X-Men vs X-Men, czyli pojedynek pokoleń komiksowego świata mutantów.

Extraordinary X-Men vs X-Men jeszcze z lat 90. Młodziaki kontra starzy wyjadacze. Którzy X-Meni dostarczą czytelnikowi więcej zabawy?

Zapraszam na walkę dzisiejszego wieczoru, bo jest na co popatrzeć. Nie będzie to klasyczna mordobitka jeden na jednego. Urządziliśmy pojedynek grupowy, w którym zmierzą się dwa zespoły mutantów. Pierwszy z nich reprezentuje młoda świta, nawiedzająca nasz rynek w obecnie ukazującym się cyklu wydawniczym Marvel Now 2.0. Seria Extraordinary X-men ma w swoich szeregach takie osobistości jak Staruszek Logan, Magik, Nightcrawler, czy Iceman. Naprzeciw stanie klasyczna ekipa z lat 90., czyli Wolverine, Rouge, Jubiliee, Psylocke oraz Gambit.

Kto wygra to starcie pokoleń? Doświadczeni wojownicy? A może świeża krew? Zapraszam do lektury tekstu, z którego dowiecie się, z kim warto trzymać się na komiksowym osiedlu.

Młodzieńczy zapał

Pierwszy cios leci w stronę gangu wyjadaczy. Młodziaki chcą zabłysnąć w oczach współczesnych czytelników. Bombardują zatem ogromnym potencjałem, który rozbudowali sobie w dwóch poprzednich tomach (o których również możecie przeczytać na naszej stronie – Extraordinary X-men – tom 1, Comics Update – tom 2). W ich najnowszej odsłonie dostajemy bardzo ciekawy konspekt pożeracza wymiarów. Przyznacie, że to brzmi ciekawie prawda? Szkoda, że jedynie w teorii.

Wspomniane zagrożenie jest sztucznie napompowane, bo kompletnie nie czuć jego faktycznego ciężaru. Jakoś niezbyt obchodziły mnie losy Magik, bawiącej się w kotka i myszkę, skacząc po różnych rzeczywistościach, po to, aby złapać owego destruktora. Niestety zawiodłem się na pełnej linii, bo bardzo lubię postać Illyany Rasputin, która choćby w serii Uncanny X-men od Bendisa potrafiła zmierzyć się z samym Dormammu. Tutaj jest cieniasem niepotrafiącym sobie poradzić z jakimś podrzędnym demonem. Jej kompani załatwili go na dosłownie dwóch kartkach komiksu. Wielka szkoda.

 Trudny okres dojrzewania.

Reszta fabuły również zawodzi. Mamy wątek poboczny, bezpośrednio związany z poprzednim tomem. Odrobinę wyjaśnia cały bajzel, który pozostawił po sobie dwunasty zeszyt, ale to nie uratowało sytuacji. Najnowsze przygody mutanciaków są trochę jak bańka mydlana. Pęcznieją, są barwne, puste w środku, a na koniec wybuchają, nic po sobie nie pozostawiając.

Kreacja postaci leży i woła o pomstę do nieba. Wszyscy są wyjałowieni, pozbawieni charakterów, wyprani z jakichkolwiek wartościowych elementów. Jednym słowem DRAMAT. Najlepszym elementem są ilustracje, które naładowane zostały kolorami do granic konturów. Za warstwę wizualną odpowiedzialny był Victor Ibanez, który odrobinę uratował zbiór przed klęską totalną. Czasem tylko zdarzają się sytuacje, kiedy bohaterowie dostają skrętu twarzy jak po srogich pigułach, ale może tak miało być. Nie wiemy, czy przypadkiem w nowej szkole dla mutantów nie ma jakiegoś gagatka, produkującego magiczne dropsy.  Może dorzuca je swoim przyjaciołom do śniadania? Tę furtkę zostawiam otwartą dla wyobraźni każdego z was.

Starzy wyjadacze wracają na kwadrat

Ze strony gangu od Jima Lee wchodzi kontra i już na pierwszy rzut oka widać, że nie będzie lekko.

Pokolenie lat 90. patrząc na twardą okładkę tejże serii, słyszy w głowie intro do kreskówki o mutantach z czasów swojej młodości. No bo który z chłopaków nie oglądał za dzieciaka na Fox Kids serialu animowanego X-men? Każdy młodociany koneser spędzania czasu na trzepaku wie, że nikt tak nie rzucał kartami jak Gambit. Blask 0Mżadnej szkolnej miłości nie był w stanie przebić fajerwerków od Jubiliee. A Wolverine wzbudzał większy szacunek niż dyrektor budy. Kiedyś to było!

Podszedłem do tego zbioru z rezerwą, bo nigdy nie byłem wielkim fanem komiksów wydawanych u schyłku XX wieku. Owszem, kreskówki łykałem jak pelikan, ale do historyjek w obrazkach nie mogłem się przekonać. Głównie ze względu na charakterystyczną oprawę wizualną – kompletnie nie przemawiały do mnie przesadzone proporcje ciała, wyeksponowane na siłę kobiece kształty, czy kiczowata paleta barw. W tym przypadku, postanowiłem dać szansę Jimowi Lee i dobrze się stało, bo całość jest warta każdego grosza.

Synu, patrz i ucz się!

Przygody starych mutantów rozkochały mnie w sobie, przede wszystkim, zaprezentowanymi w zbiorze historiami. Dostajemy kilka opowieści, zawierających przeróżne elementy świata popkultury. W pierwszych paru zeszytach mamy do czynienia z wyprawą do świata dzikusów, gdzie zostajemy wrzuceni w klimat rodem z filmów o Rambo, którego wywieźli w głąb Parku Jurajskiego. Żeby nie było monotonnie, kolejne strony dostarczają nam rozrywki zbliżonej do intryg z Gry o Tron. Dołóżcie do tego jeszcze epopeję kosmiczną, bo akcja, dzieje się pośród gwiazd i planet. Na koniec wszystko zostaje zwieńczone bogatą kreacją głównych postaci będących superbohaterami. Jednym słowem POEZJA!

Dochodzą do tego naprawdę niespodziewane zwroty akcji, barwni bohaterowie, rozbudowane dialogi, czy właśnie ten kreskówkowy feeling. Myślę, że mogę z czystym sercem polecić zbiór przygód X-menów od Jima Lee każdemu, kto po prostu lubi superhero. Gwarantuje, że w tym wydaniu dostanie esencje tegoż gatunku w najczystszej formie.

Finish HIM!

Pojedynek zakończył się szybkim i skutecznym znokautowaniem młodziaków. Wygrywają weterani, którzy zmasakrowali swojego przeciwnika doszczętnie. Mutanciaki z Extraordinary mogą wracać do swojej piaskownicy z terrigenem, tak będzie dla nich lepiej.

Pokonana seria będzie miała jeszcze jeden, ostatni, czwarty tom, który niestety pewnie przeczytam i znów będę marudził. Jednak jestem pełen wiary w to, że najbliższe, nadchodzące w grudniu wydarzenia – DEATH OF X oraz X-men kontra Inhumans, przywrócą do zdrowia moich ukochanych superbohaterów. Najnowszy cykl wydawniczy nie jest łaskawy dla opisywanej tu marki, bo cała historia zawarta w Extraordinary jest po prostu nudna i nieciekawa. Mierzwi mnie to strasznie, bo zmarnowali jej potencjał. 

Walka nie była ustawiona! A fakt, że Jim Lee wraz ze swoją grupą mutantów przekonali do siebie osobę, która brzydziła się stylistką lat 90tych, pokazuje że zrobili tam kawał dobrej roboty. Właśnie tak powinno się pisać komiksowe przygody! 

Póki co, musimy liczyć właśnie na starsze pokolenie, bo ta milenijna młodzież coś nie potrafi dostarczać rozrywki na poziomie. 

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o