Trinkets, czyli jak kolejnej teen dramie (prawie) dodać pikanterii

Czerwcowa nowość od Netflixa skierowana do nastolatków, a przy okazji serial celujący w ciekawą tematykę.

W czerwcu tego roku Netflix przyszedł do swoich fanów z nowym serialem. Obeszło się bez fajerwerków, hucznych zapowiedzi, a tym bardziej wystawy w większym mieście. Mowa tutaj oczywiście o kolejnym dziele skierowanym do nastoletniego widza – Trinkets.

Poznamy w nim trzy dziewczyny z zupełnie różnych światów. Wycofana, introwertyczna Elodie, która niedawno przeprowadziła się do Portland i kontrastująca z nią swoimi tysiącami obserwujących na Instagramie Tabitha. Na deser Moe, która swoje ambicje próbuje ukryć pod buntowniczym stylem życia i koszulkami z napisem „I just can’t”. W prawdziwym świecie ich przyjaźń nie miałaby miejsca, tutaj jednak ich los splata się w niecodziennym miejscu…

Na spotkaniu grupy wsparcia dla osób chorych na kleptomanię.

Mylący trailer

Zapowiadało się całkiem ciekawie? Owszem. Czy się udało? Nie do końca. Otóż trailer zmylił mnie i prawdopodobnie niejednego widza. Dynamiczna akcja, podkreślana równie szybką muzyką? Hedonistyczne podejście nastolatek do życia i ich jedyny cel, aby nie zostać złapanym? Czy te dziesięć odcinków to był ten sam serial z zapowiedzi?

Nie. Zupełnie nie. Do trailera wykorzystano niemal każdą scenę, w której dziewczyny szaleją, – jak to nastolatki – pomijając jednak całe clou serii.

A to wcale nie kradzieże i imprezy z MDMA odgrywają główne skrzypce. Trinkets zaprosiło widza w znacznie spokojniejsze klimaty. Zaserwowało stonowaną historię trójki nastolatek z prozaicznymi problemami, które zakładając różne maski, próbują po prostu żyć. Jak każdy z nas.

Trinkets, czyli jak nie wykorzystać dobrego pomysłu

Odskocznią od innych seriali oraz motywem, który prawdopodobnie miał przyciągnąć widzów, okazała się kleptomania. W końcu nieczęsto widuje się taką tematykę na ekranie – w przeciwieństwie do nastolatków z problemami. Niestety, okazało się, że całe zjawisko zostało spłycone do formy tła.

Szkoda, bo oczekiwałem czegoś w stylu „To the Bone”. Większego zgłębienia zjawiska, które nie pojawia się tak często w kulturze, w dodatku widziane oczami chorego.

Na przekór jednak z tym, co napisałem wyżej, muszę wspomnieć, że nie spaprano motywu do końca. Na oklaski zasługują sceny, w których bohaterki na skraju załamania kierują się do najbliższego sklepu i bez namysłu oraz obawy przed konsekwencjami, biorą z półek przypadkowe rzeczy. Te raptem trzy momenty za każdym razem wzbudzały podziw.

To nie jedyna zaleta Trinkets!

Równie mocno zaskoczył rozwój wewnętrzny bohaterek. Mimo że spotkania dla osób chorych nie dawały praktycznie nic, dziewczyny wpływały same na siebie. Równocześnie rozwiała się ich przyjaźń, która, mimo że nieraz wymagająca, umacniania stale nowymi, wspólnymi przeżyciami.

Wszystko jednak przez większość czasu odbywa się w hermetycznym gronie. Dziewczyny unikają kontaktu w szkole, zamiast tego na przerwach spotykają się w odosobnionych miejscach. Ich całe prywatne życie to tajemnica, co dosadnie podkreśla ukrywana relacja między Moe a pewnym chłopakiem. Po czasie widz czuje się nie jako obserwator wydarzeń, a powiernik tych wszystkich sekretów.

TRINKETS

Stabilny serial z kontynuacją w 2020

Wszyscy kochamy, gdy pojawiają się kolejne sezony dobrych seriali. Czy Trinkets również takim jest? Cóż, ciężko doszukiwać się w nim oryginalności czy jakiegoś przełomu. Operuje znanymi widzowi schematami, ale wciąż robi to poprawnie – momentami nawet zaskakując chociażby takimi ujęciami.

Jednak najlepsze, co ma do zaoferowania produkcja, znajduje się w środkowych odcinkach. Początek Trinkets prezentuje się niesamowicie topornie, bohaterki są płaskie i denerwujące. Z kolei końcówka idzie niekoniecznie w tę stronę, w którą chciałbym, aby szła. Na IMDb oceny oscylują w okolicach siódemki – moim zdaniem to zasłużony wynik.

Niemniej, bardzo szybko po premierze ogłoszono, że w przyszłym roku powstanie kontynuacja zamykająca całą historię. Czy jest to serial must watch? Na pewno nie. Czy Trinkets zmarnuje twój czas? Również nie.

Dodaj komentarz

Dodaj komentarz

  Subscribe  
Powiadom o