Top 10 łysin, których nie wstydzi się popkultura | Artykuł

Kwarantanna. Wielu z nas w ten ciężki okres przymusowego odosobnienia społecznego nadrabia kolejne seriale lub gry ze swojej kupki wstydu. W tym pokręconym czasie musimy podejmować także wiele niesamowicie trudnych wyborów. Netflix czy HBO, Pyszne.pl czy Uber Eats, ścinać włosy… czy nie ścinać?

Persony, o których mowa w tym tekście, zapewne większego problemu z wyborem by nie miały. A przynajmniej w tej ostatniej kwestii. Błysk ich glac rozświetlał ekrany kin, karty komiksów oraz monitory gamerów. Dokładnie tak, moi mili, pogadamy dzisiaj o łysolach, z których popkultura jest dumna!

Zapraszam do listy 10 ulubionych łysoli, których nie wstydzi się popkultura!

10. Doctor Manhattan 

Topki tej nie mógł otworzyć nikt inny niż błękitny doktor, który namieszał zarówno w ostatnim komiksowym evencie głównej linii wydawniczej DC, jak i w historii komiksów w ogóle. Mowa tutaj oczywiście o Dr Manhattanie.

Najciekawsze w postaci naszego niedoszłego zegarmistrza (poza okręgiem na jego czole) nie jest to, w jaki sposób korzysta ze swojej praktycznie boskiej mocy, ale co tak naprawdę o niej sądzi i jak przez jej pryzmat odbiera świat. Jon Osterman po przemianie we wszechpotężny byt wyzbył się jakiejkolwiek empatii. Zaczął też odczuwać czas w sposób niepojęty dla zwykłego śmiertelnika – oprócz teraźniejszości miał wgląd także w przeszłość oraz możliwą przyszłość. Taki punkt widzenia doprowadzał go często do wielu interesujących filozoficznych rozważań.

Bohaterów idealnych i krystalicznych popkultura ma aż aż nadto. Protagonista, który podważa swoje niemal nieskończone moce, wypiera się ich, a przy tym, dzięki nim jest w stanie wysnuć bardziej obiektywne wnioski na temat nas samych jako ludzi, bardzo przypadł mi do gustu. 

Doctor Manhattan to postać równie potężna, jak tajemnicza. Jedno jest jednak pewne – postać Alana Moore’a pokazuje, że nawet bóg może być łysy. 

9. Lord Varys  

Nazywany pająkiem, pojawiający się znikąd, poruszający się wręcz bezszelestnie pomimo swojej słusznej budowy. Varys, już od pierwszego występu w serialowej adaptacji prozy Martina, niesamowicie mnie zaintrygował.

Kolejne jego debaty, czy to z Lordem Baelishem czy Tyrionem Lannisterem, tylko pogłębiały moją ciekawość, co tak naprawdę siedzi w głowie tego enigmatycznego szpiega. Pomimo mojej początkowej niechęci, z czasem zacząłem z nim naprawdę sympatyzować. Podczas objaśniania przez Lorda swoich kolejnych celów oraz motywacji, zrozumiałem, że nie jest on kolejnym chytrym politykiem, który na swoich bezdusznych intrygach ma zamiar ugrać parę srebrników. To jeden z niewielu trzeźwo i przyszłościowo myślących ludzi w całej stolicy, który chce dla niej jak najlepiej. 

Pomimo małej liczby włosów na głowie, Lord Varys z pewnością snuł wielkie plany.  Popkultura o nim nie zapomni.

 8. Hitman 

Kolejną bezwłosą postacią w tej wyliczance jest posiadacz chyba najbardziej znanego tatuażu, jaki poznała popkultura. Agent 47 zawitał na moim monitorze dosyć niedawno, bo w 2016 przy okazji premiery 6 już odsłony tego kultowego cyklu.

Następnie, w 2018, dostaliśmy kontynuację next genowej historii naszego zabójcy-infiltratora pod postacią „Hitmana 2”, który był wręcz bliźniaczo podobny do poprzednika, ale – czy mi to przeszkadzało? W żadnym wypadku! Za co więc zapamiętam te gry, oprócz niesamowitej grywalności, ładnych widoków i mnogości opcji wykonania misji? A właśnie za głównego bohatera. Nie mówię jednak o samym charakterze, bo jako kompan do rozmowy jest równie dobry co Tomasz Hajto w hamowaniu na pasach, a o designie postaci. Biała koszula, czarny garnitur, czerwony krawat i ta głowa… Śliczna, łysa głowa, której najbliżej do włosów było podczas aktu duszenia garotą jednego z celów Hitmana. Co ciekawe, nawet ludzie, którym nie dane było zagrać w żadną z odsłon „Wynajętego mordercy”, doskonale znają tę morderczą glacę. 

 Jak widać, to nie fryzura czyni człowieka. Sorki Michał.  

7. Freddy Krueger 

Freddy, obok Jasona Voorhesa i Michaela Myersa, jest jedną z ikon horrorów, w szczególności podgatunku slasherów. Nic dziwnego więc, że znalazł się w tym zestawieniu.

Pana Kruegera postanowiłem tutaj wyróżnić nie tylko z powodu swojej legendarności czy braku owłosienia górnych partii głowy. Na tle innych niemych slasherowych zabójców, charyzmatyczny, rzucającymi żarcikami na prawo i lewo, Freddy wydawał mi się po prostu ciekawszy. Do tego, samo miejsce i sposób rzezi w produkcjach z serii „Koszmar z Ulicy Wiązów”, wydawały się takie bardziej pomysłowe. Nie dostajemy oklepanego obozu w środku lasu czy domu na zadupiu, gdzie tajemniczy oprawca eliminuje jeden po drugim swoje cele. Zamiast tego mamy świat snów, w którym wszystko jest możliwe, a osoba w nim zabita, już nigdy się nie budzi.

Co więcej, wybór tak nietuzinkowego miejsca akcji pozwalał kolejnym reżyserom na coraz bardziej odjechane egzekucje rodem z najlepszych kwasowych tripów. Chociażby utopienie nieszczęśnika w jego własnym łóżku wodnym, podczas którego każdy podśmiechiwał z absurdu całej sceny lub soczystych komentarzy mordercy.

 Krótko mówiąc – małe jest piękne, a łyse jest straszne! 

6. Deadpool  

Od jednego zabawnego, psychopatycznego mordercy ze zniszczoną skórą przechodzimy do… kolejnego zabawnego, psychopatycznego mordercy ze zniszczoną skórą – Wade Wilson!

Deadpool nigdy nie był w panteonie moich ulubionych Marvelowskich peleryniarzy, zawsze przegrywał, czy to z Iron Manem, Daredevilem czy Spideym. Niemniej, komiksy z naszym gadatliwym najemnikiem w roli głównej, które dane mi  było przeczytać, zawsze trzymały poziom. Warto wspomnieć chociażby fenomenalne Tajne Tajne Wojny Deadpoola, czy bardzo lekki i przyjemny one shot Hawkeye vs Deadpool.

Moim pierwszym spotkaniem z panem Poolem był jednak jego solowy film z 2016 roku. Wtedy też po raz pierwszy ujrzałem jego wyniszczoną przez ołów oraz raka łysinę. Pomimo tego, że uważam tę produkcję za dobry akcyjniak, brakuje jej jednak skupienia na meritum samej postaci. Znalazłem je dopiero w komiksach. Mianowicie, Pan Wilson najciekawszy nie jest wtedy, kiedy robią z niego szalonego, nieczułego żartownisia, a wtedy, kiedy pozwalają mu czuć. Gdy może być tym smutnym klaunem, który za zasłoną uszytą z absurdu oraz komedii, skrywa swoje traumy, smutki. 

 Jak to się mówi, fryzura zwierciadłem duszy. Czy jakoś tak…

5. Mace Windu 

Z kolorowego multiwersum Marvela przechodzimy do nie mniej łysej Odległej Galaktyki. Dokładniej, do prequeli (cóż za mroczny okres) i chyba najbardziej charakterystycznego Mistrza Jedi, jakiego dostaliśmy na srebrnym ekranie – Mace’a Windu.

Windu był jednym z niewielu trzeźwo myślących użytkowników Mocy w całym zakonie. Wymyślił własny styl walki mieczem świetlnym. Zabił także słynnego Jango Fetta i de facto pokonał w pojedynku samego przyszłego Imperatora – co za ba(l)dass! Do tego, Dave Filoni w swojej animacji „Wojny Klonów” nie omieszkał rozwinąć postaci Mistrza Windu. Dodając mu masę naprawdę fajnych dialogów z chociażby wcześniej wspomnianym Kenobim czy Yodą.

Jedno jest jednak pewne – po co ci bujne włosy czy godna śmierć, kiedy masz fioletowy miecz świetlny z wyrytym „bad motherfucker” na rękojeści? 

4. Lex Luthor  

W tym zestawieniu nie mogło zabraknąć najbardziej znanego, a zarazem najbardziej wyłysiałego przeciwnika Supermana – Lexa Luthora.

Przez wszystkie lata swojej egzystencji w świecie komiksów został on już chyba zdefiniowany na każdy możliwy sposób. Szalony naukowiec, wyrafinowany miliarder, drakoński obrońca Metropolis, co kto lubi. Osobiście pierwszy raz spotkałem się z postacią Luthora na łamach komiksu Superman Red Son, autorstwa Marka Millara i do teraz uważam tę inkarnację za najciekawszego Lexa, z jakim miałem styczność. Nie przeszkadza w tym nawet brak łysiny! Lex w „Czerwony Synie” to wyjątkowo interesująca i niejednoznaczna postać, która nie jest antagonistą per se, a ideologiczną przeciwwagą Kenta. Co więcej, rozumiemy zachowania i argumenty, których Luthor używa. Ba, są one na tyle dobre, że ostatecznie przekonują nawet samego Supermana!

Reasumując, nieważne to, co na głowie, a ważne to, co w niej.  

3. Kratos 

Docieramy wreszcie do ostatniego stopnia podium, gdzie wita nas bezwłosa głowa samego Ducha Sparty – Kratosa!

Pierwsza moja styczność z tym biało-bordowym jegomościem miała miejsce na PSP kolegi jeszcze w podstawówce. Jak to jednak w życiu bywa, zarówno ja, jak i Kratos w jakiś sposób dorośliśmy. Ex Syn Zeusa w ostatniej części swoich przygód zmienia się z żądnego zemsty, buchającego testosteronem na lewo i prawo mięśniaka, w chcącego odpocząć od tego wszystkiego męża oraz ojca. Pomimo że mi samemu jeszcze daleko do zostania ojcem, relacja Kratosa z jego synem Atreusem naprawdę mnie poruszyła. To, jak wzajemnie do siebie docierają, jak nasz bóg wojny z jednej strony stara się wychowywać chłopaka twardą ręką, ale z drugiej po utracie matki jest jego jedynym oparciem i wzorem – piękne.

Nie myślcie jednak, że nasz Duch Sparty, oprócz brody i magicznego topora zyskał także brzuszek piwny. Daleko mu od spędzania całych dni przed paleniskiem, wysyłając młodego co rusz po miód pitny i wykrzykując, że w jego wieku, to walczył pod Termopilami. Kratos dalej miażdży, sieka i wybebesza wszystkie draugry, trole, elfy czy wilkołaki, które staną mu na drodze. Czy jest to efektywne – z pewnością, czy efektowne – jeszcze jak! 

Komu potrzebna oszałamiająca fryzura, kiedy można zapuścić równie epicką brodę! Poza tym… wiecie, jak trudno zmywa się z włosów krew gigantów? 

2. Thanos 

Dread it, run from it, destiny still arrives. Jest to zarówno opis łysenia, jak i najbardziej znany cytat kolejnej persony na tej liście. Thanos – łamacz fanowskich serc, villain doskonały, łysol, bez którego ta topka nie miałaby prawa bytu.

Szalony Tytan zrobił na mnie ogromne wrażenie już w pierwszym teaserze Avengers Infinity War, ale tego, jak poprowadzili go bracia Russo w samym filmie, nie da się opisać słowami. Nie ma on na celu ani zniszczenia całego wszechświata, ani rządzenia nim. Po prostu konsekwentnie dąży do wypstryknięcia połowy rozumnych istnień w uniwersum, chcąc ratować pozostałe 50 procent. Nie żywi on do Mścicieli żadnej urazy, zwyczajnie, stają oni na drodze do ukończenia jego wielkiego planu. Planu, który wykona za wszelką cenę i który ostatecznie wykonuje. Krótko mówiąc: trzecia część Avengers to od początku do końca produkcja, w której to właśnie Thanos jest protagonistą. I to, paradoksalnie, czyni go jednym z najlepszych złoczyńców w historii.

Reasumując, kiedy jest się w posiadaniu Rękawicy Nieskończoności, mało kto zwraca uwagę na braki w owłosieniu.  

1. The Rock 

Od komiksów po seriale, od Kratosa po Gwiezdne Wojny, od Westeros po Ulicę Wiązów, od łysych… po łysych. Ostatecznie jednak, udało się nam dotrzeć do pierwszego miejsca całej tej listy! Fanfary grają, szampany strzelają, a wieniec laurowy zostaje złożony na głowie naszego bezwłosego czempiona… Właśnie, kogo? Oczywiście, o Dwaynie Johnsonie, znanym szerzej jako The Rock!

Zanim jednak zdziwieni oplują monitory, a rozsierdzeni sięgną po szable i caps locka w komentarzach, pozwólcie, że wytłumaczę. Pierwsze primo, The Rock, w przeciwieństwie do reszty obecnych na tej topce, posiada rzadką umiejętność przemieszczania się między uniwersami. W momencie, kiedy Mace Windu to po prostu Jedi, a Hitman nie aspiruje do niczego więcej niż zabójcy, na ich tle The Rock jest człowiekiem renesansu, jakiego popkultura potrzebuje. Pilot śmigłowca w San Andreas, niszczyciel pomiotów piekielnych w Doomie, Ratownik w Słonecznym Patrolu, kimże on nie był?!

Po drugie – Pan Johnson jest naprawdę niezłym aktorem. Idealnie wpisuje się w schemat mięśniaka z dobrym serduszkiem, który dla swoich przyjaciół czy rodziny zrobi wszystko. Takie filmy jak Jumanji, Rampage czy seria Fast and Furious udowodniły, że jeśli tylko dobrze prowadzi się Dwayne’a, to można z niego wykrzesać masę charyzmy i niewymuszonego humoru. I, powiedzmy sobie szczerze, Dwayne The Rock Johnson jest chyba najbardziej ikonicznym łysolkiem, jaki w tym momencie stąpa po popkulturowej banieczce. 

Najlepsze łysiny, jakie widziała popkultura!

Nie są to oczywiście wszyscy amatorzy golarki. Wspomnieć można chociażby Saitame z One Punch Mana, Dominica Torreto z Fast&Furious, Collina Robinsona z serialowego What We Do In The Shadows. Nie może zabraknąć też pewnego znanego łysego aktora, kosmonautę, nauczyciela, hydraulika… Lista jest naprawdę długa, a popkultura aż nimi kipi!

Kogo Wy byście umieścili wśród 10 najlepszych łysoli? A może uważacie, że popkultura ma niedobór błyszczących glac? Piszcie w komentarzach pod tekstem albo na naszym Fanpage’u – Leniwa Popkultura.

To wszystko na dziś. Trzymajcie się zdrowo, nie zapominajcie o maseczkach i dbajcie o swoich seniorów. Do usłyszenia!

Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
0
Would love your thoughts, please comment.x
()
x