Strona głównaMangiBeztroskie dni | Recenzja | Nastoletnie przygody w odcieniach szarości (i to...

Beztroskie dni | Recenzja | Nastoletnie przygody w odcieniach szarości (i to dosłownie)

Wiosenna edycja Festiwalu Mangowego od Studia JG, poza „Zapiskami zielarki” oraz „Po deszczu”, nie zachęciła mnie zbytnio swoją ofertą. Nie inaczej było w przypadku mangi „Beztroskie dni”, której opis przypominał mi typową szkolną serię shoujo z męskimi protagonistami i to na dodatek z bardzo schematyczną historią. Wyobraźcie więc sobie moje zaskoczenie, gdy w zamian otrzymałam może nieco przydługa, ale lekką i przyjemną w gruncie rzeczy mangę?

Poznajcie jednak najpierw naszych głównych bohaterów!

Natsuki, wieczny marzyciel, który marzy o prawdziwej miłości z mangi dla dziewcząt. Kobieciarz, niebojący się wyrywania kilku lasek naraz, Tomoya. Przesłodki Kei’ichi, posiadający zawsze pod ręką swój sprzęt do praktyk BDSM. To zwariowane grono domyka cichy, acz posiadający cięty język, nerd Tsuyoshi! W jaki sposób się poznali? Dlaczego w ogóle osoby o tak odmiennych osobowościach spędzają ze sobą wolny czas? Tego nie wie nikt, jednak jedno jest pewne – ich licealne życie będzie pełne wzlotów, wstydliwych porażek i innych zabawnych momentów!

Po co komu miłość, kiedy ma się przyjaciół?

To, co od początku przykuło moją uwagę w tej serii, to bardzo naturalna relacja pomiędzy naszą czwórką protagonistów. Chociaż każdy z nich z osobna nie przykułby mojej uwagi na długo (no może poza chłopcem od ciągotek do BDSM, bardzo lubię połączenie uroczych twarzy z sadyzmem), to jednak kiedy mają wspólne sceny, aż chciałabym wrócić do liceum. Bo mimo wszystko jest to bardzo luźna i przyjemna historia o licealnym życiu dojrzewających chłopaków, którzy poza codziennymi problemami, wchodzą w swoje pierwsze romantyczne relacje. Do tej pory ze średnim skutkiem, ale widać po dynamice ich przyjaźni, że chłopcy naprawdę zawsze mogą na siebie nawzajem liczyć.

Niestety, najsłabiej wypadają na razie wątki miłosne. Owszem, główna para Anna i Natsuki są na razie przeuroczo niezdarni, niedomyślni oraz naiwni niczym bardzo zielone łąki, jednak już teraz wróżę tej relacji bardzo schematyczną i męczącą ścieżkę. Wątki drugoplanowe są na razie nudne, a fragmentami wręcz irytujące, szczególnie gdy pojawiają się niechciane pocałunki z zaskoczenia, czy groźba zerwania z powodu przefarbowania włosów. Przynajmniej potencjalny wątek związku z BDSM w tle zapowiada się całkiem interesująco.

Ładnemu we wszystkim ładnie

Jak na serię o ślicznych chłopcach, uroczo spędzających wolny czas, kreska jest całkiem przyzwoita. A przynajmniej na tyle, że większość z dziewczęcego grona odbiorców powinno znaleźć swój wymarzony typ wśród protagonistów. Styl rysowania pani Minami Mizuno być może nie wyróżnia się niczym szczególnym, ale postacie są narysowane sympatycznie, mają więcej niż jeden komplet ubrań (a to nie zawsze jest aż tak oczywiste), a gdy ktokolwiek się uśmiechnie, to aż cieplej się człowiekowi robi na sercu.

To, na co już teraz muszę mocno uczulić, to na strasznie, ale to straaaasznie dużą ilość tekstu. „Beztroskie dni” głównie opierają się na słownych przekomarzaniach pomiędzy bohaterami, przez co dla osób zwracających uwagę na każdy ukryty dialog czy dymek (tak jak ja), lektura pierwszego tomu będzie raczej długą lekturą. Niby cztery rozdziały z dodatkiem, a czytałam to blisko godzinę! Z drugiej strony, zawsze warto zrobić sobie chwilę przerwy w trakcie intensywnego dnia, więc nie ma tego złego…

Szarości tłumaczenia

Polskie wydanie „Beztroskie dni” jest ogólnie bardzo solidne i dopracowane, choć mam do niego parę drobnych zastrzeżeń. Bardzo estetyczna okładka wraz z śliczną grafiką, użytą jako dodatek do serii, wypadają dosłownie blado. Choć lepszym sformułowaniem byłoby szarawo. Sama manga jest dość komediowa, dlatego tym trudniej jest mi zrozumieć aż tak intensywny dobór szarości. Mam nadzieję, że to tyczyło się tylko tego jednego tomiku, bo przyglądając się mu z boku wygląda po prostu nijako.

Mała uwaga co do tłumaczenia – rozumiem chęć promocji własnych tytułów, jednak zmienianie kwestii postaci w celach marketingowych wypada lekko niepoważne.

Osobiście kocham „Yakuzę w fartuszku”, jednak trudno mi sobie wyobrazić, jak autorka, tworząc „Beztroskie dni” w 2011 roku, była w stanie użyć nawiązania do mangi z… 2018 roku. Z szoku aż dwa razy przeczytałam tak nieistotną w gruncie rzeczy kwestię dialogową. Naprawdę istniała potrzeba, by zmieniać pod to wydźwięk oryginału mangi?

„Beztroskie dni” – czy warto przeczytać?

Ostatecznie uważam, że mimo pewnej dozy schematyczności i na razie nijakich wątków romantycznych, warto dać szansę „Beztroskim dniom”. To jest jedna z tych serii, która w Tobie dojrzewa i nie wiadomo kiedy przywiązujesz się do tych postaci. Zaczynasz im z czasem mocno kibicować, a każdy następny tom można przyrównać do spotkania ze znajomym sprzed lat. Serdecznie polecam!

A jakie są Wasze wrażenia z tegorocznego Wiosennego Festiwalu Mangowego? Czy któraś z serii zdobyła Wasze serce? Co Was najmocniej zaskoczyło? W oczekiwaniu na kolejne recenzje nowości z WFM, będę niecierpliwie czekać na Wasze komentarze!

Subscribe
Powiadom o 
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Kamila "Mia"
Według znajomych jestem wybuchowym połączeniem Roszpunki oraz Retsuko z serii Aggretsuko. W wolnych chwilach gram w LoLa oraz hobbystycznie dyskutuję ze znajomymi na temat ratowania świata przed zagładą. Lubię grać w planszówki, zaczytuję się w reportażach oraz staram się być na bieżąco ze sprawami politycznymi. Od blisko 15 lat czytam i oglądam wszystko, co wpadnie w moje ręce, dlatego (prawie) żaden gatunek mi niestraszny!
- Advertisment -