Strona głównaAnimeŚmierć po japońsku. Kim są shinigami i jak ich rozpoznać?

Śmierć po japońsku. Kim są shinigami i jak ich rozpoznać?

„Shinigami” – jeżeli uważacie się za fanów mangi i anime, na pewno choć raz natknęliście się na ten termin. Prawdopodobnie nie zastanawialiście się wtedy zbyt głęboko nad jego znaczeniem i pochodzeniem, bo bardziej interesowała Was fabuła danej serii. W końcu Śmierć to Śmierć, po co się nad tym rozwodzić? Przychodzi do zmarłego, macha czymś ostrym raz czy dwa i prowadzi zdobytą duszę do zaświatów. Proste, prawda?

Otóż nie do końca. Między naszą europejską wizją Kostuchy a jej japońskim odpowiednikiem jest kilka zasadniczych różnic. Sami shinigami, zależnie od historii, w której występują, prezentują się inaczej. Co więc łączy, a co dzieli zbieraczy dusz z Japonii? Od jak dawna są obecni w tamtejszej kulturze? I jaki wpływ na ich wizerunek miały zachodnie przedstawienia personifikacji śmierci?

Nawet jeśli nie są to pytania, które spędzają Wam sen z powiek, i tak zamierzam Wam na nie odpowiedzieć! Mamy przecież koniec października, a więc porę idealną do snucia opowieści o śmierci, duchach i umieraniu, a na naukę czegoś nowego czas zawsze jest odpowiedni. Przygotujcie się zatem na krótki wykład z shinigamiologii, w którym przyjrzymy się tym kwestiom przez pryzmat wybranych mang oraz serii anime. Mam nadzieję, że dzięki niemu zrozumiecie, kim właściwie są Wasze ulubione postaci.

Skąd się wzięli shinigami?

Zacznijmy od podstaw. Co oznacza samo określenie „shinigami”? Rozbierając je na czynniki pierwsze, uzyskamy znaki na „śmierć” (死 – shi) oraz „bóstwo (bóstwa)” (神 – kami), co sugeruje, że mamy do czynienia z jakimś specjalnymi bytami związanymi ze śmiercią. A czym zajmowali się shinigami, zanim trafili do komiksów i na ekrany? Cóż, głównie występowaniem w różnych podaniach i sztukach teatralnych. Wierzono na przykład, że shinigami będący duchami zmarłych łotrów mogą opętać człowieka i doprowadzić go do samobójstwa. W mniej ekstremalnych opowieściach byli po prostu przewodnikami na drodze duszy do zaświatów i strażnikami naturalnego porządku, niewidzialnymi dla postronnych.

Mogłoby się wydawać, że skoro mowa o postaciach z legend i przesądów, były one obecne w japońskiej świadomości „od zawsze”. Otóż nic bardziej mylnego! Ba, shinigami nie są nawet czysto japońskim wynalazkiem! Do Kraju Kwitnącej Wiśni i zupek błyskawicznych przywędrowali najprawdopodobniej wraz z katolickimi misjonarzami z Europy, w XVIII lub XIX wieku. Oczywiście nie oznacza to, że przed przybyciem chrześcijaństwa Japończycy nie mieli żadnych własnych nadnaturalnych pomysłów na śmierć. Mity i przesądy dotyczące tej sfery były w ich kulturze obecne od dawna. Jednak postaci zwane shinigami są stosunkowo młodym pomysłem w długiej historii Japonii.

Ktoś mógłby w tym momencie zapytać, co to właściwie za różnica – shinigami czy Ponury Żniwiarz? Po co nam jakiś odrębny termin na te postaci i ich specjalne traktowanie? Cóż, choćby dlatego, że „nasza” poczciwa kostucha i japońscy shinigami to nie do końca to samo. Przejmując elementy zachodnich wierzeń, Japończycy nie ograniczyli się do prostego kopiuj-wklej, tylko dorzucili coś od siebie. Z tego kulturowego miksu narodziły się byty, które są co prawda lokalnym odpowiednikiem europejskiej Pani Śmierci (lub Pana, zależnie od języka), ale nie są z nią tożsame.

Jedna Śmierć to za mało

Co zatem odróżnia shinigami od klasycznego Ponurego Żniwiarza? Po pierwsze, liczba mnoga. W naszej tradycji Śmierć jest tylko jedna i niezastąpiona. Osobiście przychodzi po wszystkich umierających, co czyni ją bardzo zapracowaną postacią. Japońscy shinigami występują natomiast w większej liczbie, a działają często w parach lub grupach. Nie mają też żadnego wyjątkowego statusu – to po prostu jedne z wielu kami zasiedlających wyspy na Pacyfiku.

Tę właściwość wyraźnie widać w popkulturze. Spójrzmy na świat w Bleachu, Kuroshitsuji czy Soul Eaterze: tam shinigami stanowią zorganizowaną grupę. Są częścią większej całości – jakiejś społeczności, stowarzyszenia lub instytucji. To tak na marginesie dość charakterystyczna cecha wielu kultur Dalekiego Wschodu, gdzie stawia się bardziej na wspólnotowość niż indywidualizm.

Hierarchiczność, podział obowiązków, wspólna praca na rzecz jednego celu – wszystko to, co charakterystyczne dla tamtejszej organizacji społeczeństwa, znajduje odbicie w tworach kultury. Nic dziwnego, że spotyka to także shinigami. Sposób funkcjonowania Wydziału Żniwiarzy z Kuroshitsuji jest wręcz kalką japońskiej korporacji: Grell, William i spółka to przecież zabiegani biurokraci w garniturach. Ich także obowiązują ścisłe zasady, posłuszeństwo wobec przełożonych i rzetelne wywiązywanie się z obowiązków, nawet kosztem nadgodzin. Od japońskich pracusiów odróżnia ich głównie to, że ci pierwsi nie biegają po dachach z piłą mechaniczną lub kosiarką w ręku. Przynajmniej na razie.

Poborcy dusz i wojownicy

Warto zaznaczyć, że shinigami nie są żadnymi sędziami czy „bogami” w naszym rozumieniu tego słowa. Ich zadaniem jest po prostu pilnowanie naturalnego porządku, a nie decydowanie o długości czyjegoś życia. Przychodzą, kiedy wypełni się czas przeznaczony dla danego człowieka albo kiedy ten porządek zostaje zaburzony, by przywrócić równowagę. To odróżnia ich od europejskich wizji Śmierci, która zdaje się mieć w tej kwestii wolną rękę i często jest przedstawiana niczym siejący postrach morderca. Tymczasem w mentalności Japończyków umieranie jest normalną częścią cyklu życia. Nie powinno więc dziwić, że przewodnicy do zaświatów wydają się sympatyczniejsi, a przynajmniej bardziej akceptowalni niż przerażający kościotrup z kosą.

Należy jednak wspomnieć, że w japońskim folklorze są i takie przedstawienia shinigami, które mogą budzić lęk. Mowa o złych duchach niegodziwych ludzi, które mogą szkodzić żyjącym, a nawet ich opętać. Krążą one wokół miejsc związanych ze śmiercią, więc uczestnicy obrzędów pogrzebowych muszą mieć się na baczności. Takiej „funkcji” próżno szukać u europejskiej kostuchy.

Jeszcze jednym z dodatkowych skilli shinigami jest rola strażnika-wojownika. Choć nasza Śmierć dzierży kosę, używa jej jedynie do pozyskania duszy, a nie do walki wręcz. Tymczasem mangowi i animowani shinigami często robią jedno i drugie. W końcu nierzadko muszą bronić świata przed złośliwymi duchami, demonami i innymi niebezpieczeństwami, które zagrażają światu. Przykładowo, w mandze Bleach miecz strażnika śmierci dobrze sprawdza się zarówno w odsyłaniu dusz w zaświaty i oczyszczaniu Hollowów, jak i w szermierczym pojedynku. Japońskie „kosy” są więc, podobnie jak ich właściciele, wielozadaniowe.

Z kosą czy bez? Atrybuty shinigami

No właśnie: kosa. To kolejna cecha, która dzieli te dwa wyobrażenia Śmierci. Charakterystyczny atrybut zachodniej kostuchy nie cieszy się równą popularnością wśród jej japońskich kolegów i koleżanek. Owszem, zdarzają się kosiarze pokroju Undertakera (Kuroshitsuji) czy uczniów Zawodówki Śmierci (Soul Eater), ale nie każdy podziela ich gust. Bohaterowie Bleacha posługują się bronią białą z przewagą tradycyjnej japońskiej, a Żniwiarze z Kuroshitsuji stosują rozmaity sprzęt z różnych epok. Bywają też tacy jak Ryūk i Rem z Death Note, którzy doskonale radzą sobie bez jakiegokolwiek ciężkiego sprzętu.

Ostatnie z wymienionych postaci posiadają za to inny dość charakterystyczny, choć nieobowiązkowy element wyposażenia tej klasy postaci: notatnik, który – jak dobrze wiemy – w nieodpowiednich rękach może stać się śmiertelnie groźną bronią. To do niego trafiają imiona osób mających umrzeć. Podobny motyw pojawia się też w Kuroshitsuji, choć w formie znacznie mniej groźnej i oszczędniejszej. Tam jest to po prostu lista, na której zbieracz potwierdza odbiór duszy, opisując okoliczności zgonu.

Niektórych shinigami możemy też łatwo poznać po ubraniu i akcesoriach. Strażnicy śmierci z Bleacha noszą czarne kimona (co swoją drogą stanowi ciekawy kontrast dla białego ubioru, który zakłada się zmarłym w Japonii). Żniwiarze z mangi Yany Toboso paradują w eleganckich garniturach (z wyjątkiem Undertakera, który woli wdzianko przypominające sutannę, ale kto dezerterowi zabroni?). Z kolei w stylówie Ryūka i spółki czy pewnych bohaterów serii Soul Eater znajdziemy popularne symbole śmierci: czerń, czaszki, krzyże i kości.

Trzeba jednak pamiętać, że nie każdy shinigami lubi się afiszować ze swoją tożsamością, więc chcąc go rozpoznać, lepiej nie kierować się wyłącznie ubiorem czy nawet wyglądem. Bycie szkieletem w ciemnym płaszczu nie jest obowiązkowe, choć przywiązani do zachodniej tradycji shinigami starają się jakoś wpasować w ten wizerunek.

„Strażnicy”, „bogowie” czy „żniwiarze”?

Wszystkie te cechy szczególne mają wpływ na język, jakim opisujemy japońskich pośredników między życiem a śmiercią. Weźmy wielość shinigami i jedyność Śmierci – ta różnica może stanowić problem w procesie przekładu. Coś na ten temat wie Paweł Dybała, który pracował przy kilku mangach opowiadających o shinigami. – Można byłoby nazwać ich „śmierciami”, to jednak byłoby dość kłopotliwe w odmianie. Teksty takie jak „jesteśmy śmierciami” czy „przyjdą po ciebie śmierci” brzmiałyby dość niefortunnie – wyjaśnia. – Stąd w polskim przekładzie Death Note’a zdecydowaliśmy się na „bogów śmierci”, co zresztą stanowi dosłowne tłumaczenie „shinigami”. Całkiem dobrze pasuje to do roli, jaką w świecie przedstawionym odgrywają te istoty.

Ponieważ mówimy o bardzo zróżnicowanych bytach, a ich nazwa nie ma jednego oficjalnego tłumaczenia, shinigami mogą przybierać różne imiona. Oprócz „bogów śmierci” znajdziemy ich także pod postacią strażników śmierci, duchów śmierci czy (Ponurych) Żniwiarzy. Wybór określenia zależy od kontekstu i funkcji, jaką pełnią shinigami w danym uniwersum. Na przykład postaci z mangi Bleach to ludzie, którzy prowadzą dusze do zaświatów i pilnują równowagi między światami, walcząc ze złymi duchami. Jak zauważa Paweł Dybała, tytuł „bogów śmierci” niezbyt pasowałby do tego typu bohaterów. – Stąd też w tłumaczeniu postanowiliśmy zaakcentować wspomniany aspekt strzeżenia równowagi. I tak „shinigami” w tym przypadku stali się „strażnikami śmierci”.

Zdarza się też, że shinigami w danej serii jest tylko jeden i faktycznie przypomina personifikację śmierci znaną z naszych tekstów kultury. – Z takim przypadkiem mieliśmy do czynienia w serii Soul Eater. Jest tam „Shinigami-sama” (gdzie „sama” oznacza „pana”), dyrektor pewnej specjalnej szkoły zawodowej, który wizualnie przypomina naszą kostuchę – nosi czarny płaszcz z kapturem oraz maskę przedstawiającą czaszkę. W przekładzie został więc Panem Śmiercią – wspomina tłumacz.

Kostucha versus shinigami: finał

Jeśli przebrnęliście przez te lingwistyczne dywagacje i dotarliście aż tutaj – gratuluję, to już koniec dzisiejszej lekcji! Od teraz będziecie umieć rozróżnić Ponurego Żniwiarza od jego japońskiego odpowiednika. Wiecie, skąd wzięli się wojowniczy kosiarze w Waszych ulubionych seriach i możecie popisać się przed kolegami znajomością dwóch znaków kanji. Podzielcie się tą wiedzą z innymi otaku albo postraszcie młodsze rodzeństwo jedną z legend o shinigami.

Dajcie nam też znać, czy podobał Wam się ten tekst. Jeżeli chcecie więcej takich „wykładów” poświęconych japońskiej kulturze i popkulturze, chętnie je dla Was przeprowadzimy! Zgłoszenia udziału w kolejnej lekcji przyjmujemy w komentarzach pod wpisem oraz na fanpage’u Leniwej Popkultury na Facebooku. Zajrzyjcie tam koniecznie, a ja tymczasem żegnam się już z Wami, bo za mną stoi jakiś podejrzany typ bez maseczki i mówi, że musi mnie gdzieś zabrdgjhslikdhjgfhelpygijkhgdfffkj…

Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Iva
W redakcji od marca 2019. Miłość do popkultury towarzyszyła jej od zawsze: jako dziecko zbierała Pokemony, w gimnazjum zaczytywała się w "Wiedźminie", a niedługo później, za sprawą Alana Moore'a, odkryła na nowo świat komiksu. Ponieważ Kaer Morhen było poza jej zasięgiem, wybrała studia psychologiczne i publicystykę - dziś wojuje piórem zamiast mieczem. W wolnych chwilach chłonie wszystko, co da się przeczytać lub obejrzeć: mangi, komiksy, powieści science-fiction i fantasy, seriale aktorskie i anime. Grywa też w niezależne produkcje wygrzebane z dna Steama. Lubi zanurzać się w dystopijne światy pełne czarnego humoru, filozoficznych pytań oraz aktualnych problemów społecznych. Poza pochłanianiem kultury oraz pisaniem o niej tworzy opowiadania i wiersze, walczy z deadline'ami i je stanowczo zbyt dużo czekolady.
- Advertisment -