Strona głównaMangiKlątwa Haru | Recenzja | Jak poradzić sobie z duchami przeszłości?

Klątwa Haru | Recenzja | Jak poradzić sobie z duchami przeszłości?

Dwa dni temu Ewa napisała dla Was tekst, w którym wzięła pod lupę toksyczny obraz miłości w różnych produkcjach filmowych. Punktuje w nim, jak twórcy przekazują nam w swoich dziełach zupełnie nierealne wizje związków czy rozkwitu uczuć. Ja również chciałbym pociągnąć ten temat, – w końcu luty jest miesiącem zakochanych, prawda? – w bardziej przyziemnym, choć nietypowym ujęciu.

Klątwa Haru czekała z recenzją na premierę drugiego tomu, gdyż to już całość serii. Uznałem, że nie warto rozbijać tej historii na osobne teksty i był to strzał w dziesiątkę. Kolejna „cicha” zapowiedź z Jesiennego Festiwalu Mangowego okazała się czarnym koniem całego wydarzenia. Wcześniej zachwycałem się już nad mangą Sprzedałem swoje życia za 10000 jenów rocznie, o której poczytacie tutaj.

Czym zaskoczyła mnie Klątwa Haru? Jak rozumiem tytułową klątwę? I najważniejsze: czy warto kupić tę mangę?

Duchy przeszłości

Żeby zrozumieć aktualne wydarzenia, musimy najpierw cofnąć się nieco w czasie. Przed wieloma wiekami ród Tachiban był ceniony za swoje bogactwo. Dzisiaj jednak po dawnej świetności rodziny nie zostało już niemal nic, prócz ciągłości nazwiska i więzów krwi. Jak się okazuje: czasem wystarczy tylko tyle. Jedna z córek Tachibanów wpada w oko głowie rodziny Hiiragi. Zdolna i sympatyczna Haru stanowi świetny materiał na żonę dla najmłodszego syna Hiiragich – Togo. Szybko aranżuje się zaręczyny i para zaczyna ze sobą randkować. W tym czasie druga córka – Natsumi czuje się opuszczona przez ukochaną siostrę. Do tej pory były niemal nierozłączne i planowały wspólną przyszłość.

Życie jednak lubi układać się tak, żeby pokrzyżować nasze plany. Haru zaczyna ciężko chorować i mimo najlepszej opieki, wkrótce umiera. Z kolei Togo… zaczyna potajemnie spotykać się z Natsumi.

Klątwa Haru. Wrażenia po dwóch tomach

Brakowało mi ostatnio dobrej, dojrzałej mangi, z bohaterami, których po pierwsze: polubię, a po drugie: z którymi będę mógł się w jakimś stopniu utożsamiać. Pierwszy tom Sprzedałem swoje życie za 10000 jenów rocznie w pewnym sensie zaspokoił tę potrzebę, jeśli jednak śledzicie naszego Instagrama, wiecie, że kontynuacja aż tak bardzo mnie nie porwała. Wraz z przybywającymi latami, coraz rzadziej mam ochotę sięgać po romanse w stylu Toradory czy Ścieżek Młodości, mimo że kiedyś bardzo je lubiłem. Zwyczajnie nie dotykają mnie już problemy gimnazjalistów, a na ich reakcje oraz zachowanie patrzę z przymrużeniem oka. Na szczęście na rynku znajdzie się też coś dla takich dziadków, jak ja. Między innymi omawiana właśnie Klątwa Haru.

Co warto zaznaczyć: bardzo długo nie ma tutaj w ogóle mowy o czymś takim jak miłość, a przynajmniej nie między głównymi bohaterami. Asuka Konishi – autorka mangi – daje czytelnikom sporo czasu na wnikliwe poznanie Natsumi. Już od pierwsze strony jasno nakreślają jej położenie i to, co odczuwa. Z biegiem fabuły dodawane są kolejne warstwy w postaci przeszłości obu sióstr oraz łączących ich uczuć. Z kartek wylewa się smutek i żal, a odbiorca błądzi we mgle, tak, jak postać, którą śledzi. Gdy nastolatki non stop analizują swoje uczucia względem drugiej połówki, Klątwa Haru nie daje na to miejsca. Miłość pojawia się znienacka, nie wtórują jej fanfary ani nawet pompatyczne wyznania. Po prostu nadchodzi moment uświadomienia, co zresztą jest bardzo zbliżona do faktycznego rozwoju uczuć w realnym świecie.

Czy klątwa naprawdę istnieje?

Co ciekawe, główne skrzypce odgrywa tutaj nieżyjąca już, tytułowa Haru. Oczywiście nie w postaci ducha nawiedzającego kochanków, tylko nieprzerobionej straty, jakby to nazwali psychoterapeuci. Duch Haru w głowie Natsumi podąża za nią krok w krok, stanowiąc pryzmat, przez który żyjąca siostra ocenia swoje postępowanie, niejako też blokuje ją przed podejmowaniem jakichkolwiek działań. Natsumi dryfuje więc wolno z nurtem, bezczynnie oddając się na pastwę losu. Z kolei w drugim tomie wiecznie uśmiechnięta Haru, jak łąka wiosną, nabiera zupełnie nowych, mniej idealnych barw.

Sądzę, że autorka najwięcej czasu włożyła w stworzenie Natsumi. Często w komiksach spotykamy się z jednowymiarowymi postaciami. Klątwa Haru pokazuje, że tak wcale nie musi być! Natsumi łączy w sobie wiele sprzecznych cech, z jednej strony zachowuje się jak typowy lekkoduch, a z drugiej bez ustanku walczy z wyrzutami sumienia. Potrafi wydajnie pracować, a przy tym zachowuje się, jakby nie umiała podjąć decyzji. W końcu – chciałaby iść naprzód, podejmuje ku temu działanie, ale boi się zrobić konkretny krok. Jak wspomniałem wcześniej w tekście, wreszcie mogłem w pełni utożsamić się z jakąś postaci z mangi. Chociaż nie randkuję z narzeczonym swojej zmarłej siostry, to doskonale rozumiałem, co czuje Natsumi.

W tym wszystkim najgorzej wypada zdecydowanie Togo. Nawet jego okazjonalny uśmiech nie zmieniał wrażenia, że owy jest wyjątkowo realistycznym cyborgiem. W zestawieniu z opisywanymi wyżej bohaterkami zwyczajnie brakowało mu ludzkich cech.

Wiosenny pejzaż

Warstwa wizualna zasługuje na pochwałę, bo choć ciężko doszukać się w niej kadrów godnych miana dzieł sztuki, wybija się oryginalnością na tle innych komiksów. Autorka posiada niepowtarzalny styl rysunku, który pewnie nie każdemu przypadnie do gustu, ale Klątwa Haru na pewno nie wygląda, jakby wyjechała z taśmowej produkcji. Kreska jest gruba i mało szczegółowa. To z kolei pozwala na mały skok w kierunku komedii i, przyznam, skok udany, bo niektóre pozy Natsumi potrafią rozbawić. Pozy, ale też mimika, bo główna bohaterka ma zwariowaną minę na każdą okazję.

Gorsze wrażenie strona wizualna robi w sytuacjach bardziej poważnych. Często miałem wrażenie, że reakcje postaci są takie… nadwyraz, zbyt przedramatyzowane. Jak gdyby co kilka kadrów Natsumi dowiadywała się, że jej siostra umiera. Momentami, fakt, spełniało to swoją rolę, ale w większości raczej obserwowaliśmy przerost formy nad treścią.

Klątwa Haru. Czy warto przeczytać?

Do mangi zbierałem się długo, ale nie ma to żadnego powiązania z jej poziomem. Klątwa Haru zdecydowanie nie jest dziełem dopracowanym w stu procentach, ale ma sporo konkretnych zalet. Przede wszystkim nietypowy kontekst, w jakim rozpoczyna się akcja. Sporo miejsca na rozterki wewnętrzne postaci, a także dobre odzwierciedlenie realnego życia z jego wszelkimi wadami i zaletami. Dla kogo więc jest Klątwa Haru? Prawdopodobnie właśnie dla Ciebie, jeżeli lubisz dobrze napisany, przyziemny dramat lub też gdy czujesz, że wyrosłaś bądź wyrosłeś z gimnazjalnych romansów.

Otwarte zakończenie mangi pozwala po lekturze układać własne plany, jak potoczyły się losy Natsumi i Togo. Jeżeli Klątwa Haru już za Wami, napiszcie w komentarzach, co mogło wydarzyć się po zakończeniu mangi!

Subscribe
Powiadom o 
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Jacek "Leniwiec" Kraśnicki
Od lat jaram się japońską popkulturą, a od czasu startu Leniwej Popkultury, również serialami, filmami i animacjami z całego globu. Staram się łączyć mój pracoholizm z lenistwem, ale ciężko jest wybierać między napisaniem nowego tekstu, a czytaniem ciekawostek o zwierzątkach. W wolnym czasie układam LEGO, piję zbożową kawę i spaceruję. Wiecie, że leniwce pływają trzykrotnie szybciej, niż sie poruszają?
- Advertisment -