Strona głównaMangiAtak Tytanów | List pożegnalny po ostatnim chapterze mangi

Atak Tytanów | List pożegnalny po ostatnim chapterze mangi

Atak tytanów bez wątpienia w ostatnich latach został jednym z najgłośniejszych tytułów popkultury. Finał nie był więc tylko domknięciem pewnego etapu, a wielkim wydarzeniem. Masy czekały na dzień, w którym 139 i zarazem ostatni rozdział ujrzy światło dzienne. Kilka dni temu doczekaliśmy się premiery i teraz na zakończenie można spojrzeć już po ochłonięciu. 

Czy oczekiwania fanów zostały spełnione?

Jeden rabin powie tak, drugi nie. Fandom tytanów podczas ostatnich kilku miesięcy podzielił się na dwie grupy. Również wśród naszej redakcji pojawiają się różne głosy. Wspierających Erena i tych, co kibicowali sojuszowi. Czy dałoby się zadowolić obydwie strony? Może, ale tutaj nie wyszło. Co więcej, zawiedzionych fanów można znaleźć wszędzie. Końcowe panele, choć kilka rzeczy zrobiły dobrze, wiele innych, krótko mówiąc, popsuły.

Największy problem zakończenia

Ostatni chapter miał jeden bardzo duży problem, który przewijał się przez ostatnie kilkanaście rozdziałów – okropne tempo. Atak tytanów zakończył się za szybko i zabrakło tu przynajmniej jednego tomiku więcej. Działo się dużo, więcej niż w tym świecie kiedykolwiek wcześniej, ale nie było czasu, by te wydarzenia eksplorować. Czasem pomagało to utrzymać dynamizm akcji, jednak finał POTRZEBOWAŁ dłuższego rozwinięcia. Rozumiem trzymanie ostatniego zwrotu akcji w tajemnicy do samego końca, ale w tym przypadku zabiło to dramatyzm. Kolejna rzecz, która smuci, to bardzo kiepsko napisane dialogi. Miała tu miejsce chyba najważniejsza rozmowa w serii, ale za jej poziom odpowiadają świetne dialogi, a nie teksty. Isayama pokazał już nie raz, że potrafi pisać wymiany zdań (Reiner i Eren, Zeke i Armin, Levi i Erwin), dlatego zawód jest podwójny. Kilka linijek jest złych na wielu poziomach, zarówno charakterologicznie (Eren) jak i sytuacyjnie (Armin).

Postacie i ich historia

Atak Tytanów od zawsze obracał się wokół swoich bohaterów, to oni byli najważniejszym ogniwem tego świata. Ostatni rozdział domknął ostatecznie wątki większości tych postaci. Niektóre lepiej, inne gorzej. Prawie każdy dostał jednak swój moment i chwilę blasku, chociaż całość skupiła się głównie na Erenie i Arminie.

Armin, Mikasa i Eren

Najlepszy przyjaciel protagonisty w tej historii był niezwykle ważny i w samym zakończeniu odegrał kluczową rolę. Coś, co ucieszy wszystkich sympatyków tej postaci, to fakt, że jego arc jest dobry. Armin osiągnął prawie wszystko, czego chciał. Odbył szczerą rozmowę ze swoim przyjacielem, odwiedził z nim miejsca, które zawsze chciał odwiedzić. Jednak, co najcenniejsze, udało mu się uchwycić wolność, która w tytanach zawsze była najważniejszym motywem. Mikasa natomiast pod sam koniec ma rolę bardziej symboliczną, bo jej wątek zakończył się miesiąc wcześniej. Wolność, miłość i walka to wartości, które oddają charakter bohaterki. Finałowe panele z nią stanowią piękną konkluzję dla postaci jak i całej serii.

Fani Mikasy powinni być zadowoleni z tego jak potoczył się jej wątek. Z tercetu EMA został nam już tylko Eren – protagonista tej historii. Wokół jego arcu burzy się największa dyskusja. Wielu jest bardzo rozczarowanych, tym jak ukazano jego postać i motywację. Spora część fandomu mówi, że jego postać została zniszczona. Ja, chociaż się z tym nie zgadzam, mam spore problemy z jego epilogiem.

Levi, Jean i Connie

Ze zwiadowców zdecydowanie najlepsze zakończenie dostał Levi, które obok Zeke’a i Erwina jest najlepsze w serii. Panele przy skale to jedne z najpiękniejszych momentów tej mangi. Gest oddania serca sprawie i ostatnie pożegnanie ze swoimi przyjaciółmi było bardzo wzruszającym momentem. Dobrze, że autor nie wybrał innej, prostszej drogi dla kapitana. Jean i Connie w ostatnim rozdziale wypadają dość niemrawo. Poza humorystyczną wstawką tego pierwszego nie mają mocnych wydarzeń. Chociaż obaj mieli już wiele takich podczas całego finału, wielka szkoda, że na koniec są nijacy. Tym bardziej biorąc pod uwagę wydarzenia z rozdziału 138, który uważam za lepsze dopełnienie tych charakterów. 

Reiner, Annie i Pieck

Pożegnanie z postacią, które mnie zawiodło najbardziej to te Reinera. W pewnym momencie drugi protagonista tej historii na sam koniec nie dostał należytego czasu. Rozmowa z Kariną wyszła kiepsko, a żart z listem był nie tylko niesmaczny, ale i niepotrzebny. Annie z wojowników dostała najlepsze zakończenie, jej historia zawsze obracała się wokół poszukiwania swojego miejsca w świecie. W tym aspekcie jej sceny na pewno satysfakcjonowały. Posiadaczka tytana transportowego była postacią najmniej interesującą z całego sojuszu, niekiedy służyła jedynie do wprowadzania fanserwisu. Ostatni rozdział z takim statusem ją zostawił. Pieck leży, Pieck siedzi, Pieck nie robi nic ważnego. Do dziś mam wrażenie, że Isayama niespecjalnie miał na tę postać pomysł.

Gabi i Falco

Obydwoje młodych kandydatów na wojowników wskoczyli do mojej topki bohaterów jak tylko pojawili się w mandze. Ich wątki od początku do samego końca były pisane bezbłędnie i taki finał dla nich jest naprawdę dobry. Byli odzwierciedleniem nowej generacji, ale także szansą na lepszą przyszłość, dlatego na ich domknięcie bardzo czekałem i się nie zawiodłem.

Ymir i Historia

Opis postaci zamkniemy największymi rozczarowaniami. Wątek Historii praktycznie nie istnieje. Podobnie jak Mikasa, królowa w ostatnim rozdziale pojawiła się z powodów symbolicznych, tu jednak jest to zawód. Autor po tę postać nie sięgał już od bardzo długiego czasu i jej wątek stał mi się po prostu obojętny, a parę lat wcześniej była to naprawdę ciekawa postać. Najgorzej jednak oberwała Ymir. Persona niezwykle ciekawa, zapowiadana jako klucz do wszystkiego w tym świecie zasługiwała na więcej. Jej cały wątek został zepchnięty na bok i podsumowany syndromem sztokholmskim, jednocześnie to zjawisko romantyzując. To powinno dostać lepsze wyjaśnienie i więcej czasu, bo potencjał zmarnowano i wyrzucono przez okno.

Atak Tytatanów | Zalety finału

Pomimo obecności tych wszystkich wad, ostatni rozdział ma także zalety. Status Paradis i konsekwencje decyzji postaci są dobrze zarysowane. Problem sam się nie rozwiązał i nie należy rozpatrywać wydarzeń w czarno-białych barwach. Konflikt na wyspie z logicznego punktu widzenia był nieunikniony i na szczęście został tu ukazany. Nienawiść i wrogość nie zniknęły, ale świat jest ku temu na dobrej drodze. Tego chciał zarówno Eren jak i Armin, chociaż ich ścieżki tak bardzo się różniły. Większość pobocznych postaci dostała tu swój moment i tylko Yelena musi obejść się ze smakiem. Najważniejsze wiadomości, które Atak Tytanów chciał przekazać, zostały ostatecznie przekazane. Przyczepić się można do tej niesławnej linijki Armina, ale mam wrażenie, że autor nie miał tu złych intencji, a po prostu źle ubrał swoje myśli w słowa.

Atak Tytanów się skończył, na ten tekst też już pora

Gdybym miał ten finał opisać jednym słowem, to z czystym sercem odpowiem: satysfakcjonujący. To, co powinien zrobić dobrze, zrobił. Za rzeczy, które nie wyszły, można winić tempo i chęci zakończenia mangi na rozdziale 139. Porównywanie tego do zakończenia „Gry o Tron” jest naprawdę nietrafione. Tutaj pomimo tych problemów egzekucja jest na trzy razy lepszym poziomie. Tytani schodzą ze sceny w najlepszym dla siebie momencie i w przyzwoitym stylu. Patrząc wstecz, nie będę jednak skupiał się na problemach, a na tym jak duży wpływ miała na mnie ta historia. Ja sam jestem zadowolony i jeden słabszy rozdział nie zmienia faktu, że jest to jedna z najlepszych mang, jakie przeczytałem. Dziękuję ci Hajime Isayama i życzę sukcesów z twoim spa.

Subscribe
Powiadom o 
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Avatar
Miki
Na co dzień jestem uczniem przygotowującym się do matury. Jeśli wszystko się uda, to rok 2021 będę kończył jako student japonistyki. Wolny czas w domu spędzam, całkowicie oddając się w ręce swoich hobby. Czytam książki, light novelki, komiksy i mangi. Oglądam dużo anime i staram się być na bieżąco z głośnymi “sezonówkami”, jednocześnie nadrabiając klasyki. Lubię kino, wręcz kocham. Poza tym słucham sporo muzyki, bez zamykania się na gatunki. Towarzyszy mi jednakowo Kanye West, japoński pop jak i muzyka klasyczna. W weekendy można mnie złapać na serwerach Dead by Daylight (chyba że akurat po raz kolejny powtarzam serię Uncharted). Poza tym, jak tylko mogę, eksperymentuję w kuchni i chodzę na siłownię, a od teraz będę też pisał.
- Advertisment -