńczego szaleństwa, a z drugiej strony – mogłaby równie wiele wyciągnąć z wiedzy życiowej pracownika kolei.

„Miłość na ostatniej stacji” kobieta facet manga dango

Krajobraz na trasie

Wiele tutaj pisałem o pracy, jednak to nie ona określa naszych bohaterów. Postacie zostały napisane w sposób bardzo autentyczny. Czasem można zapomnieć, że patrzy się na fikcyjne charaktery. Nie zdziwiłbym się, gdyby nasza parka była wzorowana na prawdziwych ludziach.

Czy do takiego zestawienia zalet jeszcze czegoś potrzeba? Moim zdaniem nie i autor ilustracji – Meshi – prawdopodobnie zdawał sobie z tego sprawę. Z tego powodu stwierdzenie, że warstwa wizualna stanowi w „Miłość na ostatniej stacji” tylko tło, jest wyjątkowo trafne. Jej zadaniem było tylko odpowiednio ubrać tę opowieść i spełniła je perfekcyjne. Nie przyćmiła historii ani bohaterów, jedynie podkreśliła ich zalety.

Fakt, że na kartach mangi nie zobaczymy wodotrysków, wcale nie świadczy, że graficznie manga niedomaga. Wręcz przeciwnie– kreska jest delikatna, zwiewna. Pani Yoshida potrafi rysować piękne postacie, ale dobrze radzi sobie też z komediowymi wstawkami. Warstwie wizualnej nie można nic zarzucić. Tak samo jak wydaniu samego komiksu. Mangi wydawnictwa Dango są jednymi z najładniej wydawanych na rynku i nie ma się co z tym nawet kłócić.

„Miłość na ostatniej stacji” manga dango dwie kobiety

„Miłość na ostatniej stacji”. Czy warto przeczytać?

„Miłość na ostatniej stacji” jest dowodem na to, że w jednym tomie można stworzyć wyśmienitą fabułę. Historię, która ma dobry początek, rozwinięcie i zakończenie, a przy okazji nie zabraknie miejsca na kilkustronicowy dodatek. Bawiłem się świetnie, jak przy kilkutomowej serii – co mogło być też zasługą sporej ilości tekstu.

Polecam przede wszystkim starszym czytelnikom, którzy poznali gorzki smak pracy i nadgodzin. „Miłość na ostatniej stacji” udowodni, że nawet w najgorszej sytuacji można dostrzec promyk słońca. A co z tymi, którzy jeszcze nie pracowali? Na Was czeka piękny, dojrzały romans (i ładni bohaterowie).

Na pewno będę tę mangę miło wspominał.

PODSUMOWANIE

Tytuł oryginalny: Shuuden na Kankei (+Shuuden na Futari) Autorzy: Yoshio Tatada, Meshi Cena: 23.90 PLN Ilość stron: Około 170 Tomy: 1 (zakończone) Gatunek: Komedia, dramat, romans, okruchy życia Widownia: Josei
Subscribe
Powiadom o 
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Jacek "Leniwiec" Kraśnicki
Od lat jaram się japońską popkulturą, a od czasu startu Leniwej Popkultury, również serialami, filmami i animacjami z całego globu. Staram się łączyć mój pracoholizm z lenistwem, ale ciężko jest wybierać między napisaniem nowego tekstu, a czytaniem ciekawostek o zwierzątkach. W wolnym czasie układam LEGO, piję zbożową kawę i spaceruję. Wiecie, że leniwce pływają trzykrotnie szybciej, niż sie poruszają?
- Advertisment -