Strona głównaKomiksy Marvela„Avengers. Ostatnia fala” | Tom 1 | Recenzja

„Avengers. Ostatnia fala” | Tom 1 | Recenzja

W ostatnich latach, jeśli chodzi o polskie wydania komiksów Marvela, mogliśmy się stęsknić za główną ekipą naszych najpotężniejszych ziemskich bohaterów. Po prawdzie cały czas obcowaliśmy z ich nowymi wersjami (Falcon, Ms Marvel, Jane Foster), ale gdzieś w tym wszystkim brakowało większej ekspozycji kapitalnie napisanych charakterów kultowych już herosów, którzy od kilkudziesięciu lat bawią pokolenia.

Jednak właśnie to oferuje nam pierwszy tom „Avengers. Ostatnia fala” będący częścią cyklu Marvel Fresh. I jeśli spodziewacie się, że tytuł zapowiada pożegnanie z grupą znanych bohaterów, to nic bardziej mylnego. Dostajemy świeże rozdanie i wiele wygląda na to, że fani klasycznych postaci dostaną naprawdę sporo dobra w najbliższych miesiącach. Zacznijmy jednak od samego początku.

Najpotężniejsi ziemscy Bohaterowie

Czasem w życiu jest tak, że niedokończone sprawy wracają do nas niczym bumerang. Próbujemy uciec od problemów z przeszłości, ale one prędzej czy później nas doganiają. Czytałem kiedyś ciekawą książkę, w której jeden z rozdziałów poświęcony był zamiataniu problemów pod dywan. Te w konsekwencji zaczynają się nawarstwiać i rosnąć do rozmiarów, które powoli stają się większe niż sam dom i wybuchają.

Sytuacja w „Avengers. Ostatnia fala” jest niebywale podobna. Cofamy się jednak miliony lat wstecz, aby zrozumieć, jak pierwsi z bohaterów – Odyn, Phoenix czy Agamotto mierzą się z Celestialem, który przybył na naszą planetę. Gdy zwyciężają, zakopują go głęboko pod Ziemią i zapominają o całej sytuacji. Zdawać się mogło, że sprawa załatwiona, rączki umyte i żyje się dalej.

Tak, może by tak było, gdyby nie fakt, że po przeskoczeniu do czasów teraźniejszych okazuje się, iż… Z nieba leci deszcz najprawdziwszych Celestiali! Mówimy więc o rozróbie na naprawdę sporą skalę. A z nią będą mogli poradzić sobie wyłącznie Avengersi – i to w pierwotnym wydaniu (z małą domieszką świeżości, aby nie było zbyt nudno). W taki sposób formuje się grupa bohaterów, będących następcami tych sprzed milionów lat. Historia musi bowiem zatoczyć koło.

Rozmach, jaki kochamy

Do akcji ruszają: ledwie oczyszczony z zarzutów o działania na rzecz Hydry Kapitan Ameryka, wybudzony ze śpiączki Tony Stark, a także Thor, Kapitan Marvel, Czarna Pantera, Doktor Strange, She-Hulk i Ghost Rider! Naprawdę mocna paka, która już na pierwszy rzut oka wygląda na taką, która nie ma sobie równych. Właśnie kogoś takiego potrzeba, gdy mówimy o iście kosmicznym zagrożeniu.

Ale dobra. Cały czas wspominam o galaktycznej skali, bohaterach na miarę walki o dobro wszechświata, wielkich historycznych połączeniach i tym mitycznym rozmachu. Wiem, że w przypadku recenzowania różnego rodzaju dzieł popkultury, wiele osób lubi nadużywać tak pompatycznych stwierdzeń i hiperbolizować wydarzenia, które są przedstawiane, ale tutaj nie jest to ani trochę przesadzone.

Powiem więcej – jeśli nie lubicie zbytniego szaleństwa w komiksach (i mam tu bardziej na myśli wagę wydarzeń niż komizm), możecie się odbić. Aby nie zdradzać zbyt wiele, napiszę tylko, że końcowe rozdziały przypominały mi bardziej „Transformers”. Raz, że przez same wydarzenia, a dwa, że kręcone przez Michaela Baya, bo pościgi, wybuchy i heroizm pojawiały się tu kilka razy na stronę. Trzeba albo to kupować, albo podejść z odpowiednim dystansem.

„Avengers. Ostatnia fala” – czy warto przeczytać?

Ja na szczęście jestem w tej pierwszej grupie i naprawdę dobrze czuję się w tego typu historiach. Jasne, nie umykają mi pewne bzdury czy powtarzanie schematów po raz dziesiąty, ale to wciąż świetna rozrywka. O ile na przykład ostatni recenzowany komiks, Marvel Fresh: Amazing Spider-Man (zapraszam do recenzji), był znacznie głębszy i wymagał skupienia, o tyle ten można chłonąć wyłącznie z pobudek rozrywkowych.

Choć bowiem mamy tu naprawdę ogromną skalę wydarzeń, to całość czyta się bardzo lekko i można wręcz rzec, że beztrosko. To przełożenie filmu akcji w pełnej krasie na kartki komiksu. Wiem, że dla wielu osób będzie to po prostu pozycja, która nie trafi w ich gusta. Jeżeli jednak szukacie czegoś przyjemnego, z masą akcji i ciągłym puszczaniem oczka w stronę największych fanów, warto zdecydować się na zakup.

Na koniec warto dodać jeszcze jedno – jeśli całą serię rozpoczyna się w tak rozdmuchany sposób, to teraz możliwości są dwie. Albo będzie niczym u Alfreda Hitchcocka i po trzęsieniu ziemi dostaniemy rosnące napięcie, albo balonik pęknie, a koncepcja się znudzi. Nie mam pojęcia, ale wydaje mi się, że następny tom rozwieje wątpliwości odnośnie do tego, w którą stronę chcą zmierzać twórcy ze swoim dziełem.

Reasumując, trudno stwierdzić po pierwszym numerze, w jakim kierunku wszystko się rozwinie. Warto jednak nabyć „Avengers. Ostatnia fala”, bo stanowi coś na wzór małej, zamkniętej historii. Nie trzeba znać ostatnich wydarzeń i wiele wskazuje na to, że nie trzeba też znać przyszłych. Komiks nie skłania do przemyśleń, ale oferuje kilka naprawdę przyjemnie i beztrosko spędzonych godzin, przy bohaterach, których tak kochamy.

PODSUMOWANIE

Wydanie: 2021
Seria/cykl: MARVEL FRESH
Scenarzysta: Jason Aaron
Ilustratorzy: Ed McGuinness, Paco Medina, Sara Pichelli
Tłumacz: Marek Starosta
Typ oprawy: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 160
Data premiery: 16.06.2021
Subscribe
Powiadom o 
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Kajetan "Kajtii" Węsierski
Zajarany popkulturą, nową technologią, marketingiem i sportem. Dużo czytam, oglądam, słucham i gram. Od małego kręcą mnie japońskie anime i amerykańskie kreskówki, literatura faktu i fantastyka oraz mangi i komiksy. Jednym słowem - geek. Piszę z życia i żyję z pisania - ot mój cały świat.
- Advertisment -