Strona głównaArtykułyGrzesiuk. Król życia | Nieznany mimo trzech autobiografii?

Grzesiuk. Król życia | Nieznany mimo trzech autobiografii?

Nie tak dawno temu zachwycałem się w poście na naszym fanpage’u Trylogią Czerniakowską Stanisława Grzesiuka. Zauroczenie historią Barda Warszawy trwało i głodny byłem kolejnych opowieści o tym barwnym artyście. Jak jednak dowiedzieć się czegoś więcej o kimś, kogo trzy książki stanowiły streszczenie lwiej części życia? Można by oczywiście czekać na tom czwarty, ale brak mi wprawy w ewentualnym czytaniu postmortem. Na moje szczęście w historię pisarza zagłębił się Bartosz Janiszewski w biografii „Grzesiuk. Król życia”. Czy udało mi się wyciągnąć coś jeszcze z tak barwnego życiorysu artysty?

Jak zachwyca, kiedy zachwyca?

Magia powieści Barda Warszawy polegała na plastyce i prostocie opisów, rozbrajającej szczerości i wszechobecnemu naturalizmowi. Ten wyjątkowy sposób pisania dotyczy oczywiście ciekawych przeżyć, co tylko potęguje świetny odbiór całości. Janiszewski miał wobec tego ciężkie zadanie, bo styl biograficzny znacząco różni się od tego, jakim Kozak opisywał swoje życie, a jaki z automatu nasuwa się na myśl, podczas czytania o nim. Poza tym Stanisław Grzesiuk nakreślił o sobie samym kilkaset stron.  Czy przy tak wysoko ustawionej poprzeczce da się jeszcze zaciekawić czytelnika? Nie będę Was trzymał w napięciu. Odpowiedź brzmi: tak, ale dopiero po jakichś 300 stronach. 

Przez początek książki, kiedy Janiszewski opisuje znane większości fanów fakty, miałem głównie jedną myśl w głowie: „W sumie sam bym mógł to napisać”. Nie chodzi tylko o to, że czytamy wydarzenia, o których już wiemy od samego Grzesiuka. Najzwyczajniej sporo tam cytatów z Trylogii Czerniakowskiej, a także umiejętnych przeformułować. Nie mogłem oprzeć się wrażeniu wtórności, choć muszę przyznać, że kilka ciekawostek udaje się autorowi przemycić. Początek biografii jest de facto parafrazą, ale za to bardzo udaną – umiem takową rozpoznać, bo napisałem już jedną pracę dyplomową. Czy takie otwarcie to coś złego? Moim zdaniem… Nie. A przynajmniej nie do końca. Kogoś, kto jak ja zaczął poznawanie historii Stanisława od niego samego, pierwsze karty nie zachwycą, ale to nie oznacza, że są napisane źle. Zwyczajnie ciężko było zacząć tę opowieść inaczej, bo perfekcyjnie zrobił to sam Grzesiuk.

Grzesiuk dotychczas nieznany

Lwia część życia to jednak nie całość. W momencie, w którym Janiszewski przeszedł do opisu wydarzeń rozgrywających się po akcji „Na marginesie życia”, zacząłem czytać książkę z większą uwagą. Raz, że byłem bardzo ciekawy tego nieznanego powszechnie życiorysu Grzesiuka. Dwa: biografię czyta się po prostu naprawdę dobrze – kiedy już odchodzi wrażenie, że się kiedyś takie strony widziało. Bo kogo z nas, jako czytelników Kozaka, nie ciekawiło jego życie w Warszawie po powrocie z sanatorium i jego rola w powojennym świecie? To, jak sprawował się w roli męża i ojca oraz historia tego, jak został artystą znanym w całym kraju? Choć wszystko zostało opisane w innym stylu niż ten, jaki reprezentował Grzesiuk, jego duch jest silny i dobrze wyczuwalny. Niezastąpione poczucie humoru, dystans do świata, ale i spostrzegawczość są dostrzegalne w historii pisarza nawet wtedy, kiedy nie on sam ją opisuje.

Wspomniałem wcześniej o rodzinie Stanisława i jego roli w tej podstawowej komórce społecznej. Wiemy, jak Grzesiuk zachowywał się w okupowanej Warszawie, w obozie koncentracyjnym i spędzając całe lata w sanatorium. A jak radził sobie w życiu codziennym, a potem jako sława? Bardzo mnie to ciekawiło. Od zawsze uważam za interesujące to ujęcie artystów w prozie życia, bo możemy dzięki temu poznać pełniejszy obraz ich osoby… Co niestety, bądź stety, prowadzi czasem do utraty jakiegokolwiek podziwu. Jak jest w tym przypadku? Ocenę czysto subiektywną pozostawię każdemu z osobna, ale obiektywnie powiem, że Janiszewski w swojej książce dostarcza wystarczającą ilość informacji do nasycenia obrazu Stanisława w naszych głowach.

Komu dzwonią, temu dzwonią

Sam zastanawiam się, czemu postać Stanisława Grzesiuka tak bardzo odbiła się w mojej pamięci. Dochodzę do wniosku, że jego osoba jest zwyczajnie bliska sposobowi bycia, jaki ostatnio się u mnie wyrobił. Wszechobecny naturalizm, konkretne podejście do świata, ale przede wszystkim dystans do niego przyprawiony o dużą ilość poczucia humoru. Wszystko to sprawia, że biografia tego świetnego artysty warta jest przeczytania nawet po lekturze wcześniejszych autobiografii. W książce Bartosza Janiszewskiego obecny jest duch Barda Warszawy, który jeszcze raz zachwyci wszystkich tych, którym nie dość osoby jednego z najciekawszych pisarzy powojennej Polski.

Subscribe
Powiadom o 
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Rankine
Komiksy, książki, gry, seriale, BJJ, bieganie, energetyka. Staram się znać na tym wszystkim. Jak wychodzi? Chyba nieźle. Fan dobrej opowieści.
- Advertisment -