Batman. Ostatni Rycerz na Ziemi | Recenzja | Coś się kończy, coś zaczyna

Istnieją w dzisiejszym świecie twórcy komiksowi, którzy idealnie ze sobą współpracują i w parach potrafią stworzyć niezwykłe opowieści na długo zapadające czytelnikom w pamięć. Do takich duetów bez wątpienia możemy zaliczyć choćby Lemire’a i Sorrentino odpowiedzialnych za Staruszka Logana. Geoffa Johnsa wraz z Jimmem Lee, którzy fantastycznie uzupełnili się przy okazji współtworzenia Ligi Sprawiedliwości. Wreszcie też Scotta Snydera i Grega Cappulo – ojców serii o Batmanie w linii wydawniczej New 52. Co prawda ówczesna przygoda człowieka nietoperza zakończyła się u nas w 2017 r., jednak Panowie postanowili raz jeszcze połączyć siły, aby dopisać do swojej wspólnej twórczości kolejną pozycję.

Batman: Ostatni Rycerz na Ziemi – bo o nim będzie mowa, został okrzyknięty zwieńczeniem, wisienką na torcie kunsztu artystycznego autorów odpowiedzialnych za jeden z ciekawszych, współczesnych wizerunków komiksowego Batmana. Przyjrzałem się, jak wypadło ich najnowsze dziecko na tle poprzednich wspólnych produkcji i będąc świeżo po lekturze, uzbierałem niemałą garść przemyśleń.  

Batman – mimo że OSTATNI Rycerz na Ziemi, to robi dobre PIERWSZE wrażenie. 

Mając za sobą mocny początek, w którym dowiadujemy się, że Bruce Wayne został umieszczony w Arkham i nigdy nie był Batmanem, od razu dałem się wciągnąć w fabułę. Snyder wrzuca nas w swój Elseworld na odpiętych wrotkach i kompletnie nie sugeruje, w którą stronę może potoczyć się scenariusz. Chciał bez wątpienia zaskoczyć swoich czytelników, robiąc dobre pierwsze wrażenie i muszę przyznać, że wyszło bezbłędnie.

Młody Wayne budzi się ze snu, przypięty do łóżka szpitalnego, a nad jego głową stoi Joker w lekarskim kitlu. Tuż obok kamerdyner Alferd próbuje uspokoić roztrzęsionego Bruce’a. Natomiast gdzieś w tle przetaczają się inni złoczyńcy z Gotham, wyglądający jak przeciętni obywatele, będący personelem medycznym, czy pozostałymi pacjentami. 

Zaprezentowana wizja tego świata kupiła mnie od razu, a scenarzysta nie pozwolił, aby zastana sytuacja mogła się znudzić i sprawnie przeszedł do wyjaśnień. Kiedy już nieco ogarniemy co i jak, okazuje się, że to dopiero początek wyprawy w nieznane. Niedługo później Gacek ląduje na pustyni i znajduje umieszczoną w słoiku, zagrzebaną w piachu głowę Jokera. Bierze ją ze sobą niczym trofeum i razem ruszają ku przygodzie.  Tak, mnie również to nieco zdziwiło i wytrąciło z pierwotnego zachwytu.  

CHŁOPAKI NIE PŁACZĄ

Od kiedy Batman znajduje zapeklowaną twarzoczaszkę klauna, rozpoczyna się tułaczka po zniszczonej Ziemi. Lądujemy w przeróżnych lokacjach, bombardowani czerstwymi żartami Jokera i w każdym miejscu dostajemy kolejną porcję puzzli do fabularnej układanki.

Pierwsze skojarzenie, jakie nasunęło mi się po przeczytaniu połowy komiksu, to porównanie do serii Staruszek Logan z Marvel Now 2.0. Tam również mamy do czynienia z historią przemarszu przez postapokaliptyczny świat. Gacek, w przeciwieństwie do swojego kolegi z konkurencji, od pewnego momentu poznaje cel swojej wędrówki. Jest on jednak bardzo typowy dla trykociarskich opowieści. Okazuje się bowiem, że wystarczy, iż nasz superbohater skopie superzłoczyńcę i po problemie. Gdyby tylko szara rzeczywistość była taka prosta.

Po przeczytaniu reszty i dobrnięciu do finału byłem trochę rozczarowany. Nie jakoś wybitnie, bo moje oczekiwania co do Ostatniego Rycerza na Ziemi nie były zbyt duże, ale jednak po tak dobrym wstępie liczyłem na ciekawsze rozwinięcie i zaskakujące zakończenie. Dostałem za to sto dwadzieścia procent Batmana w Batmanie. Klasyczną mordobitkę na kilka ostatnich stron i happy end w blasku wschodzącego słońca. Autor poszedł po lini najmniejszego oporu oporu. 

Nierówna walka

Na samym początku recenzji wspomniałem o tym, że ludzie odpowiedzialni za Ostatniego Rycerza na Ziemi doskonale ze sobą współgrają i w tym miejscu chciałbym tę myśl rozwinąć. Mimo sterty końcowych rozczarowań i masy niewykorzystanego potencjału komiks przyswajało się całkiem dobrze. 

Niewątpliwie przysłużył się temu sam Cregg Capullo i jego niesamowity warsztat umiejętności rysowniczych. Kadry są bowiem idealnym połączeniem lekkości i baśniowego stylu z mrocznymi akcentami w odpowiednich miejscach. Autor potrafi się również bawić mimiką bohaterów. Dzięki temu ich serdeczne uśmiechy rozgrzewają nasze serca, a obłęd w oczach niekiedy przeszywa na wskroś. W dodatku chyba nie spotkałem jeszcze artysty, który tak brutalnie sponiewierał superbohatera. W scenach akcji, gdzie Gacek dostaje łomot, dosłownie czujemy jego ból. Na naszych oczach, ze strony na stronę, pojawiają się nowe rany na jego ciele. Strój ulega zniszczeniu, a sam Batman często musi równocześnie walczyć z wrogiem i swoimi słabościami. Cregg zadbał o szczegóły. Jak zawsze.

Snyder dorzucił tu swoją narrację, ale to jednak Cappullo zagrał pierwsze skrzypce. Oczywiście, nie byłoby Ostatniego Rycerza na Ziemi bez autora scenariusza. Snyder niewątpliwie miał dobry pomysł na opowieść, jednak całość rozlazła się w szwach.  Panowie podzielili się jak przy robieniu pierogów – jeden upichcił bardzo przeciętny farsz, a drugi oblepił go pysznym i delikatnym ciastem. Oceniać należy całość jako kompletny produkt, ale od razu widać, kto wykonał lepszą robotę.

Batman. Ostatni Rycerz na Ziemi – mocno średni komiks

Batman. Ostatni Rycerz na Ziemi nie jest takim zwieńczeniem współpracy Snydera i Capullo, na jakie liczyłem. W dodatku sam początek rozpalił we mnie ogień, aby później zgasić go ciężkim butem Batmana. Całość mocno odstaje od reszty twórczości obu panów. Przy okazji takich historii jak Trybunał Sów, Rok zerowy, czy nawet Waga superciężka pokazali, że potrafią razem stworzyć coś oryginalnego. Ich najnowsze dziecko jest ładnym potworkiem z brzydkim wnętrzem. Jeśli jednak jesteś fanem absolutnie wszystkiego, co autorzy napisali wcześniej, to możesz sobie kupić i postawić na półce obok poprzednich, bardziej udanych komiksów.

A chcecie wiedzieć, które komiksy na pewno są warte waszej uwagi? Albo jakie produkcje oglądać w coraz dłuższe wieczory? Wystarczy, że odwiedzicie nasze social media (Facebook, Instagram, YouTube) oraz wskoczyć na gałąź, to jest – na naszą grupę: Popkulturowe leniwce. Sprawdźcie też inne nasze recenzja komiksów DC!

Do usłyszenia!

Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments