Western. Poszukiwany żywy lub martwy.

Nawet żyjący pod kamieniem człowiek, taki jak ja, w ostatnich miesiącach musiał usłyszeć o Red Dead Redemption 2. Ni stąd, ni zowąd cały Internet przywdział kowbojskie kapelusze, osiodłał konie i pokłusował preriami Ameryki Północnej. Ja jedynie odpaliłam Blaze of Glory Bon Joviego, by choć w ramach solidarności znaleźć się w podobnych klimatach. Kiedy podczas rodzinnego spotkania czternastoletnia kuzynka pokazywała jak łapie losowego wieśniaka na lasso, wiezie go na tory i z satysfakcją ogląda jak ten zostaje przejechany przez pociąg, zaczęłam się zastanawiać: kiedy usłyszymy o ekranizacji Red Dead Redemption? Następnym pytaniem było: tylko jak taki film miałby wyglądać? I ostatecznie skończyłam zastanawiając się nad czymś, nad czym ludzie piszący o filmach dumają od dawna: czy western jest martwy?

Jedno z tych pytań, a dokładnie to drugie, zadałam redakcyjnym kolegom. W ramach odniesienia od razu padły tytuły jak: Nienawistna Ósemka Tarantino, Bez przebaczenia z Clintem Eastwoodem a także Trylogia dolarowa Sergio Leone. Znalazła się nawet propozycja muzyki pod trailer. Trochę sobie o westernach porozmawialiśmy, a mi w głowie kiełkowało jedno – western żyje i ma się dobrze. Skąd przekonanie, że jest inaczej?

Truposz

Western obok romansu, horroru czy musicalu wchodził w skład hollywoodzkiego kina gatunków. Początki kina musiały wpisać swoje filmy w pewne ramy, by widzowie mogli spokojnie połapać się, o co z tą nową rozrywką chodzi.

Gatunek miał z miejsca przemawiać konkretnymi słowami. Nawiązywać więź z widzem, powtarzając i ustalając schematy, historie, postacie i nastrój. Najpierw traktowany jako kampowy, z czasem stał się ulubionym rodzajem filmów w Ameryce. Do tego stopnia, że uważany jest za najbardziej amerykański gatunek.

Jednak wszystko co piękne kiedyś się kończy; czasy się zmieniają i western musiał ustąpić miejsca czemuś nowemu. Redakcyjny znawca westernów, Jaca, powiedział mi: “[…] Bez przebaczenia Clinta Eastwooda z 1992 roku stanowił kropkę nad „i” jeżeli chodzi o ten gatunek w bardziej klasycznym wydaniu. Był dekonstrukcją i jednocześnie listem pożegnalnym. Przynajmniej z formą, w jakiej znaliśmy western przez większość ubiegłego wieku”.

Bardzo Dziki Zachód

Uderzyłam w Internet szukając odpowiedzi na pytanie czy western jest martwy i znalazłam kilka argumentów „za”. Eksperci twierdzą, co następuje. Po pierwsze: western jest nieadaptowalny i ciężko w nim o coś nowego i zaskakującego. Po drugie: moda się zmieniła razem z czasami. Nasze oczy kierują się ku podbojowi kosmosu i nowym technologiom. Kogo dziś interesuje starcie człowieka z naturą i jedzenie fasoli z puszki nad ogniskiem? Po ostatnie: western nie przyciąga międzynarodowej widowni; to gatunek wybitnie amerykański i inne kultury się nim nie interesują.

Za brakiem widowni idzie brak zarobku. Dodatkowo kręcenie westernów wymaga garści dolarów więcej (w full CGI byłyby niewiarygodne). Morał jest jasny — robienie westernów jest dziś nieopłacalne. Problem jest jednak taki, że wszystkie te argumenty można obalić.

Trylogia dolarowa (Za garść dolarów, Za kilka dolarów więcej, Dobry, zły i brzydki) Sergio Leone to filmy tak dobre, że w pewien sposób stały się wyznacznikami gatunku. To właśnie o nich myślimy, kiedy myślimy „western”.

Western, Dobry, Zły i Brzydki

A western to opowieść o kowbojach i Indianach. Obowiązkowe są: saloon, szeryf i samotny jeździec przybywający do miasteczka bezprawia. Mamy jasny podział na dobrych i złych. Mamy pościgi konne, napady na bank i pociąg, pojedynek w samo południe; budowę kolei i gorączkę złota, suchy krzak toczony wiatrem przez pustą ulicę. Ostatecznie, to amerykańska opowieść o kolonizacji Dzikiego Zachodu. To Arizona, Teksas i Nowy Meksyk. Prerie i kaniony. Na pierwszy rzut oka rzeczywiście wygląda na to, że niczym nie da się westernu podrasować.

I’m a cowboy, on a steel horse I ride

Quentin Tarantino pytany o westerny powiedział, że ten gatunek, jak żaden inny, piękniej nie oddawał czasów, w których powstawał. Zatrzymajmy się na chwilę przy tych słowach.
Jak wspomniałam korzenie westernu sięgają początków kina. On sam służył wtedy budowaniu tożsamości narodowej Amerykanów. Tworzył etos bohatera, który podobnie jak reszta społeczeństwa, znajduje się na rozdrożach. Pierwsze westerny to konflikt natury i cywilizacji; jednostki i społeczeństwa. Zadawały pytanie: Jak to jest przynależeć do jakiejś grupy, jak to jest być prawdziwie wolnym? Razem z pojawieniem się cywilizacji (ranczerów, farm, miasteczek, kolei) samotny bohater musiał oddać część swojej wolności, by przynależeć. Ile jednak był gotowy poświęcić?

Bohater outsider, nawet jeśli swoimi działaniami chronił społeczeństwo, ostatecznie nie mógł zostać przez nie zaakceptowany. Przecież używał wszelkich metod spoza prawa! Co z tego, że walczył z innymi ludźmi spoza prawa? Poświęcał się dla cywilizacji, a później odjeżdżał ku zachodzącemu słońcu. Znów ku swojej wolności.

Pewnego razu na Dzikim Zachodzie

Lata czterdzieste to westerny jak np. Dyliżans Johna Forda (choć premierę miał w 1939) z Johnem Waynem w roli głównej. Opowiadały o uniwersalnym poświęceniu i wspólnym celu. Lata pięćdziesiąte, z Rio Bravo, Jeźdźcem znikąd czy W samo południe pozwalały na chwilę zapomnieć o traumie, zatrzymując ją w przeszłości. To były prostsze czasy, gdzie wszystko miało swoje miejsce.

Razem z latami sześćdziesiątymi zniknęło pojęcie uniwersalnego poświęcenia. Społeczeństwo przestało być warte ratowania. Było skorumpowane i swoim ogromem przerastało pojedynczego bohatera. Ten mógł teraz dbać tylko o siebie. Cynik i nonkonformista, szukający swojego miejsca i uciekający od społeczeństwa. To właśnie wtedy powstały Trylogia dolarowa Sergio Leone, Siedmiu Wspaniałych czy Butch Cassidy i Sundance Kid. W pewnym sensie to była złota era westernów i to właśnie z takimi je dziś kojarzymy.

Western, Pewnego razu na Dzikim Zachodzie

Jeździec znikąd

Początek lat siedemdziesiątych i wojna w Wietnamie nie pomagała gatunkowi, który nabrał takich, a nie innych barw w poprzednim dziesięcioleciu.
Sergio Leone, w swoim Pewnego razu na Dzikim Zachodzie w roli głównego złego specjalnie obsadził Henry’ego Fondę. Tego samego Fondę, który w Mieście bezprawia Johna Forda, z 1946 roku, zaprezentował się widowni jako człowiek dobry i prawy. Wieść niesie, że Fonda chciał użyć soczewek kontaktowych, by zmienić kolor oczu, na co Leone kategorycznie się nie zgodził. Miał wręcz stwierdzić, że to przez kolor oczu Fonda rolę dostał. Tym razem najgorszy drań tej historii miał mieć szlachetną twarz i niewinnie błękitne spojrzenie. To doskonale obrazuje, że razem z aferą Watergate społeczeństwo przestało wierzyć w mity i bohaterów. Uwielbiani wcześniej tacy uroczy dranie wyjęci spod prawa, jak Jesse James czy Billy The Kid, nagle stali się mordercami i rzezimieszkami.

Przełom lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych to czas, kiedy filmy przestały być o otaczającym je społeczeństwie, a zaczęły być o innych filmach. I choć Gwiezdne Wojny: Nową Nadzieję trudno nazwać westernem to czerpały z Poszukiwaczy z 1956 roku Johna Forda, z Johnem Waynem, całymi garściami.
Indiana Jones Spielberga również nie udawało, że westernami się nie wzorowało. Powstawały także parodie, np. Płonące siodła czy westerny komedie jak Bronco Billy.

Jak nie zdobyto Dzikiego Zachodu

To wszystko dowodzi, że western nie tylko da się adaptować do czasów, które go zastały, a wręcz ta umiejętność to esencja gatunku. Obecnie w kinie trwa era remake’ów, superbohaterów i wielkich letnich hitów tworzonych taśmowo. Western niekoniecznie dobrze radzi sobie w tej kategorii. Bardzo Dziki Zachód, Kowboje i Obcy, Jeździec znikąd z Johnnym Depp’em: wszystkie z tych filmów poległy w box office’ach, nie zdobywszy również uznania wśród krytyków. Choć próbowano bawić się gatunkiem pewnych tytułów, a już szczególnie tych wymienionych – nie przemyślano. Może dlatego, że western to jeden z pierwszych gatunków filmowych, już w DNA mamy zakorzenione, żeby nie nabierać się na jego podróbki? Coś nam chyba w duszy mówi, że western to ma być coś więcej niż zrobiony dla zarobku tytuł na lato? Bo, przyglądając się próbom zrobienia z opowieści o kowbojach i Indianach radosnej rozrywki dla całych rodzin, taki wniosek się nasuwa.

Tańczący z remake’ami

Znowu powołam się na Tarantino, który powiedział, że robiąc western reżyser powinien robić go „po swojemu”.
Jeśli nie nazywasz się Sergio Leone czy John Ford to nie zrobisz westernu, jaki zrobiłby Sergio Leone czy John Ford. Co nie oznacza, że nie próbowano. Z mniejszym lub większym powodzeniem remake’owano klasyczne westerny. 3:10 do Yumy wypadła nawet nieźle. Russell Crow jako uroczy drań i Christian Bale w, jak na niego, nieprzeszarżowanej roli, odwalili kawał niezłej roboty na planie (choć i tak zbledli przy drugoplanowej roli Bena Fostera). Film jednak furory nie zrobił.

Western, 3:10 do Yumy, Ben Foster

Mniej udaną próbą było ożywienie Siedmiu Wspaniałych. Z jednej strony trio od Dnia próby mogło sugerować, że będzie ciekawie. Nawet nie przeszkadza (a przynajmniej mi) sam fakt inkluzji. Denzel Washington czy Byung Hun Lee to świetni aktorzy. Na planie towarzyszyli im np. Ethan Hawke czy Vincent D’Onofrio, a za kamerą stał Antoine Fuqua. On jednak nie wiedział chyba, po co ten film robi (poza wydawałoby się łatwym zarobkiem). Przez co, całość była jedynie zlepkiem nawiązań do westernowych klasyków, bez jakiejkolwiek treści.

Prawdziwe męstwo

Całe szczęście są jeszcze ludzie, którzy wiedzą, po co piszą scenariusze i stają za kamerą. Może kontrowersyjnie, ale za jeden z wielu udanych westernów naszych czasów wskażę Tajemnicę Brockeback Mountain, Anga Lee gdzie bohaterowie w klasyczny sposób mierzą się z konfliktem: jednostka kontra społeczeństwo, jednak tym razem granica, którą próbują pokonać jest własna seksualność. To wydawałoby się typowy kowboj Ennis (Heath Ledger) źle radzi sobie z własnym homoseksualizmem wiedząc, że godząc się z tym, kim jest, nie będzie zaakceptowany w swojej społeczności. Jack (Jake Gyllenhaal) akceptuje swoją odmienność, rzuca wyzwanie rzeczywistości i to jego spotyka kara.

To nie jest kraj dla starych ludzi, braci Cohenów, przygląda się postaci nieustraszonego kowboja, którego nadgryzł ząb czasu. Szeryf Bell (Tommy Lee Jones) nie szarżuje na przestępców z pistoletem w dłoni, wręcz przeciwnie! Stara się przetrwać dzień bez uszczerbku na zdrowiu. W czasie trwania filmu po rewolwer sięga tylko raz, a i tak nie musi go używać. Wie, że jego najlepsze czasy już minęły. Ameryka to nie jest kraj dla starych ludzi i Bell musi ustąpić miejsca młodym. A my, choćbyśmy nie wiem jak nie myśleli, że świat należy do nas, to bez tych starszych ludzi niekoniecznie byśmy sobie radzili.

Say my name…

Tarantino oddał hołd westernom podejmujące rasowe dyskusje i szokując dosadnością w swoim stylu w Django Unchained i Nienawistnej Ósemce.
Zjawa, Zabójstwo Jesse’ego Jamesa przez tchórzliwego Roberta Forda, Bone Tomahawk czy Pojedynek nie ściągnęły do kin tłumów i raczej nie zobaczymy ich w popołudniowym paśmie na TVP 2 w niedzielę. Bo dobry western wciąż pozostaje sobą, podejmuje dyskusję z otaczającym go światem. Stanowi kontrę dla popkultury. Miasto, zwane przemysłem filmowym, jest za małe dla blockbusterów i westernów. Jak pisałam – w czasach blockbusterów i filmów politycznie poprawnych western, ten debatujący z rzeczywistością, zostaje zakrzyczany, bo jest niewygodny. Jednocześnie, sukces np. Logana czy nawet redakcyjna chęć soczystego Red Dead Redemption pokazuje, że być może czeka nas zmiana warty.
A co z odnoszącym sukcesy na całym świecie Breaking Bad? O tym, jak bardzo jest to western naszych czasów można by było napisać oddzielny tekst!

Western, Breaking Bad

Kowboje i Obcy

Kiedy już obaliliśmy mit o nie adaptacyjności westernu, przejdźmy dalej. Zwolennicy teorii o martwym westernie twierdzą, że niestety – było minęło. Moda na gatunek zniknęła i koniec kropka! Ręka do góry kto ostatnio widział grupkę dzieci bawiących się w kowbojów i Indian! Nikt? No właśnie. Dziś idziemy ku przyszłości. Kierunek kosmos i sci-fi. Pościgi konne i iphony ze sobą w parze nie mają prawa podążać!
Powołując się na wspomniany wcześniej Bardzo Dziki Zachód czy Kowbojów i Obcych wypadałoby pokiwać głową ze zrozumieniem i przejść dalej. Przestańmy jednak pastwić się nad tymi filmami. Już wcześniej wspomniałam, że Gwiezdne Wojny garściami czerpały z westernów. Oczywiście nikt o zdrowych zmysłach nie przepisałby sagi do omawianego gatunku.

Mimo tego western umie w przyszłość. Jak na klasyczny gatunek filmowy, z głową, radzi sobie w towarzystwie innych. Nie groźne mu sci-fi (Westworld, Firefly, Kowboi Beebop), post apokalipsa (Mad Max, seria Fallout), fantasy (Mroczna Wieża Kinga, Kaznodzieja, Kino’s Journey), komedia (Kowboj z Szanghaju). Nawet horror. Oczywiście i tu zdarza się nieco odlecieć, tworząc mieszankę wszystkiego, co leżało pod ręką, kręcąc np. Abrahama Lincolna Łowcę Wampirów. Ale już S. Craig Zahler, robiąc Bone Tomahawk, doskonale wiedział jak horror z westernem wymieszać.

Spaghetti. Sukiyaki.

Amerykanie tak bardzo uznali western za swój własny gatunek, chyba kompletnie zapominając, że trzy filmy, które są wyznacznikiem gatunku to spaghetti westerny. Nurt zdefiniowany przez Sergio Leone i Sergio Corbucci’ego mógł się początkowo Amerykanom nie podobać, ale po Trylogii dolarowej musieli uznać jego wielkość. A co z jednym z ulubionych tytułów gatunku, Siedmiu Wspaniałych, który jest remake’iem Siedmiu Samurajów Akiry Kurosawy?
Oczywiście, przyznaję, że westerny z innych krajów niż Stany Zjednoczone mogą wydawać się „dziwne”, nie mniej są robione, z lepszym i gorszym skutkiem.

Chociażby Sukiyaki Western Django, Takashiego Miike. Sukiyaki to japońska potrawa, której makaron jest podstawowym składnikiem. Natomiast Django to nawiązanie do filmu Corbucci’ego z 1966 roku. Kto trochę zna filmografię Miike, ten pewnie nie zdziwi się jak napiszę, że Sukiyaki Western Django to film jednocześnie dobry, zły i … dziwny. Na powierzchni wszystko w nim wydaje się wybitnie amerykańskie. Dwa gangi, Biali i Czerwoni (wink wink), poszukujące kufra ze złotem, przybywający do miasteczka samotny rewolwerowiec, intryga, zagadka, dobro i zło. Nawet Japońscy aktorzy przez cały czas mówią po angielsku. Jednak Miike zrobił tu dokładnie to, o czym mówił Tarantino (panowie się znają, a Quentin ma nawet epizod w Sukiyaki). Miike zrobił ten film kompletnie po swojemu. I choć pojawiają się samurajskie miecze, chyba raz na zawsze odpowiedziano, dlaczego nie przynosi się broni białej na pojedynki strzeleckie.

Western, Sukiyaki Western Django

Kimchi. Bigos?

Swoich sił w kowbojskich klimatach spróbowali też Koreańczycy. Dobry, Zły i Dziwny (bądź Zakręcony) to ich wersja chyba nie muszę pisać jakiego filmu. Ewidentnie jest westernem i przepięknie oddaje hołd klasykom gatunku. Mamy tu jeden z lepszych w ostatnich latach napad na pociąg, pościgi konne, pojedynki strzeleckie i wybitnie jednoznacznie określone charaktery postaci o pseudonimach, nomen omen, Dobry, Zły i Dziwny. Film jednak na wskroś pozostaje filmem koreańskim. Co w ogóle nie dziwi, bo odpowiada za niego Kim Jee Woon, twórca Ujrzałem diabła czy Opowieści o dwóch siostrach.

A co z naszym własnym bigos (?) westernem Wilcze echa? Został zapomniany, i teraz jest najlepszy czas, żeby sobie o nim przypomnieć!
Westerny robili też Niemcy, Duńczycy, Hiszpanie, Francuzi, Australijczycy i Kanadyjczycy. Twórcą Lucky Luke’a, najsłynniejszego rysunkowego kowboja, jest Belg.
Nie. Amerykanie nie władają westernem tak, jakby im się wydawało.

Zjawa

Western żyje. Siedzi sobie w saloonie, chowając się pod kapeluszem i zastanawia, dlaczego portret pamięciowy z jego podobizną wisi na zewnątrz? A my, wpatrzeni w smart fony, tylko co raz podnosimy głowy, by spojrzeć na tego dziwnego gościa z dwoma rewolwerami. Spojrzeć jak na relikt zamierzchłych czasów.
On nie krzyczy i nie macha rękami, by zwrócić na siebie uwagę.

Wracając na koniec do Red Dead Redemption, twórcy ewentualnej ekranizacji mieliby niemały orzech do zgryzienia. Podobnie jak koledzy z redakcji skłaniałabym się ku bardziej klasycznemu podejściu do tematu. Ja jednak, nie grałam w grę, ja po prostu chcę kolejnego dobrego westernu w kinach ;]
W przeciwnym wypadku wolałabym, by Red Dead Redemption pozostało tam gdzie Fallout – w strefie idealnych ekranizacji, które nigdy nie powstały.

Dodaj komentarz

Dodaj komentarz

  Subscribe  
Powiadom o