Strona głównaAnime5 powodów, dlaczego warto obejrzeć serię „Castlevania”!

5 powodów, dlaczego warto obejrzeć serię „Castlevania”!

W 2017 Netflix przygotował dla swoich widzów animowaną adaptację kultowej serii gier, która niemal od pierwszych odcinków przypadła do gustu zarówno wieloletnim fanom serii, jak i nowo przybyłym widzom. Mowa oczywiście o serii „Castlevania”!

To historia wyklętego rodu Belmont, który od pokoleń zajmuje się eksterminacją wampirów i innych czarcich pomiotów. Głównym bohaterem jest ostatni z rodziny – Trevor Belmont, a los przygotował mu nie lada przeciwnika. Nasz łowca stanie do walki z legendarnym Draculą, który wypowiedział wojnę całej ludzkości.

Castlevania”. Czym zaskoczy widza?

Niedawno miał premierę czwarty, a zarazem ostatni sezon „Castlevanii”. To najlepszy moment, aby nadrobić całą serię, ale… w zasadzie dlaczego? Czym produkcja przyciąga widzów? Co ma do zaoferowania?

Jeśli natknąłeś się przypadkiem na tę serię albo wahasz się z seansem, to trafiłeś idealnie! Poniżej przygotowałem listę pięciu powodów, dla których, moim zdaniem, warto obejrzeć „Castlevanie”!

1. Animacja

Czy genialna animacja 2D jest zarezerwowana tylko dla produkcji z kraju Kwitnącej Wiśni? Otóż nie! „Castlevania” udowadnia, że zachodnie studia mogą czuć się w niej równie dobrze, co wschodni koledzy po fachu.

Śmiało można stwierdzić, że to, co ukazał czwarty sezon „Castlevanii” jest jednym z topowych pokazów umiejętności animatorów. Powerhouse Animation Studios pokazało prawdziwą klasę i kunszt sprawiając, że sceny walki w omawianej serii były wyjątkowo płynne i dynamiczne. Każdy czar, każde pociągnięcie bicza, skok, zamach, krzyk wywiera ogromne wrażenie, a niektóre sekwencje sprawią, że będziecie zbierać szczękę z podłogi.

Jeżeli szukacie niesamowitych, wizualnych przeżyć, gwarantuję, że „Castlevania” Wam je zapewni!

Uwaga, poniższy filmik zawiera spoilery z finałowej walki, jednak bez kontekstu nie odbierze Wam przyjemności z seansu. Nie zawiera również wyniku potyczki.

2. Mnogość bohaterów

W trakcie czterech sezonów serialu poznamy mnóstwo bohaterów, którzy odegrają mniejszą lub większą rolę w kształtowaniu przedstawionego świata. Oprócz głównej trójcy, nie zabrakło w serii wampirów (często o znacznie różnym od siebie przysposobieniu i poglądach), demonów, duchownych, czarnoksiężników czy alchemików.

Dzięki takiej mnogości charakterów, każdy znajdzie przynajmniej jedną postać, której będzie kibicował. Lubicie intrygi polityczne? Super, na pewno dogadacie się z Carmillą. Marzy Wam się fantastyczna przygoda? Śledźcie losy Syphy!

Moim osobistym faworytem okazał się Isaac. Choć na początku, w roli oddanego sługi Drakuli, nie błyszczał, tak w kolejnych sezonach to właśnie jego wątki śledziło mi się najprzyjemniej. Również uważam, że Piekielny Kowal przeszedł największą przemianę ze wszystkich bohaterów.

3. Świat pełen szarości

Jedną z bezdyskusyjnych zalet „Castlevanii” jest fabuła, którą pokochali zarówno fani growego pierwowzoru, jak i widzowie, którzy styczności z takowym nie mieli. Historia, która skupia się głównie na polowaniu na wampiry, przyciągnęła przed ekrany całą rzeszę fanów, sprawiając, że produkcja stała się jednym z niewątpliwych hitów Netflixa.

Co w niej takiego dobrego? Moim zdaniem po prostu sposób, w jaki została napisana. Twórcy nie bali się serwować widzom wydarzeń, które podważały początkowy schemat: wampiry złe, ludzie dobrzy. Wielokrotnie „Castlevania” odwołuje się do moralności odbiorcy, nie narzucając mu jednej słusznej drogi, a zostawiając miejsce do podejmowania własnych sądów. Jeżeli lubicie wielowarstwowych bohaterów i fabułę bardziej realną niż fantastyczną (nawet w dziele o nieistniejących stworach), „Castlevania” na pewno przypadnie Wam do gustu!

4. Mroczny klimat

A skoro już odnosimy się do fabuły, trzeba zaznaczyć, jak świetnie udało się wykreować klimat serii. „Castlevania” niemalże ocieka mrokiem. Miasta i wioski są obskurne, wszędzie panuje mniejsza lub większa bieda, przerażenie ludzi nękanych przez wampiry i ich sługi niemalże czuć przez ekran.

Również potwory spełniają swoją rolę perfekcyjnie. Wampiry budzą lęk, a piekielne pomioty wyglądają, jakby autorzy faktycznie odwiedzili Lucyfera i nakreślili kilka szkiców jego popleczników. Zwłaszcza w czwartym sezonie możemy cieszyć oko przeróżnymi, często horrorowymi designami.

5. Nie potrzebujesz znać pierwowzoru

Jest dokładnie tak, jak napisałem w tytule tego podpunktu. „Castlevania”, choć stworzona na kultowej serii gier, nie wymaga od widza ich znajomości. Sprawdza się świetnie jako samodzielnie dzieło, nie pozostawiając dziur w fabule. W tym wszystkim nie boi się też eksperymentować z elementami, z którymi mieliśmy styczność w pierwowzorze.

Czy to znaczy, że fani gier będą zawiedzeni? W żadnym wypadku! „Castlevania” raz po raz mruga właśnie do tych osób, którzy pokochali materiał źródłowy.

„Castlevania” czeka na Ciebie!

Mam nadzieję, że udało mi się przekonać Cię, abyś dał szansę „Castlevanii”. Ja zakochałem się w serii już po pierwszym sezonie i jeżeli lubisz bardziej mroczne klimaty oraz emocjonujące walki – Tobie też przypadnie do gustu!

Jeśli obejrzałeś już całą serię, napisz w komentarzach pod postem lub na naszej grupie – Leniwcawka – co Tobie spodobało się w „Castlevanii”? Losy której postaci śledziło Ci się najprzyjemniej? Czy czwarty sezon spełnił pokładane w nim nadzieje?
Do usłyszenia!

Subscribe
Powiadom o 
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Jacek "Leniwiec" Kraśnicki
Od lat jaram się japońską popkulturą, a od czasu startu Leniwej Popkultury, również serialami, filmami i animacjami z całego globu. Staram się łączyć mój pracoholizm z lenistwem, ale ciężko jest wybierać między napisaniem nowego tekstu, a czytaniem ciekawostek o zwierzątkach. W wolnym czasie układam LEGO, piję zbożową kawę i spaceruję. Wiecie, że leniwce pływają trzykrotnie szybciej, niż sie poruszają?
- Advertisment -