Strona głównaMangi„Darling in the FranXX” | Tom 1 | Recenzja | Hiro wsiadaj...

„Darling in the FranXX” | Tom 1 | Recenzja | Hiro wsiadaj do robota!

Czy ktokolwiek spodziewał się wydania mangi „Darling in the FranXX” na naszym rynku? Fakt, komiks ukończył swoją publikację niespełna rok temu – co przeważnie stanowi pretekst do rozważania tłumaczenia mangi – jednak szczytową popularnością cieszył się, gdy na ekranach gościło anime. Hype przez ten czas opadł? Otóż nie! Mimo upływu lat „Darling in the FranXX” wciąż cieszy się sporą popularnością, także wśród polskich czytelników!

Przyznam, że nie wspominam w niewiadomo jakich superlatywach anime z 2018 roku. Raczej DitF wpadło do worka produkcji obejrzanych i zapomnianych. 

Czy manga „Darling in the FranXX” zmieniła moje nastawienie do tej serii? Czy zostałem fanem Zero Two? A może nie chcę mieć z Kochankami w mechach już więcej do czynienia?

Neon Genesis Evangelion wiele lat później

Ludzie zawsze podążają za władzą i potęgą, nie zwracając uwagi na dobro planety. Prace wykopaliskowe pozwoliły odkryć na Ziemi nieznane wcześniej źródło energii. Paliwo magmowe, bo tak się nazywa, było na tyle pożądane, że jego wydobycie doprowadziło do zrujnowania niemal całej powierzchni. Ludzie osiedlili się pod specjalnymi kopułami, jednak i tam nie czekało na nich nic dobrego. Miasto padło ofiarą ataków dziwnych, gigantycznych bestii zwanych Kyoryu.

Aby stawić im czoło, organizacja APE stworzyła specjalne roboty bojowe – FranXXy, które sterowane przez dwójkę ludzi, stanowią jedyną skuteczną broń na wspomniane wyżej potwory.

W tym wszystkim poznajemy naszego głównego bohatera – Hiro, który, choć kształtowany do zostania pilotem, aktualnie przeżywa kryzys. Nie jest w stanie odpowiednio sterować FranXXem. Wszystko zmienia się, gdy na jego drodze staje dziwna dziewczyna z rogami na głowie – przedstawia się jako Zero Two.

Kochankowie w robotach

Do „Darling in the FranXX” trzeba podejść z pewnym dystansem. Przede wszystkim – jawne podobieństwa do „Neon Genesis Evangelion” pojawiają się już od pierwszych stron. Potwory, które ewidentnie czegoś od ludzi chcą, tajemnicza organizacja pociągająca za sznurki i to podążanie ludzkości za zakazanym owocem. Nic dziwnego, że dla wielu „Darling in the FranXX” jest jedynie marną kopią kultowego już NGE.

Innym mankamentem mangi jest, w moim odczuciu, erotyzm, który bije już z samego założenia, w jakich pozycjach mechy będą kierowane. Ci bardziej uszczypliwi powiedzą pewnie, że tylko to oryginalnego potrafił wsadzić w tę konwencję autor scenariusza – Code:000. Dla mnie takie zabiegi są całkowicie zbędne i myślę, że manga nic by nie straciła, gdyby piloci po prostu stali obok siebie.

Jednak sam w sobie tomik nie wypada źle. Chociaż zabrakło w nim nieco treści, stanowi dobry wstęp do dalszej fabuły. Zarówno świat, położenie bohaterów, jak i mechy zostały wytłumaczone na tyle, aby czytelnik nie czuł się zagubiony, a także, aby znalazło się miejsce na nieco niedopowiedzeń i początku budowania wielkich tajemnic świata przedstawionego.

Czy to już hentai?

Podobnie sprawa wygląda w kwestii oprawy graficznej – dwie strony monety, które w zależności od Waszych gustów, mogą okazać się zaletą lub wadą.

Przede wszystkim podoba mi się design tych potężnych potworów, które jeszcze napsują krwi bohaterom. Kyoryu wyglądają tak, jak można by sobie wyobrazić monstra z wnętrza Ziemii, wabione magmowym paliwem na powierzchnię. I na pewno nie kojarzą się od razu z Aniołami z NGE! Mechy z kolei są… po prostu okej. W moim odczuciu jednak zbyt mocno przypominają ludzi, brakuje im nieco ostrzejszych rys (aczkolwiek posiadają sporo krągłości). Raczej nie dodają historii poważnego klimatu. 

Z drugiej strony: Waneko wydaje „Darling in the FranXX” w wersji nieocenzurowanej. Anime skrzętnie wycinało goliznę, w komiksie jednak – jest jej aż za dużo. Bohaterki są przeseksualizowane, co jakiś czas dostajemy je w wersji topless bez większego powodu, a „połączenie” pilotów FranXX można śmiało podciągnąć pod wstawki rodem z hentai. Pamiętajcie też, że bohaterami są dzieci. Wszystko jednak nabiera sensu, gdy tylko zerkniemy na osobę odpowiedzialną za warstwę graficzną. Autorem rysunków jest Kentaro Yabuki, spod którego rąk wyszła cała seria „To LOVE-Ru. Nie umniejszając pracy Pana Yabukiego, chyba nie o takie klimaty chodzi w serii sci-fi.

Shinji, wsiadaj do Zero Two!

O bohaterach nieco więcej będę pisać przy recenzowaniu kolejnych tomów, teraz ciężko ich oceniać. Nie można jednak odeprzeć uczucia, że większość z nich będzie opisywana jedną cechą charakteru. Szczególnie, gdy zwrócimy uwagę na postaci drugoplanowe.

Najgorsze, że nasza główna parka wcale nie próbuje oderwać się od tego schematu. Zero Two jest kreowana na tajemniczą, lekko stąpającą po ziemi dziewczynę. Żeby dodać mandze trochę barw, autor scenariusza stworzył „edgy” protagonistkę – w końcu to najbardziej przyciąga odbiorców, prawda? Tak samo odpycha kreacja Hiro. Tutaj też z łatwością można dostrzec podobieństwa do „Neon Genesis Evangelion oraz Shinjiego. Chłopak jest… taki nijaki. Obawiam się, że w przyszłości jego główną rolą będzie jedynie bycie ratowanym przez Zero Two.

Darling in the FranXX”. Czy warto przeczytać?

Koniec końców, przy mandze „Darling in the Franxx” nie bawiłem się jakoś super, ale też lektura nie była męcząca. Cały tomik połknąłem w pół godziny. Fabuła nie należy do wciągających i jeżeli oczekiwaliście poważnego sci-fi, to poczujecie się rozczarowani. Na wszystkie wstawki ecchi czy jawną goliznę przymykałem oko, ale jest tego w DitF tak dużo, że to było wyjątkowe trudne zadanie. Będę śledził kolejne tomy, głównie dla mechów i potworów – walki zostały narysowane bardzo ładnie, z odpowiednią dynamiką i to na pewno na plus.

Czy polecę komuś tę mangę? Cóż, „Darling in the FranXX” budzi mieszane uczucia. Prawdopodobnie dla wielu będzie to manga wybitna, inni całkowicie się od niej odbiją. Sami musicie zdecydować, czy interesuje Was taka ecchi wariacja na temat „Neon Genesis Evangelion”. 

Gwarantuję jednak, że jeżeli coś w komiksie popsuje się jeszcze bardziej, to na pewno o tym napiszę. Śledźcie więc naszą serię Manga Update, bo tam, oprócz newsów, pojawiają się też mini recki kolejnych tomów m.in. „My Hero Academia”, „Chainsaw Man”, a wkrótce także i „Darling in the Franxx”!

PODSUMOWANIE

Data wydania: 2021-04-19

Częstotliwość: dwumiesięcznik

Język wydania: polski

Od lat: 18+

Kraj wydania: Polska

Autor: Yabuki Kentaro

Subscribe
Powiadom o 
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Jacek "Leniwiec" Kraśnicki
Od lat jaram się japońską popkulturą, a od czasu startu Leniwej Popkultury, również serialami, filmami i animacjami z całego globu. Staram się łączyć mój pracoholizm z lenistwem, ale ciężko jest wybierać między napisaniem nowego tekstu, a czytaniem ciekawostek o zwierzątkach. W wolnym czasie układam LEGO, piję zbożową kawę i spaceruję. Wiecie, że leniwce pływają trzykrotnie szybciej, niż sie poruszają?
- Advertisment -