Towarzysz już nie wiecznie żywy. Śmierć Stalina – Recenzja

Śmierć Stalina to komiks, który zabierze Was w świat komunistycznej Rosji. Znajdziecie tam polityczne gierki, karykaturalną kreskę i początek odwilży. A gdzieś nad tym wszystkim dogorywający, ale wciąż czujny towarzysz Stalin.

Tło Śmierć Stalina

Pamiętacie swoje lekcje historii? Ile razy zdarzyło Wam się potwornie ziewać lub wręcz walczyć ze snem, gdy nauczyciel czytał formułki z podręcznika? Albo samemu wertując kartki zapełnione tekstem, gdy po godzinach nauki przygotowując się do sprawdzaniu, ten zaczynał wam się zlewać w bezkształtną masę znaków. Nawet ludzie zafascynowani tematem muszą przyznać, że forma, jaką zwykle przyjmuje nauczanie tego przedmiotu, jest zazwyczaj mało atrakcyjna. Podczas gdy historia i to, co się w niej kryje, często potrafi sprawić, przy bliższym zapoznaniu się z wydarzeniami, że nawet Gra o Tron blednie przy zwrotach akcji, epickich bitwach, zdradach i bohaterskich wyczynach z naszej przeszłości.

Na szczęście popkultura od zawsze potrafiła znaleźć sposób, aby tło historyczne przekuć w coś przyjemnego do śledzenia. Nie inaczej jest z bohaterem tego tekstu – komiksem Śmierć Stalina. Chociaż nie zawsze stara się trzymać stuprocentowo wierności z faktycznymi wydarzeniami. Jednocześnie jest to świetna lekcja tego, czym był Związek Radziecki, jak wyglądały jego elity i pokazuje konsekwencje śmierci jednego z najbardziej krwawych dyktatorów, jakiego ludzkość wydała na świat.


Jeżeli szukasz innych komiksów historycznych, koniecznie sprawdź Brygadę Żydowską, którą recenzował Michał! Nie zapomnijcie również odwiedzić naszej strony na Facebooku – Leniwa Popkultura.

Ostatnie godziny dyktatora

28 lutego 1953 roku, Moskwa. Właśnie we Wszechzwiązkowym Radiu trwa koncert fortepianowy, którego głównym daniem są kompozycje Mozarta. Całości przysłuchuje się sam Stalin i po jego zakończeniu “prosi”, aby przesłać mu nagranie. Pech chce, że nadawany był na żywo bez planowania zachowania go na stałym nośniku. W studiu wybucha panika, ludzie mdleją, dyrektorzy czują nóż na gardle. Na domiar złego główna fortepianistka stawia wymagania podbudowane własnymi nieprzyjemnymi doświadczeniami związanymi z systemem. W końcu, po kilku godzinach perypetii i pod batutą wezwanego naprędce zastępczego dyrygenta, udaje się powtórzyć koncert, tym razem wraz z nagraniem. Przygotowany winyl trafia do daczy Stalina o poranku dnia następnego. Pijany i poirytowany dołączonym do płyty liścikiem dostaje wylewu. Staje się jasne, że to ostatnie chwile dyktatora, a nad jego sparaliżowanym i umierającym ciałem zaczynają gromadzić się sępy.

1 marca 1953

Opowieść roztaczana w komiksie nie skupia się stricte na tytułowym bohaterze, on siłą rzeczy jest tutaj ledwie obecny. Pozbawiony zdolności mowy oraz władzy nad ciałem stanowi kość, o którą będą się gryzły frakcje powstałe wewnątrz partii komunistycznej. Chociaż wystarczy wyłącznie uchylenie powiek i chwilowe odzyskanie jasności umysłu, by zgromadzeni zaczęli robić pod siebie ze strachu. Koniec końców sama osoba Stalina przestała mieć znaczenie – gdy nie może rządzić swoją silną ręką i skinieniem palca posyłać ludzi na śmierć, nie stanowi zagrożenia, ani nie budzi respektu. Od teraz liczy się tylko to, kto ostatecznie przejmie schedę po nim i zagarnie władzę nad Związkiem Radzieckim dla siebie. Rozpoczyna się brutalna gra na śmierć i życie.

Komitet Centralny

Jeżeli miałbym do czegoś porównać komiks Śmierć Stalina, to byłyby to słynne komedie Moliera. Autorzy zdecydowanie operują tutaj absurdem, przerysowaniem zespolonym z potężną dawką czarnego humoru. Ich bohaterowie to banda zepsutych, zdegenerowanych oportunistów i aparatczyków. Nie cofających się przed niczym, by wydrzeć jeszcze trochę władzy dla siebie. Sposoby w jakie zawiązują między sobą sojusze oraz fortele których się chwytają, by zdobyć przewagę nad rywalami – powodują, że czytający zaczyna do nich czuć rosnące z każdą stroną obrzydzenie.

Ten zabieg jest o tyle silniejszy, gdy zdamy sobie sprawę, przed kim jeszcze kilkadziesiąt godzin temu gięli karki. Spoglądając na sparaliżowanego starca, leżącego na tapczanie w otoczeniu politycznych hien można zapomnieć na kogo patrzymy. W tym momencie na nowo odkrywamy, że zezwierzęcenie Komitetu Centralnego oraz ludzie go tworzący, pomimo bycia pozbawionymi sumienia i kręgosłupa osobnikami, przez lata służyli komuś znacznie groźniejszemu od nich samych. Przez pryzmat podwładnych obraz Stalina robi się znakomicie bardziej przerażający – znika człowiek, a przed oczami mamy znów wszechwładnego potwora. Nie demonicznego władcę z opowieści fantasy, ale mężczyznę z krwi i kości, który skazywał miliony na cierpienie oraz okrutną śmierć.

Śmierć Stalina recenjza

System kontra ludzie

Tak naprawdę jednak Beria, Malenkow, czy Mołotow, to bohaterowie drugoplanowi. Nawet jeżeli ich akcje i walki o władzę są osią, to sam komiks opowiada przede wszystkim o systemie. Państwie totalitarnym, gdzie jednostka, nieważne jak wysoko postawiona, jest tylko kukiełką wrzuconą w potężne tryby bezdusznej machiny. Idee dawno przestały mieć znaczenie, a życie społeczeństwa: od elit po zwykłych ludzi jest niczym więcej niż ciągłym szarpaniem się z przeciwnościami i bojem o przetrwanie. Jednak w zderzeniu z systemem nikt nie ma szans i prędzej, czy później zostanie przez niego pożarty oraz strawiony. Pamiętacie może filmy i seriale Barei? Gdyby obedrzeć je z prześmiewczej natury i wyeksponować cały ten brud, absurd oraz brutalną groteskę sytuacji, otrzymalibyśmy właśnie Śmierć Stalina.

Socrealizm

Przerażającą farsę całej sytuacji podkreśla dodatkowo również oprawa wizualna. Thierry Robin zdecydował się na pół-karykaturalną kreskę. Wykreowane przez niego na kartach historii postaci zdecydowanie zachowały swoje charakterystyczne cechy. Bez problemu można wychwycić podobieństwo między nimi a odpowiednikami z rzeczywistego świata. Jednocześnie nadał im zwierzęce, głównie małpie cechy. Bohaterowie z kart komiksu są częściowo odczłowieczeni, aby podkreślić tylko wydźwięk opowieści i budowany charakter. Zdecydowanie żaden z nich nie ma budzić w nas sympatii, czy pozytywnych skojarzeń. 

Dużo tutaj także ciekawej zabawy z kadrami i prowadzeniem przez nie narracji. Szczególnie zwraca uwagę często stosowany motyw radzieckiego symbolu gwiazdy. Dodatkowo wojskowi oraz inni służbiści są zupełnie pozbawieni twarzy – komplementując obraz bezdusznego systemu ukazanego w komiksie.

Śmierć Stalina komiks

Stalin na katafalku historii

Koniec, końców – nie mam za wiele do zarzucenia temu komiksowi. Uważam, że byłaby to świetna lektura, która mogłaby pełnić funkcję zachęty do samodzielnego zapoznania się z historią. Zarówno walki o władzy, jak i odwilży oraz destalinizacji bloku wschodniego. Wydźwięk tej opowieści tym bardziej potęguje fakt, iż w Rosji przez ostatnie kilkanaście lat trwa pełzająca rehabilitacja dyktatora, co jest zwyczajnie przerażające.

Ostatecznie za jedyną wadę mógłbym uznać marginalizację udziału wojska i w pewnym stopniu ukazanie ich w neutralnym, o ile nie nawet lekko pozytywnym świetle. Przynajmniej na tle innych bohaterów. Jednak taki pogląd może wynikać z tego, iż sam nie posiadam aż takiej wiedzy historycznej i możliwe, że zbrojne ramię Związku Radzieckiego rzeczywiście biernie czekało na wyklarowanie się sytuacji politycznej.

Dobranoc Towarzysze

Niemniej jednak polecam gorąco, aby sięgnąć samemu po komiks. Gwarantuję, że nie powinniście się zawieść. Jeżeli dacie mu szansę, to w zamian dostaniecie solidną porcję historii, opowiedzianą w przystępnej formie i formacie. Dodatkowo nie tak dawno na jego kanwie powstał również film o tym samym tytule. Ten zebrał gwiazdorską obsadę, a także niezwykle pozytywnie oceniony przez krytyków i widzów. Chyba lepszej rekomendacji nie da się mu wystawić.

Miłego czytania. 

(chociaż biorąc pod uwagę wszystko co wyżej napisałem, niekoniecznie będzie to takie “miłe” doświadczenie)

Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments