Uchouten Kazoku – Recenzja

Uchouten Kazoku

Uchouten Kazoku – życie jenotów

Dawno już nie obejrzałem żadnej serii do końca. W ogóle oglądam za mało. Chociaż cały czas kontynuuje Inuyashiki oraz Just Because! z jesiennego sezonu. Natchniony jednak poleceniem jednego z użytkowników wykopu – za co serdecznie dziękuję, bo sam pewnie nigdy na Uchouten Kazoku bym nie trafił – postanowiłem spędzić kilka dni z japońską animacją.

Dzisiaj zaczniemy nietypowo.

Bo widzicie – jest pewna grupa odbiorców, którzy muszą mieć wszystko bardzo ładne. Kreskę, animację, postaci. Nie tykają wtedy dzieł, które wizualnie nie spełniają ich oczekiwań, nie urywają tyłka. Można się długo kłócić z takimi osobnikami: że przecież fabuła jest najważniejsza, że muzyka też gra ważną rolę, ale to do niczego nie prowadzi. Więc na wstępie powiem: jeżeli jesteś, czytelniku, taką osobą, odpuść sobie Uchouten Kazoku. To anime wizualnie jest okropne. Chociaż trzeba zaznaczyć, że malowane tła są naprawdę bardzo ładne – i na ich tle, te szkaradne, proste (lub powykrzywiane, zależy od ujęcia) postacie to jest tragedia. Wróć, to jest kurwa dramat.

Bohaterowie są paskudni, ale do przeżycia. Ot, po prostu biednie wykonani, przypominają postaci z anime dla młodszych widzów, gdzie kreska nie jest specjalnie szczegółowa. Ale te uszy! No ja was proszę, gdyby to chociaż okrągłe zrobili… Ale trzeba przyznać, że w formie tanuki wyglądają całkiem uroczo.

Uchouten Kazoku

Ale przejdźmy już dalej

Spotkałem się z opinią, – a raczej po prostu wyczytałem pod serią – że Uochten Kazoku jest o niczym. Że gdzieś tam w tle przewija się wątek śmierci ojca głównego bohatera i w sumie to tyle.

Nie zgodzę się z tym.

Oczywiście, ważnym – jak nie najważniejszym – elementem fabuły jest sama postać ojca, przywódcy Tanuki z Kioto Souichirou Shimogamo. Jego dziwne zaginięcie i wieść, że został zjedzony. Ale co poradzić, taki już los Tanuki… Zaraz, zaraz… Zjedzony?! Dokładnie, w świecie Uchouten Kazoku istnieje pewne stowarzyszenie nazywane „Piątkowym stowarzyszeniem”. Jest to grupa ludzi, którzy raz do roku, przed sylwestrem, gotują i zjadają jednego jenota. Każdy trzyma się od nich z dala. 

Mamy już Tanuki, mamy ludzi… Ale w Uchouten Kazoku spotkamy jeszcze mityczne, latające stworzenia nazywane Tengu. U jednego z nich, nasz główny bohater, trzeci syn Souichirou – Yasaburou, prowadził swój trening. 

Sprawa komplikuje się, gdy inna uczennica tego samego mistrza – Benten, dołącza do „Piątkowego stowarzyszenia”.

Co tak naprawdę stoi za zniknięciem ojca? A może kto? Jak widać, fabuła cały czas orbituje w okół zmarłego członka rodziny, ale zostajemy uraczeni również historią Tengu, poznamy kilku członków stowarzyszenia, sama postać Benten jest bardzo ciekawa – dlaczego każdy się jej boi? Czemu porzuciła mistrza? To wszystko odkryjemy na przełomie tych trzynastu odcinków.

Uchouten Kazoku

Wygląda źle, ale brzmi ładnie

Muzyka w Uchouten stoi na przyzwoitym poziomie. Opening jest dość… Energiczny. Osobiście nie jestem fanem tak „intensywnych” piosenek. Bardziej przypadł mi do gustu spokojniejszy ending, który zdecydowanie lepiej oddawał cały klimat serii – miły, niechaotyczny. Moją uwagę skupiła jednak muzyka, która przygrywa nam w tle, podczas oglądania kolejnych przygód. Co jak co, ale Uchouten Kazoku ma całkiem dobry soundtrack. Na pewno przez jakiś czas będę go mile wspominał.

Nie samą muzyką anime stoi, równie ważne są głosy aktorów.

Tutaj na ratunek przychodzi nam Takashiro Sakurai. Grał chyba we wszystkich anime, jakie powstały… Nie, poważnie, lista tytułów, w których podkładał głos, zdaje się nie mieć końca. W Uchouten wcielił się w głównego bohatera, ale w swojej karierze zaliczył też sporo postaci pobocznych. Od sportówek takich jak Major czy czy Haikyuu, przez komedie typu Mob Psycho 100, romanse – Junjou Romantica, aż na tasiemcach pokroju Bleacha czy Naruto (Sasroi!) kończąc. No i rolę miał również w Code Geass – jako sławny Suzaku.

Ale nie tylko on, bo i usłyszymy Hiroyukiego Yoshino czy Mamiko Noto – bardziej znaną z równych romansów. Jak widzicie, studio P.A. Works nie oszczędzało jeżeli chodzi o aktorów głosowych.

Akurat na zimę

Uchouten Kazoku idealnie sprawdzi się na zimowe dni – takie, w których nie chce się w ogóle wychodzić z łóżka, a do szczęścia trzeba tylko gorącej herbaty. Na pewno nie wymaga od nas wielkiego myślenia, analizowania. Raczej sprawia, że na te dwadzieścia minut uciekniemy trochę od szarości zza okna.

Na pewno pomaga w tym klimat serii. Już od początku możemy się domyślić, że największą wartością w tym anime jest rodzina. Po śmierci ojca bracia trzymają się razem – no, może poza żabą, która mieszka w studni. Nie zostawili również matki. I takie relacje zostają aż do końca. To miło czasem popatrzeć na idealną rodzinę. Przypadło mi to do gustu. Mamy również pewne dziwne relacje między bohaterami, na przykład: Yasaburo i Tengen – kobieta, która dzięki naukom Tengu, posiadła moc latania. W Uchouten Kazoku każdy się jej boi, nawet sama głowa klanu bała się Tengen. Yasaburo również czuje przed nią lęk – ale nie obawia się o swoje życie, a przynajmniej takie robi wrażenie (fakt faktem: jest epizod, w którym przed nią cały czas ucieka). Ich relacje wyglądają jak taka mocno ukryta miłość, z lekką nutą nienawiści i niepewności w tle. A może tylko ja sobie wymyślam? Sprawdźcie sami!

Nie zabrakło też starego, upartego i zarozumiałego mistrza pijaka, który to Tengen szkolił. I się w niej zakochał.

Jeżeli nie macie co robić zimowymi wieczorami, gdy obowiązku już skończone, przyjemności też już macie za sobą – polecam obejrzeć Uchouten Kazoku.

A może nie?

Nie jest to zdecydowanie seria idealna, ba, nawet nie jest blisko. Nie rozumiem trochę ocen, które Uchouten Kazoku otrzymuje na My Anime List – w większości są to 8 i 9, a ci bardziej myślący kierują się bliżej 5. Ja w ogóle nienawidzę nadawać ocen liczbowych anime, bo nie wiem, czym dla mnie różni się czwórka od piątki, czy szóstka od siódemki. Niemniej, ogólna ocena jest blisko 8.

No i jak zwykle się z tym nie zgadzam.

Myślę, że ta ocena jest trochę zawyżona. Oczywiście z tyłu głowy mam paskudne postacie – chociaż warto zaznaczyć, że nie było mangowego pierwowzoru, anime powstało z nowelki. Jednak sama fabuła wygląda, jakby była trochę niedopracowana, taka niedopieszczona. Chciałbym zapoznać się z książką, ale niestety nikt jej na polskim rynku nie wydaje i prawdopodobnie nie wyda. Cały czas jednak czegoś mi brakowało – może głębi? Bo relacje między postaciami wydają się nie tyle płytkie, ile płaskie, to tylko rzucane słowa, za którymi nic nie stoi.

Jeszcze jedna sprawa, nie jest to wada anime, ale warto zaznaczyć. Nie mam nic przeciwko oglądaniu anime z polskimi napisami – sam to zresztą uskuteczniam. Ale Uchouten Kazoku tłumaczył jakiś kompletny idiota, który z polskim ma tyle wspólnego, co ja z niemieckim. Błędy typu „Choć, tu jest drabina” są na porządku dziennym, koślawo złożona zdania, rodem wyjęte z Google tłumacza. Czy nikt tego nie sprawdzał przed wypuszczeniem? No bądźmy poważni, bo to wstyd jak ch…

Leniwiec mógłby być Tanuki, ale już zarezerwowane

Uchouten Kazoku to przyjemny tytuł. Wciągnąłem się w seans, ale wątpię, abym za kilka lat, mógł opowiedzieć o czym dokładnie było. Wróć, wątpię, abym za kilka miesięcy pamiętał co się działo.

Bo to, wydaje mi się, właśnie taki tytuł. Nie wniesie nic specjalnego do waszego życia, ale miło spędzicie z nim czas, no i nie będziecie zawiedzeni po seansie – przynajmniej ja nie byłem. A powołując się jeszcze na te oceny, to całkiem sporo osób podziela moje zdanie. Uchouten Kazoku nie mogło okazać się też totalnym niewypałem, ponieważ powstał nawet drugi sezon. 

Anime powstało cztery lata temu, latem o oglądalność konkurowało chociażby z Gin no Saji (Silver Spoon) czy Danganronpą. Czy muszę mówić, że na tym tle Uchouten Kazoku wypada dość biednie? Nie, to świetnie, kocham takich inteligentnych i bystrych czytelników. 

Mam też dylemat moralny: polecić czy nie. Odradzanie będzie kłamstwem, a polecenie… Jest tyle świetnych tytułów, które można by obejrzeć w tym samym czasie, tyle mang do przeczytania. Więc czy jest sens marnowania czasu na przeciętniaka pokroju Uchouten Kazoku? Nie odpowiem Wam na to pytanie – ja się bawiłem dobrze. Trzynaście odcinków to też nie wieczność. Ale decyzję pozostawiam Wam. Tyle ode mnie, nie zapomnijcie zostawić lajka na profilu Leniwca – często pojawiają się tam „głębokie” myśli ;D

2
Dodaj komentarz

Dodaj komentarz

  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Elena (Luna) Parker
Gość
Elena (Luna) Parker

Chyba właśnie znalazłam idealny blog dla siebie <3

Leniwiec
Gość

No to witamy na pokładzie 😀