Wiedźmun | Tom 1 | Miecz przeznaczenia czy… zanieczyszczenia?

“Później mówiono, że człowiek ten nadszedł od północy, od Bramy Elektrycznej. Szedł pieszo, a konia nie prowadził, bo ten padł po wypiciu wody z pobliskiej rzeki. Było późne popołudnie i kramy najemnych zbirów były już zamknięte, a uliczkę zasnuwał dym z fabrycznych kominów…”

Tak pewnie wyglądałby początek sagi o Geralcie, gdyby napisał ją na nowo Tomasz Samojlik. Autor nie poszedł jednak na łatwiznę i postanowił tę historię opowiedzieć nie tylko swoimi słowami, ale też rysunkami, tworząc komiks Wiedźmun. Z uniwersum Sapkowskiego pożyczył znanych nam dobrze bohaterów i motywy, by opowiedzieć własną, komiczną historię pogromcy potworów z aktualnym przesłaniem. Jej pierwsza odsłona, Słodki zapach potwora o poranku, całkiem niedawno zmaterializowała się w naszym wymiarze pod postacią komiksu od Kultury Gniewu. Znajdziemy w nim m.in. podróże między światami, katastrofę ekologiczną, całkiem miłe potwory i sporą dawkę humoru.

Brzmi fajnie? No to zapraszam do dalszej lektury!

Ciri sama w domu

Znacie te żarty o ojcu, który wychodząc z domu tylko po papierosy, już nigdy nie wrócił? Tak mniej więcej zaczyna się Wiedźmun. Pewnej nocy tata głównej bohaterki udaje się do swojego laboratorium, by złożyć rutynową wizytę w innym wymiarze, po czym… znika na kolejne pięć lat. Mała Kira spędza ten czas pod opieką nianiorobota dbającego o jej bezpieczeństwo i dobrostan psychiczny. Nie jest to wcale takie proste, bo rzeczywistość wokół nie nastraja zbyt optymistycznie. Doniesienia o kolejnych porażkach w walce z zanieczyszczeniem środowiska, konieczność pozostania w domach i groźba globalnej katastrofy to codzienność Kiry. Do tego dziewczynka zwyczajnie tęskni za ojcem, który najwyraźniej utknął gdzieś w innym świecie. Nic więc dziwnego, że w końcu, wbrew protestom niani, Kira postanawia odszukać tatę. Nie wie jednak, że otwarcie bramy do innego wymiaru będzie miało poważne konsekwencje – zarówno dla jej świata, jak i tego po drugiej stronie…

Diss nie tylko na Triss

W ten sposób bohaterka trafia do świata ludzi i potworów. Wśród mieszkańców tego uniwersum odnajdziemy karykaturalne wersje postaci znanych z książek i gier o Geralcie. Jako pierwszy na drodze dziewczynki pojawia się Katarakt, bard poszukujący inspiracji we współczesnych piosenkach disco polo. Później na scenę wkracza Gierwald, wiedźmun z Cechu Kaczki, którego głównym zajęciem jest bezmyślne zabijanie potworów i narzekanie na swój los. Trafiamy również do zamku, gdzie rezydują Dżenifer i Diss, magiczki na usługach króla Emila. Nie zabrakło też przedstawiciela krasnoludów w osobie Xarpena, tu w roli łasego na kasę pomocnika czarodziejek.

Jeśli po tym wstępie nabraliście przekonania, że ten komiks jest dziką jazdą bez trzymanki po dziele Sapkowskiego i grze Redów, niestety jesteście w błędzie. Musicie bowiem wiedzieć, że komiksy Tomasza Samojlika są dedykowane przede wszystkim dzieciom i młodzieży. Nie spodziewajcie się zatem krwawych walk, przekleństw, zawiłych intryg politycznych i chędożenia wszystkiego, co popadnie. Choć świat wiedźmuna jest wzorowany na tym, który znamy z różnych opowieści o Geralcie, to ta wersja jest bardzo autorska i mocno family-friendly. Co nie znaczy jeszcze, że dojrzali czytelnicy nie mogą czerpać przyjemności z lektury.

Płotka by się uśmiała

Czy da się pośmiać z żartów w Wiedźmunie, mając lat więcej niż kilka lub kilkanaście? Odpowiadając słowami klasyka: można jak najbardziej, jeszcze jak! 

Już same imiona głównych bohaterów i ich zachowanie powinno u każdego fana wiedźmińskiej sagi wywołać co najmniej uśmiech. Szczególnie zadowoleni powinni być hejterzy Triss, która w komiksie prezentuje większy dekolt niż pomyślunek. Mnie osobiście najbardziej rozbawił samoopis Geralta (Gierwalda), będący chyba najtrafniejszym i najszczerszym podsumowaniem tej postaci, jaki w życiu czytałam. 

Jednak nie tylko z parodii samego Wiedźmina możemy się tutaj pośmiać. Starsi czytelnicy na pewno docenią żartobliwe nawiązania do innych tworów popkultury, m.in. Gwiezdnych wojen czy Czasu Apokalipsy. Uśmiech na twarzach może również wywołać drwina z utartych schematów z filmów przygodowych i fantastycznych. W krzywym zwierciadle zostali też pokazani politycy, którzy wysyłają wojsko, by przekonało poddanych, że ich kraj jest najlepszym miejscem do życia i płacenia podatków. Choć akurat w tym przypadku jest to raczej gorzki śmiech. 

Nie taki potwór straszny… ale smog jak najbardziej

Oprócz ludzi, krasnoludów i polityków interesującą składową świata Samojlika są potwory. Przyznam, że ta nazwa wyjątkowo nie pasuje do kolorowych i sympatycznych stworzeń, z którymi rozprawia się po drodze nasz wiedźmun. Co więcej, te cudaczne istoty są w rzeczywistości bardzo pożyteczne – to one przywracają życie zniszczonej przyrodzie. Niestety, co potwory naprawią, to ludzie zaraz znowu popsują, narażając się na (słuszny) gniew tych pierwszych. W efekcie ciągłych konfliktów populacja pożytecznych mieszkańców krainy maleje, a ich pogromcy myślą, że robią dobrą robotę, chroniąc ludzi przed okrutnymi bestiami. Śledząc podobne sceny, tak samo jak w oryginalnej sadze zaczynamy się zastanawiać, kto w tym układzie faktycznie jest potworem…

Ten proekologiczny przekaz jest, zaraz obok humoru, największym atutem komiksu. Samojlik wprowadza problem postępującej degradacji środowiska w nienachalny i zabawny sposób, czyniąc go tłem dla rozgrywających się wydarzeń. W świecie Gierwalda mamy więc dymiące fabryczne kominy, powycinane drzewa, kończące się zapasy lokalnego paliwa i wspomnianą walkę z potworami, naturalnymi obrońcami przyrody. Myślę, że zaangażowani w ochronę środowiska rodzice mogą śmiało wykorzystać te elementy do uwrażliwienia swoich pociech na problem jego nadmiernej eksploatacji. Wspólna lektura Wiedźmuna wydaje się dobrym wstępem do dyskusji na ten temat. 

Wiedźmun nadal na szlaku

Kiedy dotarłam do ostatniej strony komiksu, byłam szczerze zdziwiona, że to już koniec. Niespieszna lektura całości zajęła mi jakieś pół godziny – zdecydowanie mniej niż zakładałam. Na szczęście, podobnie jak w sadze o wiedźminie, gdy coś się kończy, coś innego się zaczyna: “Słodki zapach potwora o zmierzchu” nie jest zamkniętą historią, tylko początkiem dłuższej przygody. Mam wrażenie, że w tej części Wiedźmuna autor dopiero rozstawia pionki na planszy i przygotowuje się do właściwej rozgrywki. Po kolei wprowadza poszczególnych bohaterów, by na końcu połączyć ich z sobą w dość niecodziennych okolicznościach. I słusznie, w końcu przed wyruszeniem w drogę należy zebrać drużynę.

Ogólnie rzecz biorąc, nowa seria Samojlika zapowiada się interesująco. Może nie jest to hit na miarę Shreka, który z równym powodzeniem bawił dzieciaki i dorosłych, ale trzeba przyznać, że Wiedźmun ma swój urok oraz komediowo-edukacyjny potencjał. Liczę na to, że autor wykorzysta go w pełni w kolejnych częściach. Ja na pewno sięgnę po drugi tom, kiedy już się ukaże, a pierwszy postaram się w najbliższym czasie przetestować na znajomych dzieciakach. W końcu to one wydają się najwłaściwszymi odbiorcami przekazu tego komiksu. Kto wie, może wystawią mu nawet lepszą ocenę niż ja…*

Komentarz daj Leniwcowi

Jeżeli czytaliście już Wiedźmuna wraz z berbeciem lub solo, dajcie znać w komentarzach albo na fanpage’u Leniwej Popkultury, co o nim sądzicie. Jesteśmy ciekawi, jak Wam podobały się perypetie Gierwalda i spółki, i czy również czekacie na ich kontynuację. Sprawdźcie też inne komiksy polskich autorów, które pojawiły się na naszej stronie!

Tymczasem – bywajcie. I nie zapomnijcie dbać o naszą planetę, żeby komiksowa fikcja nie stała się wkrótce rzeczywistością.


*Moja ocena to 8/10, odjęłam punkty za zbyt krótki czas lektury oraz brak Płotki. Mam nadzieję, że następnym razem autor naprawi swój błąd.

Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments