Polityczne mechanizmy w cyberpunkowym wydaniu. „Transmetropolitan, Tom 2” – Recenzja

Wizja cyberpunku w Transmetropolitan rozwiązuje wiele problemów ludzkości. Chcesz palić, ale nie chcesz mieć raka? Trzymaj tabletki antyrakowe i odpalaj papierosa od papierosa. Chcesz zostać ćpunem? Nie krępuj się, taśmy regeneracyjne przywrócą ci zniszczoną strukturę żył. Chcesz wyglądać jak kosmita albo wszczepić sobie kilka zwierzęcych cech, takich jak orle skrzydła? Zapraszamy w kolejkę, wystarczy dla wszystkich! Nie da się jednak naprawić wielu spraw. Ludzkie charaktery wciąż pozostają podłe i wypaczone. Ani trochę lepiej nie mają się też tutaj najgorsi, najbardziej zakłamani przedstawiciele człowieczej braci. Politycy.

Polityka w „Transmetropolitan” to prawdziwe bagno. Często w klimatach cyberpunku wybrani rządzący mają raczej charakter marginalny, a światem władają korporacje.
W świecie Warrena Ellisa i Daricka Robertsona prawo stanowi jednak prezydent. Nadchodzący rok wyborów sprawia, że ze swoich dziur wychodzą najgorsze kreatury, które mimo wszystko twierdzą, że ich intencje są jasne i szczerze. Kto jednak może zweryfikować, jaka jest Prawda? Tylko najbardziej rzetelny dziennikarz – Pająk Jeruzalem!

Political campaign, political campaign never changes.

Możecie się zdziwić, ale najlepszy dziennikarz, jakiego wydała popkultura, nie ma wcale ochoty na relacjonowanie kampanii wyborczej. Dość powiedzieć, że opisywanie wydarzeń z ostatnich wyborów prezydenckich znacznie wyeksploatowało osobę Pająka. Był on bowiem zaangażowany w przegraną kampanię senatora Longmarcha. Osiem lat wcześniej wybory wygrał zaś Bestia – ten sam prezydent, którego Jeruzalem w pierwszym tomie poraził Opróżniaczem Jelit i zmusił do defekacji… Co prawda w łazience, ale z dala od muszli klozetowej. Był to dość przejrzysty wyraz stosunku dziennikarza do wybranej władzy. Krótki spacer ulicami Miasta, spojrzenie na „szczere” plakaty wyborcze sprawiają, że Pająk stwierdza, że nie popuści skur… Ekhm, kandydatom. Wraca więc do gry.

Relacjonowanie kampanii jest dla redakcji Jeruzalema sprawą priorytetową. Gazeta przydziela mu więc asystentkę – Yelenę Rossini. Ta cicha dziewczyna szybko odkrywa swoje prawdziwe, dziennikarskie oblicze. Ze swoim czarnym i ciętym humorem, bezczelnością i bezpardonowością staje się poniekąd damską wersją Pająka i najważniejszą po nim postacią.

Zła mina do złej gry

Na dobrą sprawę kampania prezydencka jeszcze się nie rozpoczęła. Partia opozycyjna nie zdecydowała się, który kandydat będzie ją reprezentował. W wyścigu do tego miejsca liczy się dwóch graczy – Gary Callahan i Bob Heller. Pierwszy, z pozoru bardziej liberalny, ma pseudonim Uśmiechnięty, ale nie jest to miły uśmiech. Długo nie mogłem skojarzyć, dlaczego ten wyraz twarzy wywołuje we mnie tak sprzeczne odczucia. Znaczy pewnie – nieschodzący z twarzy uśmiech odsłaniający wszystkie zęby, dziąsła i pusty wzrok już o czymś świadczą, ale było w tym coś jeszcze. W końcu sobie uświadomiłem, kogo przypomina mi Callahan. Efekt zamieszczam w zdjęciu poniżej.

Po lewej tytan z „Shingeki no Kyojin”, po prawej Uśmiechnięty… A nie, chwila.

Z drugiej strony mamy Boba Hellera – zwykłego nazistę.Jego program jest hitlerowski i aż do obrzydzenia (choć do tego trzeba niewiele) wypełniony bełkotem o „czystości rasy”.

Domyślacie się pewnie, że Pająkowi nie przypadł do gustu żaden z wyżej wymienionych osobników. Każda strona, choć z pozoru odmienna ideologicznie, stosuje w swojej rozgrywce brudne elementy, jak np. posługiwanie się wykreowanym wirtualnie poparciem nieżyjącego już senatora. Czy artykuły Jeruzalema wpłyną na przebieg kampanii? Komu narazi się, walcząc o Prawdę? Jak na jego twórczość wpłynie zauroczenie piękną Vitą – szefową gabinetu politycznego Callahana? Ja Wam tego nie zdradzę, ale drugi tom Transmetropolitan tak.

Nowe męty społeczne

Drugi tom Transmetropolitan to nie tylko kampanie wyborcze. To również, jak zawsze w tej serii, ciekawe spojrzenie na cyberpunkowe społeczeństwo. W pewnym momencie komiksu pada określenie „nowe męty społeczne”. W taki sposób pewna ważna persona określa ludzi mieszkających w nieekskluzywnych dzielnicach Miasta. Ludzie ci to zaś w większości wierni czytelnicy felietonów Pająka. Dziwki, dilerzy, filmowcy, muzycy, wykolejeńcy… Jak na standardy Transmetropolitan to naprawdę przeciętna zgraja. Pająk żyje między nimi, a oni szanują go za to, że jako jedyny jest z nimi naprawdę szczery. Nadmierne uwielbienie źle jednak wpływa na Jeruzalema, który potrzebuje nienawiści skierowanej w swoją stroną, żeby móc tworzyć najlepsze artykuły.

Jakie jednak ciekawostki społeczne rozwija przed nami Warren Ellis tym razem? Wraz z naszym ulubionych dziennikarzem przejdziemy się po ekstremalnych slumsach miasta – osiedlu Cluny Square. To właśnie tu, na sam margines, po ostatnich wyborach zostali zepchnięci przeciwnicy polityczni Bestii. To tak, jakby ktoś pytał o wolność słowa. W pewnej uliczce grupa jednego z odłamów kościoła próbuje ukamienować człowieka, który był w kinie na seansie porno ze swoją dziewczyną. Spróbujcie im powiedzieć, że kto jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci kamieniem. Zostalibyście uderzeni w skroń jeszcze przed dokończeniem tego zdania. Kawałek dalej grupa studentów za pomocą bomby informacyjnej unieszkodliwia całą elektronikę w promieniu kilkunastu metrów. Robi to dlatego, by zbliżyć do siebie ludzi. Szkoda tylko, że nie spytali nikogo o zdanie.

A ile historii Transmetropolitan kryje po prostu w kadrach, bez żadnych dialogów i znaczenia dla głównej historii! Knajpa „Szczyt łańcucha pokarmowego” (kotki, delfiny, Francuzi, pieczone podudzia bękartów), antyklauni z Instytutu Terapii Umiarkowanego Przerażania Dzieci, czy ludzi uprawiający seks w bocznej alejce, tylko przy pomocy kombinezonów. Taki właśnie jest cyberpunk Ellisa i Robertsona. Taki właśnie jest świat Nowych Męt – wielki, zróżnicowany. Tu właśnie żyje Pająk Jeruzalem. Pisze dla ludzi, ale też nienawidzi ich za to, jakimi są.

Mimo wszystko da się żyć

Spytacie może, jakim cudem można żyć w świecie pełnym samych czubków i wykolejeńców? Ano można. I sam Pająk też koniec końców lubi życie wśród nich. Choć nie daje tego po sobie często poznać, to jednak ma dobre serce i zależy mu na dobru niewinnych. Najpiękniejsze fragmenty w tym tomie to te, w których Jeruzalem… uśmiecha się. Po prostu się uśmiecha – dobrze, szczerze, spokojnie. Ten łysy wariat, furiat, który klnie jak szewc i strasznie pluje, gdy mówi… Potrafi się uśmiechnąć. Dzieje się tak na przykład w momencie, gdy pomaga małej, zagubionej dziewczynce odnaleźć mamę… A następnie wykupuje z lombardu zabawkę dziecka i oddaje ją właścicielce. Kadr, gdy ona w podzięce go obejmuje, a on na chwilę mięknie, jest po prostu cudowny.

Nie można również zapomnieć o genialnych rysunkach Daricka Robertsona. Kreska, jaką się on posługuje, jest jedną z moich ulubionych. Genialnie operuje cieniami i dobiera kolory idealne dla cyberpunku (jaskrawe!). To, co jednak najbardziej mi imponuje, to jego przykładanie wagi do szczegółów. Plamka odchodzącego lakieru na kobiecym paznkokciu, kolejno żarzące się i zwęglające końcówki papierosa, czy kropelki śliny lecące z ust zdenerwowanych postaci… Geniusz.

Drugi tom Transmetropolitan to pozycja obowiązkowa dla tych, których Pająk Jeruzalem zauroczył swoją zniewalającą prezencją już w pierwszym tomie. Historia nie traci na jakości ani trochę, a wręcz odnoszę wrażenie, że z każdym tomem robi się tu coraz lepiej. Główna postać jest nieustannie rozwijana, staje się coraz bardziej wielowarstwowa… Po prostu niesamowita.

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
%d bloggers like this: