Tony Stark dla ubogich – Amazing Spider-Man Globalna Sieć

Praktycznie od piaskownicy jestem wielkim fanem człowieka pająka. Już w przedszkolu potrafiłem wstawać naprawdę wcześnie, aby oglądać jego animowane przygody z ’94. Następnie były karty, pierwsze komiksy (Spider-Man Magazyn na zawsze w moim serduszku <3) oraz gry. Obecnie z wielką przyjemnością mogę powiedzieć, że zeszły rok, jak najbardziej można uznać rokiem Spidy’ego. Bardzo dobry występ w Infinity War, świetna gra od Insomniac, genialna animacja Sony – a to wszystko w dwanaście miesięcy! Do tego na horyzoncie majaczy kolejny solowy film naszego pajęczaka. Jednym słowem: złote czasy dla fanów Spider-Mana.

Co, gdybym jednak powiedział Wam, że nasz przyjacielski ścianołaz Peter Parker, wiecie, ten niezbyt śmierdzący groszem nastolatek mieszkający z ciotką, zostanie milionerem pokroju Tony’ego Starka? Zapewne uznalibyście ten pomysł za równie szalony oraz niemożliwy co kosmiczny Ghost Rider podróżujący z Thanosem w pieluchach… oh wait! Taki właśnie koncept w serii Amazing Spider-Man Globalna Sieć ukazał nam Dan Slott. Jak więc Peter Benjamin Parker poradzi sobie w roli światowej sławy biznesmena? Tego, jak i wielu innych rzeczy dowiecie się, czytając tę recenzję komiksu z pizzolubnym dostawcą sucharów w roli głównej.

Kiedyś to wszystko będzie Twoje

Pająk z Wall Street

Tak jak już wspominałem, w tej historii młody Parker jest szefem ogólnoświatowej firmy Parker Industries z placówkami w San Francisco, Londynie czy Szanghaju. W przeciwieństwie do, chociażby, Tony’ego Starka, firma naszego pajączka oprócz badań nad bioenergią, nanotechnologią czy produkowaniem broni dla Shield, zajmuję się również pomocą biednym na całym globie. Peter z trudem łączy zarządzanie jedną z największych korporacji świata i wbijanie się w spandeksowe rajtuzy. Nie pomaga mu w tym domniemany kret w firmie oraz coraz częstsze ataki odrodzonego Zodiaku.

Całość czyta się naprawdę szybko i przyjemnie, w czym oczywiście pomaga lekki, bardzo suchy humor Parkera. Nie polecam jednak totalnemu laikowi kojarzącemu jedynie postać naszego ścianołaza branie się za ten komiks. Pojawiają się w nim postacie nie tylko związane z mitologią Spidy’ego, ale również postacie niezbyt często przebywające w jego towarzystwie jak chociażby Human Torch. Dostajemy także jeden wątek związany z poprzednimi perypetiami Petera, a cały tom kończy się dosyć interesującym cliff hangerem.

Sześć zer

Jeśli chodzi o postacie, zacznijmy może od tytułowego Spider-Mana. Już na pierwszy rzut oka Parker wydoroślał. Wie co mówić przed kamerami oraz potrafi podejmować dobre, rozsądne decyzje na spotkaniach biznesowych, jak i poza nim. Pomimo piastowania tak ważnego stanowiska da się jednak dostrzec w Peterze tego nastolatka z Queens. Szczególnie, gdy przebywa z dala od fleszy aparatów czy podczas akcji jako człowiek pająk. Parker jak to Parker rzuca całą masą nawiązań popkulturowych oraz żartów, często naprawdę czerstwych. Humor, jaki prezentuje tutaj Spider-Man bardzo przypomina mi ten który możemy ujrzeć na srebrnym ekranie w wykonaniu Toma Holanda szczególnie jeśli chodzi o nawiązywanie do popularnych filmów – więcej nie zdradzam.

Cały ten świat wielkich korporacji, chłodnej kalkulacji i bezlitosnego biznesu niespecjalnie zmienił naszego pajęczaka. Dalej jest tym samym chłopakiem o złotym sercu, który kocha swoją ciotkę ponad życie, a przy tym wierzy w „drugą szansę” zatrudniając w swojej firmie chociażby ex Green Goblina: Harry’ego Osborna. Wspominałem wcześniej o tym, że Peter musi godzić opiekę nad swoją korporacją oraz bieganie po mieście w stroju pająka… I wychodzi mu to naprawdę dobrze! Nie dość, że wypełnia swoją superbohaterską listę „rzeczy do zrobienia”, to również nikt poza wyznaczonymi osobami nie zna jego alter ego.

Jedną z osób, która o nim wie, jest Hobie Brown tamtejszy Prowler. Pewnie większość z was kojarzy tę postać z nagrodzonej niedawno Oscarem animacji „Spider-Man Into The Spider-Verse”. W tej historii Hobie jest jednak postacią bardziej pozytywną niżeli negatywną – ba! Momentami wykazuję się czynami, których nie powstydziłby się sam Spider-Man. Co ciekawe Parker często użycza mu kostiumu pajęczaka, aby ten się za niego podawał, kiedy Peter jest „niedysponowany”.

Jak ogień i woda

Kolejną postacią, równie bliską naszemu prezesowi, jest Johnny Storm aka Human Torch. Pomimo tego, że brat Invisible Woman ma parę „ale” co do postawy Parkera to oboje trzymają się naprawdę blisko. Masa żartów, uszczypliwości, ale również gotowość wzajemnej pomocy w każdej sytuacji (która przy ofensywie Zodiaku może naprawdę się przydać). Jeśli ich relacje miałbym porównać do jakiejkolwiek pojawiającej się czy to w papierowym, czy filmowym uniwersum Marvela to z pewnością byłaby to czasami nieoczywista przyjaźń Rocketa oraz Petera Quilla, których perypetie możemy śledzić w kinach od pierwszej części Guardians of the Galaxy.

Jako zarządca tak wielkiego koncernu oczywistym jest, że nasz pajączek ma dosyć często do czynienia z płcią piękną. Parę jej przedstawicielek sądzi nawet, że jest z nim „dosyć blisko”. Najlepiej zarysowaną postacią kobiecą w całym komiksie popełnionym przez Dana Slotta jest pieszczotliwie nazywana przez Petera „Bobbi” agentka Morse. Współpracująca ze Spidyem z ramienia Shield – a jakże – Bobbi jest idealną przeciwwagą dla naszego rzucającego na lewo i prawo żartami oraz nawiązaniami popkulturowymi herosa (która co ciekawe tak samo, jak Brown zna prawdziwą tożsamość Parkera).

Dla Morse najważniejsze jest spełnienie wyznaczonych jej przez Fury’ego celów oraz powodzenie misji. Do tego totalnie nie łapie żarcików Petera! W czasie rozkręcania się historii Bobbi jednak zmienia swoje podejście do “służby” i jest w stanie odpuścić dobro operacji, aby uratować tyłek naszemu pajęczakowi oraz jego bliskim. Pomiędzy Spider-Manem a agentką Morse widać naprawdę fajną chemię. Czy przerodzi się ona w coś więcej? Tego zapewne dowiemy się w następnych tomach.

Jeśli chodzi o antagonistę – jest nim Skorpion, przywództwa całej organizacji Zodiak chcący zniszczyć Shield oraz przywrócić własnej grupie dawny blask. Nie jestem w stanie powiedzieć o nim nic więcej oprócz tego, że jest zły, ma bardzo fajny kostium oraz znajduje się bliżej Petera, niż ten byłby w stanie sobie wyobrazić. Bardzo rozczarowujące…

Włoska robota

Co do kreski to rysujący wcześniej, na przykład, Swamp Thinga Giuseppe Camuncoli naprawdę się postarał. Szczegółowe postacie, dobre oddanie ruchu oraz akcji czy świetne ukazanie emocji person na ich twarzach kupiło moje serduszko. Przyjemne dla oka kolory, czytelne kadry oraz genialne ukazanie chociażby ognia czy dymu. Jeśli chodzi o kreskę to wszystko (no może oprócz dosyć karykaturalnej okładki) w tym komiksie śmiga!

Amazing Spider-Man – Globalna sieć

Reasumując, Amazing Spider-Man to naprawdę dobry komiks. Działa jako wprowadzenie do dłuższej historii, ale stand alone również się bronić. Bardzo fajnie napisane postacie, które można polubić oraz genialne ukazanie dynamiki pomiędzy nimi. Niebanalna, angażująca historia niebędąca jedynie wprowadzeniem do dalszych tomów i zaskakująco dobre rysunki, na które chce się patrzeć.

Jako fan Spidy’ego z czystym sercem mogę polecić Wam lekturę tej adaptacji przygód naszego super bohatera z Queens – na pewno się nie zawiedziecie. Mnie nie pozostało nic innego niż czekać na kolejne tomy, bo naprawdę, jest na co!

Dodaj komentarz

Dodaj komentarz

  Subscribe  
Powiadom o
%d bloggers like this: