Strona główna Mangi Mąż mojego brata | Tom 1 | Recenzja | Gdy kierują nami...

Mąż mojego brata | Tom 1 | Recenzja | Gdy kierują nami uprzedzenia

Yaichi prowadzi zwyczajne życie, samotnie wychowując córkę – Kanę. Jednak któregoś dnia jego codzienność nawiedza prawdziwe tornado. Oto w progu drzwi staje potężny Kanadyjczyk imieniem Mike, mąż zmarłego rok wcześniej brata bliźniaka Yaichiego. Mike postanowił odwiedzić Japonię po śmierci swojej drugiej połówki. Yaichi od początku nie pała radością na tę informację, ale Kana jest w siódmym niebie – wreszcie ma wujka!

Czy Yaichiemu uda się przejść nad swoimi uprzedzeniami i nawiąże dobre relacje ze szwagrem?

Mąż mojego brata, czyli jak walczyć z uprzedzeniami

Przyznam, że podchodziłem do mangi z mieszanymi uczuciami wywołanymi głównie dość dziwnym sposobem jej promocji. Ale jak sami wiecie, bardzo chętnie sięgam po tytuły z gatunku Boys Love czy też komiksy o ten temat zahaczające. Trzeba jednak zaznaczyć, że Mąż mojego brata z serią yaoi nie ma nic wspólnego. Mamy do czynienia z historią opowiadającą o utracie bliskiej osoby (w tym przypadku męża), a także ukazanie trudnej drogi przejścia nad uprzedzeniami, najczęściej wynikającymi ze strachu czy niewiedzy. Jeżeli liczyliście na jakiegoś hardcorowego yaoica to całkowicie zabłądziliście.

Całe wspomniane zagadnienie jest poruszane od strony psychologicznej, ale też wyjątkowo “ludzkiej”. Brak tutaj skrajności w stylu “chłopak dziewczyna…”. Zamiast nich czytelnik staje naprzeciwko myślenia osoby mniej radykalnej, ale wciąż zamkniętej. O co można pytać? Jakich tematów nie poruszać? Jak się zachowywać? Myślę, że właśnie takie “dylematy” częściej spotyka się w realnym życiu. Tagame Gengoroh – znany zresztą z zamiłowania do mang z gatunku bara – pokusił się w omawianym komiksie na ciekawy zabieg.

Raz na jakiś czas widzimy dwie alternatywne ścieżki rozwoju dyskusji między Yaichim, Kaną i Mikiem. Jedna dotyczy myśli głównego bohatera – najczęściej są to dialogi bardzo nieuprzejme czy wręcz agresywne. Druga to faktycznie wypowiadane słowa. Dzięki nim widzimy, w jakim rozkroku stoi Yaichi, częściowo działając na przekór sobie, ale też starając się zachować należytą uprzejmość.

Mąż mojego brata to również łamanie stereotypów. Następuje to zupełnie naturalnie. Najczęściej na pomoc przychodzi urocza Kana, która z łatwością punktuje dziwactwa ojca. Choćby fakt, że nie chciał, aby Mike u nich nocował, mimo że resztę rodziny przyjmuje zawsze bez problemu. Myślę, że właśnie w takich kwestiach Mąż mojego brata może pozytywnie wpłynąć na myślenie części czytelników o osobach homoseksualnych. Dobra robota!

A jaką rolę odgrywają bohaterowie?

Jak już się domyśliliście, cała fabuła mangi kręci się wokół postaci i samego faktu obcowania ze sobą. Nie dzieją się żadne nadzwyczajne rzeczy, po których Yaichi na pstryknięcie palców zmienia swój sposób myślenia. Faktycznie, poznajemy go jako osobę może nie tyle przeciwną związkom jednopłciowym, ile bardzo mocno niedoinformowaną, przepełnioną strachem. Widać to niemal po każdym jego zachowaniu. Pomagają też skrzętnie ułożone dialogi, które wypływają z jego ust. Z czasem jednak zaczynamy widzieć w nim delikatne zmiany. 

Urzekła mnie sytuacja, gdy całą rodziną wyszli na spacer i był to taki pierwszy krok ku lepszemu, ale Yaichi zapytany, kim jest ten cudzoziemiec, odpowiedział “przyjacielem mojego brata”. Jakie to ludzkie, prawda?

Na szczęście manga posiada również pokłady dobroci i otwartości w postaci Kany. Jej dziecięca prostota – w dobrym tego słowa znaczeniu – napawa wielkim optymizmem. Moment, gdy przyjęła Mike’a z otwartymi ramionami, stanowił piękny kontrast do zachowania jej ojca. Nie można pominąć, że to właśnie przez wzgląd na Kanę Yaichi stara się przełamywać swoje uprzedzenia.

A Mike? Mike po prostu jest. Czuć – czasem widać – że niesie ze sobą balast emocjonalny, bije od niego ciepło i dobroć. Chciałbym jednak, aby w przyszłych tomach ukazano jakieś jego wady, żeby dodać mu nieco głębi. Na ten moment widnieje w nieco zbyt ciepłych barwach.

Nie może być za dobrze

I tak jak fabularnie Mąż mojego brata naprawdę mi się podobał, tak co do strony graficznej mam mieszane uczucia. Przede wszystkim w oczy rzucają mi się brzydkie modele postaci. Już pominę fakt, że mogłyby stać ramię w ramię z postaciami z Bakiego, ale to kwestia gatunku. Bohaterowie są zwyczajnie brzydcy. Wyglądają, jak wyjęte wprost z poradnika “Jak rysować mangę dobrze”. Kadry skupiające się wyłącznie na twarzy bohaterów są w porządku, jednak reszta, cóż, nie wypada najlepiej.

Znacznie lepiej wypadły w moim odczuciu tła. Często w mangach nie zwraca się na nie uwagi – głównie przez fakt, że są rysowane na gotowych wzorach. W tym przypadku tła mają charakter szkicu i to przyciąga wzrok.

Mąż mojego brata to dobra i potrzebna manga

Co do polskiego wydania, za które jest odpowiedzialne Studio JG. Cieszę się, że wybrano tak śliczny dodatek. Pocztówka, którą widzicie powyżej, do omawianej mangi to jeden z nielicznych dodatków, który będę trzymał na widoku! Boli jednak, że wkradła się literówka już na pierwszej stronie komiksu. Liczę, że w dodrukach zostanie poprawiona.

Koniec końców Mąż mojego brata to całkiem dobra manga. Nie sądziłem, że dostanę aż tak realnie i naturalnie odwzorowany problem uprzedzeń wobec osób homoseksualnych. W tej kwestii spotkało mnie miłe zaskoczenie. Od strony wizualnej, niestety, nie ma szału. Okładka od początku nie przypadła mi do gustu, a w środku komiks nie prezentuje się znacznie lepiej.

Niemniej, z wielką chęcią sięgnę po kolejne tomy, choćby po to, aby obserwować, jak autor porusza najbardziej przyziemne oblicza uprzedzeń… Oraz przez wzgląd na wyjątkowo zabawny plot twist na końcu. Dlatego Wam również tę mangę polecam!

Koniecznie odwiedźcie też naszą stroną na Facebook’u – Leniwa Popkultura, żeby nie przegapić żadnego z newsów!

Subscribe
Powiadom o 
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Avatar
Leniwiec
Nieidealny perfekcjonista, który łączy w sobie tyle samo szczęścia ile smutku. Wszystko to przekłada na swoje teksty. Kiedyś postanowił założyć Leniwca i teraz pracuje, aby to była jego najlepsza decyzja w życiu. Życie to Kołchoz.
- Advertisment -