Strona głównaKomiksy MarvelaAmazing Spider-Man: Globalna Sieć | Tom 10 | Recenzja | Żegnaj, Pająku

Amazing Spider-Man: Globalna Sieć | Tom 10 | Recenzja | Żegnaj, Pająku

Ależ to zleciało… Dopiero co brałem się za pierwszy tom przygód Petera Parkera w Marvel Now 2.0, który debiutował w 2019 roku, a tu nagle mamy koniec. Tak jest, numer dziesiąty domyka głośny run Dana Slotta, który przez ponad dwa ostatnie lata wychodził na naszym podwórku spod skrzydeł wydawnictwa Egmont. I była to prawdziwa jazda bez trzymanki – ale pozwólcie, że zacznę od początku.

Amazing Spider-Man: Globalna Sieć to seria, która podzieliła fanów. Jest mnóstwo wielbicieli tego, w jaki sposób przeprowadzono ewolucję „uniwersum Pajączka”, ale podobnie wielu krytyków drogi obranej przez autora. Cóż, jedno jest pewne – obok tej serii nie można przejść obojętnie, albowiem wywołuje wyłącznie skrajne emocje. I ja muszę przyznać, że jestem po tej pozytywnej stronie barykady, a dziesiąty tom miał na to niemały wpływ. Pozwólcie, że wyjaśnię dlaczego.

Peter, jakiego nie znacie

Seria wydawnicza pod banderą Marvel Now 2.0 zaserwowała nam Petera Parkera w roli, jakiej chyba mało kto by się spodziewał. Znaliśmy go jako nastolatka ze szkoły, biednego pracownika Daily Bugle, a niekiedy studenta, który prócz bycia Spider-Manem, pałał się także kwestiami naukowymi. Tu wszedł natomiast w rolę CEO firmy technologicznej, Parker Industries. I trzeba przyznać, że Tony Stark dostał godnego rywala.

Choć jednak Peter dorósł, jego problemy wciąż są bardzo podobne do tych, które miewał wcześniej. Pomimo bycia szefem wielkiej korporacji, daleko mu do wspomnianego akapit wcześniej Iron Mana. Wewnętrznie jest tym samym dzieciakiem, który nie umie poradzić sobie z miłosnymi kłopotami oraz bólem po stracie. W dalszym ciągu uosabia dosłownie każdego z nas i choć potrafi ratować świat, ma problemy z ochroną własnego podwórka.

Przez wszystkie tomy, włącznie z najnowszym, obserwujemy jego przemianę, która wciąż pozostawia otwartą furtkę na dalszy rozwój. Mam wrażenie, że pomimo licznych pojedynków (a na przestrzeni dziesięciu tomów pojawiały się: symbioty, klony, Otto Octavius, Goblin, Rhino, Regent i wiele więcej), on wciąż zmaga się z tym najtrudniejszym. Jego siła rośnie, a wraz z nią również odpowiedzialność, która ciąży mu na barkach.

Amazing Spider-Man: Odejść z hukiem

Ostatni tom Amazing Spider-Man stanowi domknięcie całego ciągu przygód i robi to w bardzo dobry sposób. Seria charakteryzowała się stałym i bardzo szybkim tempem. Właściwie cały czas się coś działo, a jako czytelnik chciałem sięgać po kolejne wydania. Finał przyparł mnie do fotela i nie pozwolił z niego zejść przed przeczytaniem ostatniej strony. Twórcy chcieli pokazać „ostateczną próbę sił”. I tu muszę się trochę przyczepić, bo wybrano sztampowe rozwiązanie.

Wiecie, gdy w wielu mangach czy komiksach dochodzimy do granicy rozwoju postaci, wchodzi magiczna możliwość, która zdaje się najlepszym ratunkiem – fuzja. A choć można się było spodziewać, że do tego dojdzie, ostatecznie wydaje się to nieco naciągane. Z drugiej strony… Kto nie chciałby przekonać się o potędze połączenia Goblina oraz Carnage’a?! Spełnienie marzeń wielu fanów komiksów, nie ukrywajmy tego.

Nowo powstały „Czerwony Goblin” (nazwa nie jest szczytem kreatywności autora) napsuł oczywiście wiele krwi naszemu bohaterowi oraz jego współtowarzyszom. I czego by nie mówić o pomyśle z połączeniem, jest to bez dwóch zdań przeciwnik, który świetnie sprawdził się jako ten „finałowy boss”.

Nie chcę zdradzać przy tym ostatecznego rozwiązania konfliktu, bo każdy, kto miał do czynienia ze Spider-Manem, doskonale wie, że tu nigdy nie jest zwyczajnie i po linii najmniejszego oporu. Ja byłem zachwycony, a ciarki miałem przez kilkanaście ostatnich kartek. A z tego, co słyszałem, nie jestem w tym odczuciu odosobniony.

Amazing Spider-Man. Będę tęsknił…

Finałowy numer Amazing Spider-Man był, w moim przekonaniu, jednym z lepszych. Biorąc pod uwagę fakt, iż seria została zbudowana jako rozbita całość, trudno mi w jakikolwiek sposób stworzyć ranking. Tak czy inaczej, mogę śmiało stwierdzić, że był to naprawdę wysoki poziom i zakończenie, na jakie po prostu wszyscy zasługiwaliśmy. Często jest tak, że z biegiem czasu sami kreujemy w naszych głowach idealny finał, któremu potem twórcy nie są w stanie sprostać. W tym przypadku było inaczej.

I co tu dużo mówić – już teraz czuję, że będzie mi brakowało dynamiki tego cyklu. Wiem, że Spider-Man powróci wraz z początkiem Marvel Fresh. Jestem pewien, że wciąż będę się dobrze bawił. Mimo wszystko mam przeczucie, że zdążę zatęsknić za tą lekturą. Zwłaszcza po tym, w jaki sposób zdecydowano się ostatecznie domknąć całą historię. Dziesiąty tom był prawdziwą emocjonalną bombą, która zachęca, by raz jeszcze wrócić i na nowo poznać całość.

Wiem, że osoby, które mają za sobą dziewięć tomów, na pewno sięgną po zwieńczenie. Nie muszę ich więc przekonywać. Jeśli jednak zastanawiasz się, Drogi Czytelniku, czy warto dać szansę całej serii – zdecydowanie tak. Zdaję sobie sprawę, że jest mnóstwo głosów przeciw, ale… Jeśli tak, jak ja, jesteś ogromnym fanem Petera Parkera, a cały pokój masz w jego plakatach, będziesz bardzo zadowolony. Kapitalne i świeże podejście, które przyniosło plony w postaci udanej serii.

PODSUMOWANIE

Wydanie: 2021
Seria/cykl: MARVEL NOW 2.0
Scenarzysta: Dan Slott
Ilustrator: Nick Bradshaw, Giuseppe Camuncoli, Stuart Immonen, Marcos Martin, Humberto Ramos
Tłumacz: Bartosz Czartoryski
Typ oprawy: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 192
Data premiery: 24.03.2021
Subscribe
Powiadom o 
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Avatar
Kajetan "Kajtii" Węsierski
Zajarany popkulturą, nową technologią, marketingiem i sportem. Dużo czytam, oglądam, słucham i gram. Od małego kręcą mnie japońskie anime i amerykańskie kreskówki, literatura faktu i fantastyka oraz mangi i komiksy. Jednym słowem - geek. Piszę z życia i żyję z pisania - ot mój cały świat.
- Advertisment -