Strona głównaKomiksy MarvelaMarvel Fresh: Venom | Tom 1 | Recenzja | Żyć w zgodzie...

Marvel Fresh: Venom | Tom 1 | Recenzja | Żyć w zgodzie ze sobą

Panteon bohaterów Marvela jest ogromny i nie ulega to wątpliwości. Przez dekady przeróżni twórcy zalewali nas mniej i bardziej interesującymi herosami, którzy próbowali ratować siebie, swoich bliskich, a także cały świat. Do wyboru, do koloru. Warto jednak mieć na uwadze, że wespół z rozwojem tej dobrej strony, trzeba było dbać także o antagonistów.

Wszyscy przecież doskonale wiemy, że każdy mistrz musi mieć swojego nemezis, aby osiągnąć pełnię umiejętności. Tu działa to bardzo podobnie. I choć przez lata poznawaliśmy kolejnych antybohaterów, a wielu na stałe zapisało się w historii (jak Loki, Thanos czy Kang), to jest jeden, którego nazwa zdaje się szczególnie głośno wybrzmiewać. Ten, o którym musiał słyszeć absolutnie każdy – Venom!

Antagonistyczny bohater

Marvel Fresh cały czas się rozkręca, a kolejnym pełnoprawnym tomem, który można uznać za „nowe otwarcie” dla jakiejś postaci, jest właśnie historia wspomnianego symbionta – połączonego z ex-reporterem, Eddiem Brockiem. W komiksie nie dostajemy jednak takiego obrazu potwora, jaki znamy z wielu innych. Autor, Donny Cates, pokusił się tu o zabieg, którego mało kto się spodziewał – postanowił „uczłowieczyć” Venoma.

Jasne – to dalej potwór i właściwie już od kilku serii wydawniczych nie możemy mówić o bezwzględnej bestii, ale kosmicznym bycie, który ma w sobie nieco dobra i w gruncie rzeczy jest skłonny bronić cierpiących (w mniej lub bardziej brutalny sposób, do czego jeszcze wrócę). Tu jednak wszystko poszło kilka kroków dalej i dostaliśmy bestię na rozdrożu. Symbionta, dla którego największym wrogiem staje się on sam – co niejednokrotnie pada między wierszami.

Warto zaznaczyć, że w samym sercu historii znajduje się relacja pomiędzy przybyszem z kosmosu a Eddiem. Życie w symbiozie nigdy nie było łatwe. Teraz jednak, gdy jedna ze stron zaczyna przejawiać zachowania, które sugerują prostą drogę do postradania zmysłów, wszystko robi się wyjątkowo trudne. Mimo tego wspólny wróg potrafi połączyć, jak nic innego. I tutaj właśnie ten przekaz okazuje się fundamentalny. Czyta się to wybitnie.

Wizualna uczta

Może będzie to opinia niepopularna, ale uważam, że historia nie byłaby tak dobra, gdyby nie kapitalni rysownicy. Przez pierwszy tom przewija się ich trzech – Joshua Cassara, Ryan Stegman oraz Iban Coello. I wszyscy odrobili swoją pracę domową na „5”. Komiks ma przerażać, wprowadzać w stan niepokoju, a przy tym sprawiać, że sam mrok będzie przytłaczający – to właśnie robi kapitalnie.

Co więcej, każdy chyba wie, kim jest Venom. Choćby nie wiem, jak dobrze moralnie chciał działać, jego sposoby rozwiązywania problemów są zawsze niebywale brutalne. Podobnie jest tutaj, a biorąc pod uwagę jego symbiotyczną formę, możecie spodziewać się naprawdę mocnych scen. Tego się jednak oczekuje od takiego komiksu, więc nikt nie powinien czuć się zawiedziony.

Ah, nie mogę zapomnieć o scenach, które mają symulować dynamikę akcji – tutaj również poszło świetnie. Zdaję sobie sprawę, że te akapity brzmią jak laurka dla rysowników, ale nawet jeśli tak, to nie ma w tym nic złego. W pełni na nią zasłużyli. Zresztą, spójrzcie tylko na kadry, które przeplatają recenzję. Wypadają fantastycznie, a gwarantuję, że na żywo jest to kilka poziomów wyżej.

Venom – czy warto przeczytać?

Venom wreszcie dostał w Polsce własną serię, która będzie mogła przez dłuższy okres radować czytelników. I jest to strzał w dziesiątkę. Już przed lekturą słyszałem o tej pozycji naprawdę wiele dobrego, ale będąc szczerym, nie spodziewałem się, że Donny Cates tak bardzo dowiezie. Dostajemy prawdziwą mieszankę komiksu superbohaterskiego, horroru oraz thrillera. Niekiedy nie wiadomo, co czyha na następnej stronie.

Wydaje mi się, że wszystko tu zagrało i mam po prostu nadzieję, że kolejne tomy będą przynajmniej częściowo tak udane, jak właśnie ten. Mroczny obraz Nowego Jorku, trudna relacja, bolesne przeżycia i perspektywa stawienia czoła wrogowi, który zdaje się najtrudniejszym z dotychczasowych… To wszystko może niszczyć, ale może także wzmacniać. I jestem niezwykle ciekaw, jak potoczy się w to w przypadku Eddiego i Venoma.

Nie przedłużając – recenzowany tom jest najlepszym z tych, które ukazały się dotychczas w ramach Marvel Fresh. Wciąga bardziej niż „The Amazing Spider-Man” (recenzję przeczytacie tutaj) i zdaje się zakrojony na większą skalę, niż „Avengers: Ostatnia Fala” (po tę recenzję zapraszam z kolei tutaj). A jeśli wszystko pójdzie dobrze i utrzyma odpowiedni poziom, będziemy mogli mówić o zdecydowanej topce ostatnich lat. Jest na co czekać!

PODSUMOWANIE

Wydanie: 2021
Seria/cykl: MARVEL FRESH
Scenarzysta: Donny Cates
Ilustratorzy: Ryan Stegman, Joshua Cassara, Iban Coello
Tłumacz: Zofia Sawicka
Typ oprawy: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 280
Data premiery: 16.06.2021
Subscribe
Powiadom o 
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Kajetan "Kajtii" Węsierski
Zajarany popkulturą, nową technologią, marketingiem i sportem. Dużo czytam, oglądam, słucham i gram. Od małego kręcą mnie japońskie anime i amerykańskie kreskówki, literatura faktu i fantastyka oraz mangi i komiksy. Jednym słowem - geek. Piszę z życia i żyję z pisania - ot mój cały świat.
- Advertisment -