Szlakiem chmur na północny zachód | Tom 1 | Islandia po japońsku

Islandia. Bezdrzewny kraj gejzerów, wulkanów i wodospadów, w którym wiecznie wieje albo pada. Podobno więcej tam owiec niż ludzi, więc jest spora szansa, że w jakimś sklepie spożywczym natkniecie się na Björk. Poza tym strasznie tam drogo, a miejscowi są potomkami wikingów i noszą trudne do wymówienia nazwiska.

Ten przeciekawy wyspiarski kraj fascynuje zarówno zwykłych ludzi, jak i artystów. Sama chciałabym kiedyś go odwiedzić i nacieszyć oczy jego niezwykłą przyrodą. Ponieważ jednak czasy (oraz stan mojego portfela) nie sprzyjają dalekim podróżom, pozostaje mi podziwiać Islandię na odległość. 

Okazji ku temu dostarczyła mi niedawno rysowniczka i scenarzystka Aki Irie. To właśnie na Islandii dzieje się akcja jej najnowszej mangi, Szlakiem chmur na północny zachód. Pierwszy tom tej serii ukazał się w Polsce kilka dni temu za sprawą wydawnictwa Studio JG, które przysłało nam egzemplarz do recenzji. Ponieważ jestem już po lekturze, pora ocenić, czy warto było wybrać się w tę podróż i czy zamierzam kontynuować ją w kolejnych częściach.

Gadający z samochodami 

Wycieczkę po Islandii zaczynamy na pustkowiu, gdzie czyjś wóz właśnie zaliczył wywrotkę. Kierowcą jest młody chłopak, którego niespodziewany wypadek zmusił do przerwania pościgu. Kim jest, kogo śledził i dlaczego? Tego jeszcze nie wiemy. Wiemy za to, że koleś jest dobrze przygotowany na takie sytuacje, bo czekając na pomoc, całkiem sprawnie organizuje sobie nocleg. Szybko orientujemy się też, że ma w zwyczaju rozmawiać z własnym autem. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że – w przeciwieństwie do wielu innych właścicieli aut – bohater rzeczywiście rozumie mowę swojej maszyny.

Jak się okazuje, gadanie z samochodami nie jest jego jedyną specjalnością. Kei – bo tak właśnie nazywa się ów tajemniczy chłopak – potrafi komunikować się także z innymi urządzeniami. Ta umiejętność bardzo przydaje mu się w pracy detektywa, którą para się, żeby trochę dorobić podczas pobytu u dziadka. 

Szlakiem chmur na północny zachód

Na tropie prawdy

Przez sporą część mangi obserwujemy Keia w roli tropiciela wskazanych osób i przedmiotów, poznając przy okazji innych bohaterów: dziadka chłopaka – sympatycznego Francuza ze słabością do pięknych kobiet – jego ukochaną Katlę oraz jej siostrzenicę, Lilię. Ta ostatnia to długonoga, acz lodowata piękność, którą nasz bohater ma okazję obejrzeć w, hmm, pełnej krasie, i to aż dwukrotnie. A czytelnik nawet trzykrotnie.

Jednak zanim bardziej się rozochocicie, muszę Was ściągnąć na ziemię. To nie jest ten typ mangi, w której głównym zajęciem bohatera jest podglądanie ładnych dziewczyn. Kei ma na głowie dużo ważniejsze sprawy. Tak się bowiem złożyło, że jego młodszy brat, Michitaka, został w Japonii wraz z wujostwem i nie daje znaku życia. Gdy nasz młody detektyw zupełnie traci kontakt z krewnymi, wraz z dziadkiem czym prędzej wraca do ojczyzny, a tam…

Nie jestem pewna, czy mogę Wam to wyjawić. Może lepiej nie będę psuć niespodzianki i potrzymam Was trochę w niepewności. Powinniście jedynie wiedzieć, że to, co się zdarzyło w Japonii, wygląda na podejrzaną sprawę. I, jeśli moje przypuszczenia są słuszne, w kolejnych odsłonach tej historii Kei będzie się starał poznać prawdę, jakkolwiek nieprzyjemna by ona nie była.

Szlakiem chmur na północny zachód manga

Islandia bez pośpiechu

Akcja Szlakiem chmur… toczy się wyjątkowo niespiesznie. Przez kilka pierwszych rozdziałów właściwie niewiele się dzieje. Poznajemy bliżej głównego bohatera i osoby z otoczenia Keia, dowiadujemy się też więcej o jego rodzinie oraz jej niezwykłych talentach. Jeździmy po islandzkich pustkowiach, wspinamy się na szczyty, kąpiemy w gorących źródłach i… tyle. Na tym etapie trudno nawet stwierdzić, o czym jest lub będzie ta opowieść.  Dopiero mniej więcej w połowie tomu, kiedy zaniepokojony milczeniem krewnych Kei leci do Japonii, historia obiera bardziej zdecydowany kierunek. “No wreszcie”, pomyślałam, gdy akcja zaczęła się zagęszczać, po czym… znów powróciliśmy do wolnego tempa. 

Trzeba jednak przyznać, że ten brak pośpiechu ma swój urok. Czytelnicy, którzy doceniają estetyczne, statyczne kadry, nie potrzebują mocnych wrażeń i z reguły “lubią wolno”, powinni być usatysfakcjonowani. Szlakiem chmur… to trochę przeciwieństwo Death Note, gdzie niemal cały czas jesteśmy trzymani w napięciu, a bohaterowie analizują informacje i wyciągają wnioski tak szybko, że aż trudno za nimi nadążyć. Tutaj nikomu nigdzie się nie spieszy, a napięcie i powaga sytuacji nie przytłaczają. Ba, znajdzie się nawet trochę humorystycznych akcentów, jednak dominującym nastrojem jest luz i spokój. 

Co nie znaczy jeszcze, że nie jest klimatycznie – od pewnego momentu cały czas towarzyszy nam atmosfera tajemnicy, a specyficzna sceneria robi swoje. Szkoda tylko, że czarno-białe ilustracje nie oddają w pełni piękna islandzkiej przyrody. Dobrze kanalizują za to ducha tamtych stron, przynajmniej w moim odczuciu. Na pewno pomógł w tym fakt, że autorka osobiście odwiedziła krainę lodu i ognia. Po jej rysunkach i różnych niuansach zawartych w przedstawionym świecie widać, że uważnie przyglądała się temu krajowi oraz jego mieszkańcom.

Co za zbieg okoliczności…

Choć historię Keia i jego krewnych czytało mi się całkiem przyjemnie, nie obyło się bez drobnych zgrzytów. Ich głównymi sprawcami były utarte mangowe schematy, których w komiksie nie brakowało. Wśród nich znalazły się m.in.:

  • martwi rodzice głównego bohatera,
  • wyjątkowo dojrzały i rozgarnięty jak na swój wiek, super-hiper-przystojny protagonista, za którym oglądają się wszystkie laski (tylko nie ta, co powinna),
  • dziewczyna będąca typową tsundere,
  • bardzo dogodne fabularnie zbiegi okoliczności.

Na całe szczęście pojawiają się także i takie motywy, za którymi przepadam. Mamy tu więc zagadkę i próbę jej rozwikłania, (prawdopodobnie) skomplikowane relacje rodzinne oraz niepokojące podejrzenie, że bliska nam osoba może być kimś zupełnie innym, niż nam się dotąd wydawało. To wszystko sprawia, że mimo tych utartych schematów oraz ryzyka znudzenia mniej cierpliwych czytelników seria skutecznie mnie do siebie zachęciła. Co prawda nie mogę się jeszcze nazwać jej zagorzałą fanką, ale z ciekawością czekam na dalszy rozwój wypadków. Tym bardziej że pierwszy tom zakończył się wprowadzeniem na planszę nowych graczy oraz dokonaniem pewnego odkrycia, które na pewno wpłynie na relacje między bohaterami.

Pocztówka z Islandii 

Zawartości mangi Szlakiem chmur… poświęciłam już chyba wystarczająco dużo miejsca; pora zatem napisać jeszcze parę słów o jej opakowaniu i innych komponentach. Manga przyszła do mnie bowiem nie sama, lecz w towarzystwie dodatków: zakładki i kartki pocztowej ozdobionych grafiką z okładki. Zakładka już znalazła zastosowanie, a kartka, póki co, czeka na odpowiednią okazję. Wydaje mi się, że pocztówka to bardzo trafiony pomysł, biorąc pod uwagę “podróżniczy” charakter tego komiksu. W końcu Kei sporo czasu spędza w trasie, a my, niczym autostopowicze, wraz z nim zwiedzamy Islandię wzdłuż i wszerz. Z takiej wycieczki wypada chyba wysłać bliskim jakąś kartkę, prawda?

Sama okładka też zasługuje na komentarz. Nie ukrywam, że jestem jedną z tych osób, które dają się skusić zewnętrzną oprawą książki czy komiksu, o czym pisałam już w swojej recenzji Kolekcji łajdaka. W przypadku Szlakiem chmur… ta pokusa była podwójna, bo ciekawa jest nie tylko przednia, ale i tylna strona obwoluty. Na przedzie wita nas główny bohater na tle islandzkiej fauny i flory, której malowniczość i szczegółowość z miejsca mnie kupiła. Mangę zamyka z kolei ilustracja elementów ekwipunku Keia opisanych w języku rodaków Björk. Islandzkie napisy znajdziemy także przy tytule mangi oraz pod jej obwolutą. Uważam, że to bardzo fajny, pogłębiający immersję zabieg. 

Szlakiem chmur do kolejnego tomu

Cóż mogę więcej dodać? Fakty mówią same za siebie. Mamy piękną Islandię, pokazaną całkiem estetycznie i wiarygodnie. Jest niebrzydki, utalentowany protagonista, którego da się lubić. Jest również ciekawa postać żeńska z potencjałem na bohaterkę nie tylko irytującą, ale też pożyteczną. Wreszcie, mamy tajemnicę do wyjaśnienia i potencjalnego zbrodniarza wśród najbliższych. Dla mnie to brzmi jak fabuła, której warto dać szansę. Liczę, że w kolejnych tomach akcja będzie już nieco żywsza, relacje między bohaterami się skomplikują, a rozpoczęta intryga nie okaże się przewidywalnym banałem. Czekam na ciąg dalszy i mam nadzieję, że się nie zawiodę. A jeśli nawet, to przynajmniej podszkolę się trochę z islandzkiego i nacieszę oczy tamtejszymi krajobrazami. 

Ruszam zatem dalej szlakiem chmur na północny zachód. Ciekawe, dokąd mnie zaprowadzi…?

Szlakiem chmur postacie
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments