Chainsaw Man | Tom 1 & 2 | Recenzja | Demon piły mechanicznej

Na ludzkie życie czyha wiele niebezpieczeństw. Wypadki, choroby, mordercy i… demony. Dla tych ostatnich statystyczny człowiek jest niczym więcej, niż pożywieniem. Ofiary ataku pojedynczego potwora szacuje się nieraz i w setkach tysięcy.

W takim świecie dorasta Denji. Sierota, która po ojcu odziedziczyła jedynie potężne długi u mafii. Ledwo łącząc koniec z końcem, nielegalnie poluje wraz ze swoim demonem-pieskiem Pochitą na okoliczne stwory. Przez pewne wydarzenia jednak traci życie i odradza się jako demon piły mechanicznej – Chainsaw Man.

Swoim niecodziennym zachowaniem przyciąga uwagę Tokijskich Łowców Demonów. Denji dostaje od rządowej organizacji propozycję nie do odrzucenia: albo przyłączy się do nich, albo zlikwidują go na miejscu.

Mangowy ewenement

Chainsaw Man był niemałym ewenementem na japońskim rynku mangowym. Oto dwa lata temu, w 2018 roku, na łamach magazynu Shounen Jump pojawia się manga inna niż ówczesny styl wydawniczy. Jest przepełniona brutalnością i litrami lejącej się krwi, fabularnie również odstaje od głównego targetu gazety. A jednak nie dość, że dostaje serializację, to dodatkowo przyciąga ogrom fanów. Dzięki temu Chainsaw Man mógł przywędrować aż do Polski, gdzie wydawany jest przez Waneko. Szybki rzut oka na pierwsze rozdziały rozwiewał wszystkie wątpliwości – to będzie murowany hit.

Po lekturze dwóch tomów nawet nie ma co dyskutować z powyższym stwierdzeniem. Manga nie dość, że spełnia oczekiwania powierzone jej przez czytelników na początku publikacji, to sama sobie podnosi poprzeczkę. Tempo akcji w każdym chapterze jest idealne, przez Chainsaw Mana się płynie – po morzu krwi demonów i ludzi, ale wciąż. Daleko temu tytułowi do głupiego slashera, choć autor – Tatsuki Fujimoto – niechętnie odkrywa kolejne karty historii. Na ten moment dostaliśmy świetny wstęp do fabuły, a sam komiks stoi dobrze wykreowanymi bohaterami.

Prócz tempa, wyjątkowy okazał się też klimat dzieła. Nie jest to typowy shounen, w którym śledzimy drogę postaci from zero to hero. Z kartek wieje beznadzieją, smutnym, szarym światem, w którym śmierć to chleb powszedni. Ludzkość wciąż funkcjonuje, jednak sama wiąże na sobie pętle, gdyż to właśnie z emocji człowieka powstają kolejne demony. A te nie odpuszczą żadnej okazji do polowania. Nie zawahają się przed niczym, aby tylko zaspokoić swój głód.

Łowcy demonów

Na szczęście ludzie nie są bezsilni i różnymi sposobami zwalczają demony. Choć istnieje czarny rynek, na którym skupuje się ciała bestii, w pozbywaniu się potworów prym wiodą Łowcy. Część z nich działa na własną rękę, jednak większość funkcjonuje pod skrzydłami stowarzyszenia. W tej kwestii ciężko o oryginalność motywu jednak to tylko ramy.

Ten problem autor rozwiązuje iście wybuchową mieszanką postaci, których losy przyjdzie nam śledzić. Cały oddział, do którego trafia Denji wygląda jak dom wariatów, a sam w sobie jest jednostką testową. Dostaniemy więc tajemniczą, nieco apodyktyczną szefową Makimę i poważnego do bólu Hayakawę.

Oddział nie składa się jednak z samych ludzi! Ujrzymy w nim również Power – Magusa (demona, który przejął ciało martwego człowieka) i jest to całkiem interesująca postać. Z jednej strony prezentuje nam postawę „wszystko mi jedno”, a z drugiej przejawia sporo ludzkich cech. Aż ciężko się chwilę nie zastanowić, czy wszystkie demony to faktycznie najgorsze zło? A może mają z człowiekiem więcej wspólnego, niż nam się wydaje?

Chainsaw Man to świetny protagonista!

Prawdziwą wisienką na torcie jest sam protagonista. Denji to jedna z najlepiej wykreowanych postaci, jakie przyszło mi poznać w komiksach. Pewnie część z Was się z tym nie zgodzi i uzna bohatera za raczej płytkiego zboczucha. Ja go jednak postrzegam inaczej. Denji to osoba, która przez całe życie nie miała dosłownie nic. Człowiek, który przez większość czasu przymierał głodem, nie wspominając o zaspokajaniu wszystkich innych potrzebach. I tu wychodzi geniusz kreacji, gdyż to właśnie takie osoby są skłonne wykonać najgorszą robotę za przysłowiową miskę ryżu. Dlatego uważam, że motywacje naszego Chainsaw Mana są milion ray lepsze niż wygórowane marzenia zostania królem piratów czy innym Hokage.

Obraz malowany krwią

Chainsaw Man jest świetną mangą pod wieloma względami. Prawdopodobnie nie zrobiłaby na czytelnikach takiego wrażenia, gdyby strona graficzna nie wtórowała fabularnej.

Design demonów niekiedy przyprawia o dreszcze. Pan Fujimoto postarał się, aby w komiksie panowała spora różnorodność w kwestii form, jakie przybierają potwory oraz ich ruchów. Nie skłamię, jeżeli powiem, że często są to modele wyciągnięte z najgłębszych otchłani piekła. To tylko potęguje zdziwienie, iż Chainsaw Man ukazał się w Shounen Jumpie. 

Najpiękniej jednak wypadają te rysunki, w których to Denji – po wcześniejszej zamianie w Człowieka Piłę – wrzyna się w potwory jak w masło. Litry krwi, jak na okładce pierwszego tomu, zalewają nam kartki, a towarzyszy temu wspaniała dynamika ataków. Jeżeli kiedyś będę wybierał obrazy do swojego domu, zdecydowanie pokuszę się na któryś z kadrów z omawianej mangi.

Chainsaw Man – czy warto przeczytać?

Kończąc już ten tekst, chciałbym pogratulować wydawnictwu Waneko kolejnej świetnej licencji. Zdecydowanie kończą rok z przytupem. Chainsaw Man to manga wspaniała pod niemal każdym względem. Naprawdę nie mam czego krytykować!

Dwa pierwsze tomy stanowiły raptem wstęp do prawdziwego szaleństwa, które nadejdzie już niebawem. Nakreśliły dobrze świat, nadały tempa akcji, zmusiły momentami do myślenia i pozwoliły wybrać swoich ulubionych bohaterów. Nie zabrakło w nich scen gore, więc jeżeli jesteście wyczuleni na tym punkcie, lepiej omińcie mangę szerokim łukiem.

A jeżeli tak, jak mi, brakowało Wam krwawych, wciągających mang na polskim rynku – Chainsaw Man nie dość, że spełni Wasze oczekiwania, to jeszcze wciągnie po same uszy. Polecam i do usłyszenia w serii Manga Update, w której będę omawiał kolejne tomy!

Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments