Księgi Magii: Dobór składu | Tom 1 | Harry Potter w świecie Sandmana?

„Sandmana” chyba nikomu nie trzeba przedstawiać. Kultowa seria Neila Gaimana, hit lat 90., wciąż ma się świetnie. Nie tak dawno fani otrzymali audiobook z udziałem znanych aktorów, Netflix produkuje serialową ekranizację, a kolejna generacja czytelników odkrywa dla siebie zbiór komiksów.

Ten wzbogacił się ostatnio o nowe tytuły. Poza kanonicznymi tomami i spin-offami na rynku pojawiła się bowiem seria „Sandman Uniwersum”. Należą do niej opowieści autorstwa różnych scenarzystów, którym Gaiman oddał do dyspozycji swój świat i pomysły. Jedną z nich, nowego „Lucyfera”, recenzował już dla Was Michał; dziś czas na „Księgi magii” – serię o przygodach współczesnego chłopaka, który ma zostać czarodziejem.

Brzmi znajomo? Cóż, na tym podobieństwa do „Harry’ego Pottera” się nie kończą, choć nie jest to plagiat przygód czarodzieja z Hogwartu. Przyjrzyjmy się więc bliżej fabule, bohaterom i wątkom magiczno-obyczajowym w pierwszym tomie komiksu Kat Howard. Sprawdźcie, jaka historia kryje się pod okładką z ciemnowłosym okularnikiem i ile ma wspólnego z dziełem Gaimana.

Jesteś czarodziejem, Tim!

Głównym bohaterem „Ksiąg…” jest Timothy Hunter, młody chłopak ze skomplikowaną sytuacją rodzinną. Mama Tima zaginęła, a przybity jej zniknięciem ojciec chłopca całe dnie spędza przed telewizorem. Jakby tego było mało, Timothy nie ma prawie żadnych przyjaciół, a w szkole dręczy go kolega z klasy (wyjątkowo niesympatyczny typ o imieniu Tyler). Jedyne oparcie znajduje w bezdomnej Hettie, szkolnej znajomej Ellie oraz swojej nauczycielce – pani Rose.

Raczej nieciekawy los Tima odmienia się wraz ze snem, w którym zostaje postawiony przed wyborem: może zostać najpotężniejszym magiem świata albo wieść zwyczajne, beztroskie życie. Jest tylko jeden haczyk – używanie magii wiąże się z licznymi niebezpieczeństwami i niesie za sobą poważne konsekwencje.

Ponieważ nasz bohater jest jeszcze w wieku, w którym nie myśli się wiele o konsekwencjach, bez wahania wybiera ścieżkę magii. Ma nadzieję, że z jej pomocą uda mu się odnaleźć mamę. Niestety, okazuje się, że to wcale nie takie łatwe. Pierwsza książka do nauki magii, którą dostaje Tim, najpierw nie chce mu ujawnić swojej zawartości, a kiedy w końcu to robi, nastolatek ściąga na siebie kłopoty…

Śrubokręt zamiast różdżki

Śledząc przygody Tima, nie można uniknąć porównywania tego komiksu z książkami J.K. Rowling. Już sama okładka jednoznacznie kojarzy się z Harrym Potterem i budzi w nas określone oczekiwania. Spodziewamy się, że dostaniemy podobny świat i historię o chłopcu szukającym swojej mocy, tożsamości oraz wartości. I tak w dużej mierze jest: autorka daje nam bohatera z nieciekawym życiem, obietnicę stania się potężnym czarodziejem, sowią towarzyszkę i naukę magii. Tyle że Tim, w przeciwieństwie do Harry’ego, nie ma swojego Hogwartu. Różdżkę zastępuje mu więc śrubokręt, a Dumbledore’a – pani Rose, która oprócz pracy w szkole okazuje się mieć kontakt z nadprzyrodzonymi mocami. Chłopak nie opuszcza więc świata „mugoli”; musi w nim jakoś żyć, co generuje dodatkowe problemy.

Opowieść snuta przez Kat Howard jest trochę bardziej przyziemna i brutalna niż początki „Pottera”. Życie młodego adepta magii nie ulega znacznej poprawie wraz z postanowieniem „Tak, od teraz będę magiem”. Nadal jest skazany na życie z pogrążonym w beznadziei ojcem i znoszenie szyderstw Tylera. Nieświadomość własnej mocy sprawia też, że z ręki Tima giną ludzie, przez co chłopak ma koszmary, a „ci źli” chcą go dopaść jeszcze bardziej. Ach, nie zapominajmy również o śmierci ulubionego nauczyciela i zniknięciu jedynej przyjaciółki…

//www.instagram.com/embed.js

Kolor magii

Trzeba przyznać, że jak na świeżo upieczonego czarodzieja to całkiem sporo – dziwię się, że chłopak jeszcze się nie załamał. Cieszy mnie jednak, że jego droga nie jest usłana różami, a magii nie przedstawia się tutaj jako rozwiązania wszystkich problemów. Magia w “Księgach…” jest brudna, niełatwa i niebezpieczna. Nie jest też ani dobra, ani zła – wymaga więc odpowiedzialności i dojrzałości ze strony jej użytkowników. A tego Tim dopiero musi się nauczyć.

Wreszcie, w przeciwieństwie do Harry’ego Pottera, „Księgi magii” – jako dzieło tekstowo-wizualne – mogą się pochwalić dobrymi ilustracjami. Rysunki znanego m.in. z „Doom patrol” Toma Fowlera są charakterystyczne, dynamiczne i bardzo klimatyczne, w czym spory udział ma dobór kolorów (dużo czerwieni i błękitu). Dobrze prezentują się zwłaszcza sceny akcji oraz momenty zderzenia różnych rzeczywistości. Tu rysownik mógł poeksperymentować z formą i zaszaleć z wyobraźnią. Szkoda tylko, że tak rzadko miał ku temu okazję. Mam nadzieję, że w kolejnych tomach to się zmieni – w końcu wizyta w Śnieniu czy samych snach daje spore pole do wizualnego popisu.

Gdzie tu Sandman?

No dobrze, związki komiksu z Potterem już omówiliśmy, ale… co z „Sandmanem”? Historia osadzona w uniwersum wykreowanym przez Gaimana powinna mieć z nim przecież coś wspólnego, prawda?

Rzeczywiście, na kartach pierwszej z „Ksiąg magii” pojawiają się niektórzy bohaterowie znani fanom serii. Są wśród nich staruszka Hettie, Kain i Abel, kruk Matthew oraz sam Władca Śnienia. We wzmiankach innych postaci żyją też bibliotekarz Lucien czy Ewa, matka zwaśnionych braci. Miło ponownie zobaczyć znajome twarze i odwiedzić Śnienie, jednak czy to wystarczy, by poczuć klimat oryginału?

Stary schemat w nowych szatach…?

I tak, i nie. Z jednej strony udało się twórcom uchwycić barwność i niezwykłość tego świata oraz jego bohaterów, z drugiej – zabrakło mi tu pierwiastka mitologicznego oraz intertekstualnego. Tym, co urzekło mnie w „Sandmanie”, był jego miks wierzeń, kultur i opowieści. Legendy pierwotnych ludów współistniały tam z bohaterami naszej popkultury, a stare i znane historie literatury świata opowiadano na nowo, dając im drugie, ciekawsze życie. Natomiast pierwszy tom „Ksiąg magii” pozostawia niedosyt w tej sferze. Retelling Harry’ego Pottera w wersji nieco mroczniejszej i osadzonej w innym uniwersum to ciekawy zabieg, tylko czemu właściwie ma służyć? Czy ta historia naprawdę ma do zaoferowania coś nowego, czy będzie tylko powtórzeniem dobrze znanego schematu? Podróżą – fizyczną i rozwojową – której przebieg i finał dobrze znamy z innych, podobnych opowieści? Na razie wszystko na to wskazuje, choć chciałabym wierzyć, że się mylę.

Więcej drugiego planu!

Drugim aspektem, którego brak odczułam przy lekturze, jest głębia postaci. Bohaterowie oryginalnego „Sandmana”, także ci drugoplanowi, to istoty z krwi, kości i duszy. Są bardzo charakterystyczni, autentyczni i ludzcy, nawet jeśli ludźmi nie są. Wszystkim im Gaiman poświęcał dość uwagi, traktował ich z szacunkiem, pozwalając, by każdy miał swoje pięć minut. Tu niestety nie dostrzegłam podobnego podejścia; głównym bohaterem jest bezsprzecznie Tim, a pozostali ludzie wokół są bardziej rekwizytami niż pełnoprawnymi uczestnikami wydarzeń. Wielka szkoda, bo widzę tu niewykorzystany potencjał.

Kto może przeczytać Księgi magii?

Z wymienionych wyżej powodów „Księgi magii” mogą okazać się nietrafionym prezentem dla ortodoksyjnego fana „Sandmana”. Jeśli ktoś spodziewa się kopii stylu Gaimana i okazji do lepszego poznania Władcy Śnienia, zwyczajnie się zawiedzie. To raczej ciekawostka dla kolekcjonerów, nierozszerzająca naszej wiedzy na temat tego uniwersum. Chociaż kto wie, to dopiero początek – być może kolejne części zaskoczą i zaintrygują także tę grupę odbiorców.

Dla kogo w takim razie są „Księgi Magii”? Czy komiks będzie zrozumiały dla tych, którzy nie mieli dotąd do czynienia z „Sandmanem”? Myślę, że w dużej mierze tak. Ten świat nie jest na tyle hermetyczny, żeby nowicjusze nie mogli do niego wejść bez przygotowania. Mogą co prawda być nieco przytłoczeni nowymi dla siebie elementami, ale jeśli nie potrzebują dodatkowych wyjaśnień co do roli i tożsamości pewnych postaci, powinni sobie dać radę. Poza tym może zachęci ich to do zapoznania się z kanonem.

Księgi magii: dla dorosłych czy dla nastolatków?

Osobiście mam problem z kategorią wiekową przyznaną temu komiksowi. Czytając „Księgi magii”, czułam, że to raczej rzecz dla młodszego czytelnika. W końcu protagonistą jest nastolatek, który przeżywa typowe dla tego wieku rozterki, a w fabule brak specyficznie „dorosłych” treści. Myślałam tak mniej więcej do sceny, w której pojawiają się wywleczone na wierzch trupie wnętrzności. Później wydarzają się też inne nieco brutalne momenty, które mogłyby zostać uznane za zbyt drastyczne dla młodego lub wrażliwego odbiorcy. Dopiero wtedy uznałam, że może jednak nie jest to komiks dla wszystkich.

Mimo to kategoria „tylko dla dorosłych” wydaje mi się lekką przesadą. Mam wrażenie, że gdyby usunąć z komiksu pojedyncze sceny, etykieta +18 w ogóle straciłaby rację bytu. Tym bardziej że dorosły czytelnik właściwie nie ma tam czego szukać. No, chyba że jest fanem sentymentalnych podróży do przeszłości i lubi współczesne baśnie dla samej ich barwności oraz „przygodowości”. Albo szuka nawiązań do „Sandmana” i innych dzieł kultury (tych ostatnich nie znajdzie tu w nadmiarze, nie licząc „Harry’ego Pottera”, Biblii czy „Imienia róży”).

Magicznych snów!

Tak właśnie prezentuje się „Dobór składu”, pierwszy tom nowej Sandmanowej (pod) serii. Znajdziecie w nim szczyptę realizmu pomieszanego z magią i snami, parę znajomych postaci oraz sporo nowych postaci, a do tego przygodę w sosie z krwi i flaków.

Jak dalej potoczą się losy młodego czarodzieja? Mam nadzieję, że droga obrana przez scenarzystkę nie wiedzie utartym szlakiem, tylko w końcu czymś nas zaskoczy. Miło byłoby też bliżej poznać innych bohaterów. Chętnie dowiedziałabym się na przykład, czy kim właściwie jest pani Rose i czy szkolny dręczyciel Tima, Tyler, jest takim samym chojrakiem u siebie w domu.

Jeśli więc wychowaliście się na „Potterze” i lubicie opowieści o młodych czarodziejach mierzących się z trudami dorastania oraz własną mocą, możecie dać „Księgom magii” szansę. Znajomość uniwersum „Sandmana” nie jest obowiązkowa, ale na pewno ułatwi zrozumienie, skąd wzięły się w fabule dane postaci. Pamiętajcie, że to jednak zupełnie odrębna historia, dla której świat Gaimana jest tylko tłem. Więcej Snu i mieszkańców Śnienia znajdziecie w klasycznym „Sandmanie”, którego zresztą – jako fanka – serdecznie Wam polecam.

No, to zamiast czekać na list z Hogwartu albo wizytę Morfeusza w Waszych snach, sięgnijcie po ten komiks. A nuż Wam się spodoba.

Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments