Strona głównaKomiksy DCJoker. Zabójczy uśmiech | Recenzja | Dobry żart, ale bez puenty

Joker. Zabójczy uśmiech | Recenzja | Dobry żart, ale bez puenty

Dużo ostatnio u nas Jeffa Lemire’a. Dostaliśmy Łasucha, Gideon Falls. Serie Staruszek Logan, Extraordinary X-Men. Pokazał nam Green Arrowa oraz Thanosa, to i postanowił w końcu przyłożyć rękę do Jokera. Sprzymierzył się z Andrea Sorrentino i znów razem ruszyli do roboty. Za oceanem w 2019 r., Polska AD 2020 r., więc nie musieliśmy długo czekać na opisywane dzieło. Kiedy tylko paczka od Egmontu dotarła, Joker miał dla mnie czytelniczy priorytet. Poruszana w komiksie tematyka była trudna, bo psychika jednego z najsłynniejszych klaunów i zbrodniarzy Gotham, to nie lada orzech do zgryzienia. Szczególnie dla młodego i ambitnego lekarza, jakim jest Ben Arnello – nasz główny bohater.

Psychologiczna walka z wiatrakami

Akcja rozpoczyna się w jednej z cel więzienia Arkham. Jesteśmy świadkami sesji terapeutycznej, w której uczestniczą wspomniany wyżej psychoterapeuta Ben i jego pacjent Joker. Owa scena nie trwa zbyt długo, bo na serię rozwleczonych dialogów między protagonistą a wariatem nie mamy co liczyć. I nie chodzi tu o spłycenie tematu, bowiem autor doskonale poruszał się w sferze szaleństwa bez konieczności zalewania nas traumatycznymi rozmowami. Opowieść osadzona jest na kanwie dynamicznej akcji, a nie na dyskusjach między postaciami. Widzimy jak pod wpływem klauna następuje dynamiczna przemianę głównego bohatera. Poprzez niemożliwą do ukończenia terapie, Ben próbuje radzić sobie z własnymi problemami. Chce udowodnić światu swoją wartość, jednak przez nazbyt ambitny cel popada w obłęd.

Zdecydowanie plusem jest mocno niepokojąca stylistyka stworzona przez obu Panów. Nie tylko Sorrentino podziałał swoimi rysunkami, ale również sama historia stwarza niepowtarzalny klimat. Lekarz, podejmujący karkołomną próbę wyleczenia jednego z największych psycholi popkulturowych, popada w obłęd. Niby żadne zaskoczenie, ale droga ku jego szaleństwu jest naprawdę intrygująca. Od początku poznajemy jasny cel głównego bohatera. Domyślamy się jednak, w jakim kierunku pójdzie całość, a doświadczenie ukazanej karuzeli jest ogromnie satysfakcjonujące i wywołuje wiele emocji.

Od razu uprzedzam, że nie poznajemy w opowieści genezy Jokera, ani nie dostajemy żadnych nawiązań do jego początków, co mógłby sugerować tytuł. Widzimy za to, jak nasz naczelny psychol bezwzględnie wyżywa się na swoim nowym terapeucie. Wykorzystuje jego słabości, ostatecznie stawiając na swoim. Wszystko do pewnego momentu prezentuje się gładko, ale w jednej chwili historia zaczyna się sypać.

Czas przerwać to szaleństwo!

Mam duży problem z samym zakończeniem. Ze względu, iż kolejne elementy układanki przez większą część sklejają się w całość, to podsumowanie wprowadza masę zamieszania. Brakuje tam punchline’u i solidnego rozwiązania. Joker. Zabójczy uśmiech porusza wiele wątków, ale zamyka tylko na znikomą część. W kluczowym momencie mnożą się pytania: czy autor nie miał pomysłu na zwieńczenie historii? A może opowieść wymknęła mu się spod kontroli, jak szaleństwo Jokera? Albo próbował przekazać więcej, niż zrozumiałem? Sami widzicie, sterta zagadek na koniec.

Warstwa wizualna to Andrea Sorrentino w czystej postaci. Dominują kolory szarości i raczej stonowane, ciepłe barwy. Wszechobecny realizm nadaje powagi niektórym momentom oraz dzięki temu mamy okazje popatrzeć na Jokera w bardziej ludzkiej formie. Mimika postaci stoi na bardzo wysokim poziomie, co tylko urealnia przedstawione twarze. Jest dużo krwi, niepokoju i wszech panującego strachu, że jak odwrócę kartę, to moim oczom ukaże się coś złego. I tak też często bywało – dostajemy ogromne plansze, na których widnieją niespodziewane trupy, powykrzywiane uśmiechy, czy wizje rodem z Amercian Psycho. Dla lepszego efektu powieść została wydana w nieco większym formacie przypominającym bardziej album, niż standardowy komiks.

Joker. Zabójczy usmiech – czy warto przeczytać?

Jest mrocznie, ciężko, ponuro! Szaleństwo i obłęd wręcz wylewają się z kartek, jednak to zakończenie bez puenty mnie okropnie rozczarowało. Joker. Zabójczy uśmiech ma potencjał, intrygujący wstęp, wartkie rozwinięcie, brak patetycznych dialogów i wszystko ubrane w odpowiednie tempo. Panowie stworzyli razem niesamowity klimat z pogranicza normalności oraz wariactwa. Zbudowali ciekawe postacie, dali im tło, motywy, a na koniec jakby pourywali wątki. Odniosłem wrażenie, że tam dalej miało być coś jeszcze, ale tego zwyczajnie zabrakło.

Przy lekturze nie bawiłem się źle, bo przez całość myślałem, że historia zmierza w konkretnym kierunku i zdąży wyjaśnić wiele elementów. Tak się jednak nie stało, dlatego efekt końcowy pozostawia pewien niesmak. Chociaż bardziej nazwałbym to „niedosmakiem”.

Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Krzysiek
Jestem przesiąknięty popkulturą do szpiku kości. Wychowany na klasycznych Xmenach z Fox Kids i na Lidze sprawiedliwości z Cartoon Network, wciąż nie wyrosłem z trykociarstwa. Objawy nerdozy z czasem tylko się pogłębiły, czego efektem jest obecna miłość do amerykańsko - europejskich komiksów. Ponadto możecie mnie spotkać w wielu grach MMO, które odkrywam przy dźwiękach black metalu, rapu albo chillhopu. Kocham zwierzątka, nienawidzę ignorancji. Miło, że wpadłaś/eś na naszą stronę. Czuj się jak u siebie :)
- Advertisment -