Łowcy smoków | Tom 1 | Recenzja | Czy ktoś zamawiał kotleta ze smoka?

Życie łowcy smoków nie należy do najłatwiejszych. Wiecznie w rozjazdach (lotach?), bez możliwości zagrzania stałego miejsca. Na dodatek ryzyko zawodowe jest dość wysokie, w końcu nie bez powodu wynajmuje się ludzi do eksterminacji tych niebezpiecznych stworzeń. Zarobki w głównej mierze składają się z prowizji od zabitego smoka, na którego i tak trudno z resztą trafić. Z powodu tego, że kiedyś łowcami stawali się głównie uciekinierzy bądź złoczyńcy, nie można też liczyć na zbytnią przychylność ludności lokalnej. Czy ten zawód posiada w ogóle jakiekolwiek plusy? 

Tak, jeden, i to dość znaczący. Smoki są naprawdę pyszne!

Jak upolować (i zjeść) smoka?

A przynajmniej tak by odpowiedział jeden z głównych bohaterów tej serii, Mika. Jako doświadczony łowca smoków, stanowi nieodzowny element składowy załogi Queen Zaza. Na co dzień, podróżują oni z miejsca na miejsce w poszukiwaniu smoczych przysma… tzn. smoków do zlikwidowania. A te są dość różnorodne. Nie wpisują się z pewnością w klasyczny smoczy kanon – w każdym rozdziale mamy do czynienia z innym gatunkiem smoków, które to jednym razem mogą przypominać ryby, innym jaszczurki, a jeszcze innym bliżej nieokreślone stworzenia. W sumie bardziej adekwatnym określeniem byłoby po prostu „polowanie na potwory” niż smoki, chociaż dzięki temu czytelnik może z biegiem historii coraz mocniej zagłębiać się w świat przedstawiony.

Łowcy smoków od strony fabularnej nie należą do zbyt skomplikowanych, ot, codzienne „zwyczajne” życie ludzi zajmujących się zawodowo zabijaniem latających stworów. Klimat, mimo każdorazowej akcji ubijania smoka, jest spokojny i nieco melancholijny. Zaskoczyło mnie jak ważną częścią życia naszych protagonistów jest jedzenie – każdy rozdział zawierał w sobie przynajmniej jeden fragment związany z gotowaniem i spożywaniem upolowanych smoków. W pewnym momencie miałam wrażenie, jakbym czytała bardziej mangę kulinarną niż fantasy. Podkreślały to dodatkowo umieszczane pod koniec rozdziału, przepisy kulinarne na spożywane przez bohaterów dania ze smoków (element smoczego mięsa spokojnie można w większości przypadków zastąpić zwyczajnym kurczakiem). Nie każdemu taki sposób prowadzenia fabuły może przypaść do gustu, zwłaszcza że osobiście spodziewałam się nieco więcej dynamiczności.

Gdzie jest moja załoga?

Pierwszy tom należy raczej traktować jako baaaardzo długi wstęp do historii, przez co nie pokazano jeszcze zbyt wiele postaci. Mika to typowy silny żarłok, który mimo parania się takim, a nie innym zawodem kocha smoki nad życie. Co ważne, nie jest on nadmiernie okrutny wobec tych stworzeń i co do zasady chce szybko ukrócić ich cierpienie. Z kolei nowa członkini załogi, Takita, jest energiczną, młodą dziewczyną, która pilnie potrzebuje pieniędzy. Vannie, tajemnicza piękność, wydaje się skrywać sporo sekretów związanych z jej domem rodzinnym. Natomiast Giraud, syn jednego z łowców smoków, poważnie podchodzi do swoich obowiązków oraz wykazuje się talentem do nawigacji. 

Jestem ciekawa czy w dłuższej perspektywie seria nabierze jakichś rysów fabularnych, czy mimo wszystko nadal będzie składać się z raczej luźniejszych opowieści na temat zabijania poszczególnych gatunków smoków. Osobiście chętnie poznałabym bliżej resztę załogi oraz ich motywacje związane z przyłączeniem się do Queen Zazy. Jenak nie przeszkadzałoby mi, gdyby tak się nie stało. Zwłaszcza że, niestety, nie zostałam zbytnio porwana przez świat „Łowców smoków”. To nie jest oczywiście zła manga, ale miałam wobec niej nieco większe oczekiwania. Spodziewałam się rozbudowanego świata fantasy z masą akcji, a finalnie dostałam obyczajówkę kulinarną ze smokami jako elementem składowym.

Łowcy smoków pośród chmur

Kreska momentalnie wydaje się być nieco niechlujna, ale w żadnym wypadku nie jest to zarzut – sprawdza się to bardzo dobrze w przypadku prezentacji poszczególnych gatunków smoków. Projekty postaci również są bez większych zarzutów, chociaż przy takiej mnogości postaci ciężko mi się jeszcze połapać kto jest kim. Jeśli chodzi o tła, to dla fanów pochmurnego nieba seria powinna przypaść do gustu. Człowiek aż ma ochotę wyjść na zewnątrz, położyć się na trawie i spojrzeć w górę.

Przede wszystkim jakość

„Łowcy smoków” była jedną z propozycji „dla starszego odbiorcy” wśród mang z Jesiennego Festiwalu Mangowego od Studia JG. Poza dokładnym wydaniem i przepięknym projektem obwoluty świadczy też o tym podwójny sposób wydania – w twardej i z miękką okładką do wyboru. Jako że wcześniej nie miałam styczności z podobnym tytułem, miękka okładka w 100% przypadła mi do gustu i wystarczyła w zupełności dla moich czytelniczych potrzeb. Chociaż chciałoby się mieć tak ładnie wydany tytuł w twardszej oprawie na półce… Sam dodatek w postaci papierowej wersji „bitwy w statki”” idealnie wpisał się w motyw przewodni serii. Aż szkoda z niego korzystać, przy tak ładnej oprawie graficznej.

Przez smocze żołądki do serca

Seria ta może nie należy do zbyt porywających czy zaskakujących, ale bardzo przyjemnie mi się ją czytało. Sprawdzi się w sam raz na leniwy wieczór kiedy ma się ochotę na przeczytanie czegoś niezbyt wymagającego myślenia, ale równocześnie niezbyt głupiego. Dla nieprzekonanych dodatkowym argumentem może być fakt, że na Netflixie można znaleźć animowaną adaptację tej mangi. Niestety, sama jej nie widziałam, ale zawsze jest to jakiś sposób, by legalnie zapoznać się z daną serią.
Jesteśmy już praktycznie na samym końcu cyklu recenzji serii z Jesiennego Festiwalu Mangowego od Studia JG! Do tej pory omówiliśmy już między innymi Beastars, Hanako czy Sprzedałem swoje życie za 10000 jenów rocznie.

Odwiedźcie też naszą stronę na Facebook’u – Leniwa Popkultura, aby nie przegapić żadnych newsów ze świata mangi i anime!

Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments