Wojna Królów: Preludium. Co między gwiazdami piszczy? | Recenzja.

Jakby ktoś mnie zapytał, od czego powinien zacząć zwiedzanie kosmosu Marvela, to od razu podsunąłbym mu takie tytuły jak: Anihilacja i jej kontynuacja – Anihilacja Podbój, historia Nova Origin, Avengersi od Hickmana, czy Uncanny X-Men – Podbój i Upadek Imperium Shi’ar. Ostatni to już kultowe wręcz opowiadanie odciskające piętno na jednej z ważniejszych cywilizacji w uniwersum. Z kolei niedawno wydane przez Egmont Guardians of the Galaxy to fantastyczna przygoda, poniekąd związana z przytoczonymi tu wydarzeniami (tutaj znajdziecie recenzję).

Czymś zupełnie świeżym na polskim rynku jest Wojna Królów: Preludium. Co prawda jest jedynie wstępem do właściwej Wojny Królów – mającej się ukazać w lipcu 2020 roku – jednak to już o tym wprowadzeniu można powiedzieć, że potrafi przyspawać szczęki do ziemi.  

Jest epicko, gęsto, dynamicznie, nie ma czasu na nudę. Przede wszystkim jednak ta bardzo rozbudowana historia, prowadzona przez kilka lat, w końcu zaczyna układać się w całość.

Opowiem Wam dzisiaj o prawdziwym, międzyplanetarnym konflikcie, który może zakończyć się bardzo niespodziewanie. Ale po kolei. 

Geneza genezy

Zacząć trzeba od 2017 roku, ponieważ wówczas Egmont wydaje mini serie X-men: Mordercza Geneza. Scenarzystą jest Ed Brubacker, odpowiedzialny w swojej karierze m.in za Kapitana Amerykę. Opowiada tam o tym, co działo się bezpośrednio po wydarzeniach związanych z eventem House of M. Gwoli przypomnienia – Scarlet Witch wykasowała moce ogromnej części mutantów. Zostali tylko nieliczny, którym przyszło mierzyć się z ogromnym problemem. Okazało się bowiem, że w naturze nic nie ginie – we wszechświecie musi zostać zachowana równowaga. „Skoro większość ludzi z genem X straciła swoje umiejętności, to coś musiało się stać z tą energią”. Taką oto tezę dostajemy na samym początku Morderczej Genezy. Kolejno już jesteśmy świadkami narodzin pewnej postaci, gdzieś w odmętach kosmosu. 

Na skutek uderzenia energią zostaje przywrócony do życia nieznany nikomu dotąd gagatek – Wulkan. Okazuje się, że jest on zaginionym bratem braci Summers – Scotta i Alexa.  Jego najbliższa część rodziny nie miała pojęcia, że typ w ogóle kiedykolwiek istniał. Jako czytelnicy, również mamy na początku problem ze zrozumieniem, dlaczego tak ważna postać zaprezentowana została tak nagle. Jednak z biegiem historii okazuje się, że profesor Xavier wiedział o Wulkanie przez cały czas, ale trzymał to w tajemnicy. Kiedy prawda wychodzi na jaw, Cyclops wyrzuca dziadunia z szeregów zorganizowanej szkoły dla mutantów.

Gabriel – bo tak nazywa się ów zaginiony, wskrzeszony braciak, pała żądzą zemsty do… dosłownie wszystkich. Przypominając sobie swoje poprzednie życie, okazuje się, że najbardziej nienawidzi imperium Shi’Ar, ponieważ cesarz tejże cywilizacji zabił jego rodziców. Tak oto wyfruwa sobie, wbijając się w kosmos jak w masło, po czym podbija ową nację i zostaje ich przywódcą. Świadkami tych wydarzeń jesteśmy w komiksie wydanym u nas pod nazwą Uncanny X-Men: Powstanie i upadek imperium Shi’ar. Natomiast Wojna Królów: Preludium pokazuje nam jego jeszcze dalsze losy. 

Wojna Królów: Preludium komiks marvel x-men

Na dwoje babka wróżyła

Mamy do czynienia ze zbiorem opowiadań dotyczących dwóch nacji. Z jednej strony – Wulkan jako nowy władca Shi’Ar prowadzi agresywną ekspansję wszechświata. Jest nie do zatrzymania. Jego wojska i moc sieją pogrom, a lud uwielbia go coraz bardziej, bo przywraca im świetność. 

Powstaje ruch oporu, któremu przewodzi brat Gabriela – Alex Summers – Havoc. Wraz z Rachel Grey, która weszła w posiadanie mocy Phoenixa, Korvusem i Lorną Dane tworzą Starjammers. Próbują pokrzyżować plany głównego złola i latają za nim po całym kosmosie. Plusik mogę już postawić choćby za to, że na pierwszym planie nie są czołowi bohaterowie Marvela, tylko postacie mniej znane, mogące zabłysnąć.  Może oprócz Havoca, bo jego rozpoznaje szersze grono; ale reszta, to dość oryginalne osobistości. 

Drugi wątek przejmują Inhumans! Znowu oni! Niedawno pisałem o ich pojedynku z X-Menami – możecie zajrzeć pod linkiem. W komiksie Wojna Królów: Preludium po konflikcie ze Skrullami odzyskali swojego władcę (WKKM – Tajna Inwazja) i teraz widzimy, jak ruszają na flotę wroga w bezpośrednim odwecie. Jesteśmy świadkami, jaką technologią dysponują nasi bohaterowie. Całe miasto, czyli ich baza operacyjna – Attillan, odpala się niczym taran na zielonoskórych i gniecie ich statki kosmiczne w pył. Po masakrze na pierwszych przeciwnikach Blackbolt, postanawia skierować swój lud do siedziby innej, szalenie ważnej rasy w uniwersum – Kree. Tam również dokona się zmiana władzy, jak w przypadku imperium Shi’ar. Wulkan i jego świta mogą napotkać na niespodziankę, planując ekspansję całego kosmosu. Oj dzieje się. 

Wojna Królów: Preludium Marvel

Cała naprzód!

Chyba już wiecie, kogo dotyczyć będzie nadchodząca Wojna Królów.  Ja mam swoich faworytów, ale nie będę wyskakiwał przed szereg. Skupmy się na Preludium, bo to ono gra dzisiaj pierwsze skrzypce. 

Naprawdę wyjątkowo zaskakujące zwroty akcji, fabuła pędzi na łeb na szyje, ale trzyma w napięciu i stoi na wysokim poziomie. Nie ma tu zagadki do rozwiązania czy dylematów moralnych, ale statek z historią właśnie wlatuje w nadprzestrzeń. Nie wiadomo gdzie się znajdziesz, ale dotrzesz tam szybciej, niż zdążysz powiedzieć X-Men. 

Co więcej, śledząc tę opowieść od samego początku, czyli zaczynając w punkcie Morderczej Genezy, przez Upadek i powstanie imperium Shi’Ar do Wojny Królów Preludium, widzę, jak rozrosła się postać samego Wulkana, jego czynów i ich konsekwencji. Powstał naprawdę niewinnie, a jego czyny wpłynęły na cały kosmos. Myślę, że należy się tu uznanie dla scenarzystów za stworzenie naprawdę spójnej i barwnej opowieści prowadzonej przez wiele zeszytów.

Wojna Królów: Preludium wspaniały wstęp do czegoś wielkiego

Bałem się o bohaterów, przeżywałem to wszystko razem z nimi, a nie obok nich. Czasem nawet zupełnie nie wiedziałem, jak sytuacja się rozwinie! To wszystko sprawiło, że nie byłem w stanie się oderwać od tej kosmicznej epopei. 

Scenarzyści Dan Abnett, Andy Lanning, Andy Schmidt, Christopher Yost trzymali mnie przy swojej opowieści do samego końca. Cały ogień dodatkowo podsycali rysownicy – Paul Pelletier, Dustin Weaver, Frazer Irving, Bong Dazo, Paco Diaz Luque. Stworzyli oni bardzo szczegółowy, pełen detali i niezwykle kolorowy wszechświat. Miejscami również dosadnie odwzorowali rzeczywistość, więc brutalnych i mrocznych kadrów nie brakuje. 

Na wyróżnienie zasługuje zeszyt z serii X-Men: Divided we stand #2 zatytułowany Dziura, będący zawartością zbioru. Jest bardzo sugestywny, jego scenariusz ciężki i przytłaczający, a ilustracje surrealistyczne i niezwykle działające na wyobraźnie. Opowiada o niewoli Havoca w momencie, kiedy ten wpada w łapy Wulkana. Toczy wewnętrzną walkę z demonami i musi sobie radzić z tymczasową porażką i utratą załogi. Niby taka pojedyncza historia, a zdecydowanie odstaje od reszty i zapada w pamięć. 

Wojna Królów: Preludium komiks

Preludium do właściwego koncertu

Zbiór zdecydowanie wart uwagi, choćby dlatego, że na naszym rodzimym rynku nie ma jakoś dużo tytułów z kosmosem Marvela w tle.

W przypadku Wojny Królów:Preludium można mówić o swego rodzaju perełce. Świetnie wykorzystuje elementy i schematy z wykreowanego świata, jest narysowana z ogromnym rozmachem, fabularnie potrafi zaskoczyć i ani na sekundę nie powieje nudą. A żeby jeszcze ułatwić nowym czytelnikom wbicie się w wir akcji – autorzy polskiego wydania oferują nam krótkie streszczenie minionych wydarzeń. Wyjadacze sobie wszystko przypomną i ułożą w głowie. Natomiast świeżaki nie odczują zagubienia i będą mogli z łatwością przeżywać kosmiczną przygodę na równi z tymi drugimi.

Zachęcam gorąco do sięgnięcia po ów komiks, bo nadchodzący w lipcu event będący bezpośrednią kontynuacją tego, co zastajemy tutaj. Szykuje się gorącą bułeczką. 

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o