Strażnicy Galaktyki (2008). Jacyś inni ci kosmiczni Avengers

Niesamowite, kosmiczne przygody znanej drużyny, ale w nieco innym klimacie, niż filmowe adaptacje. Sprawdźcie, co skrywają Strażnicy Galaktyki z 2008 roku!

Na pewno każdy z Was pamięta Strażników Galaktyki. To ta zabawna grupka, która w rytm Escape czy Hooked on a Feeling ratuje niezliczone istnienia przed wymyślnymi zagrożeniami. Wiecie, drużyna, która poznała się przez przypadek, ale szybko nawiązała głębsze relacje. Ci kosmiczni Avengers.

A teraz weźcie wszystko, co wynieśliście z filmów i wyrzućcie to do kosza, ponieważ Strażnicy Galaktyki Dana Abnetta i Andy’ego Lanninga to coś zupełnie innego. Więcej w nich kosmosu, głębi i dojrzałości. No i jeszcze przynajmniej ze trzy katastrofy zagrażające żyjącej materii oraz balansowi wszechświata.

Gotowi? No to zaczynamy.


Jeszcze sekundę! Jeżeli jesteś fanem Marvela, koniecznie musisz sprawdzić inne nasze teksty z tej stajni. Znajdziesz tam chociażby Iron Mana, X-Menów czy Logana!

Czy to ci sami Strażnicy Galaktyki, których pokochałem?

Oczywiście, trochę naciągnąłem z tym że omawiany komiks to coś ZUPEŁNIE innego od filmowego uniwersum. Fakt faktem to właśnie ci Strażnicy z 2008 roku stanowiły bazę do kinowej adaptacji Guardians of the Galaxy w reżyserii Jamesa Gunna. I choć czytelnik zobaczy w komiksie tę samą drużynę, – Star-Lorda, Gomorę, Rocketa, Groota i Draxa – może poczuć się lekko skołowany, gdyż to nie będą IDENTYCZNE charaktery. Peter Quill nie rzuca żartów z rękawa, a Draxx ma więcej niż dwie szare komórki i to tylko czubek góry lodowej zmian (powyższy akapit nie dotyczy Szopa. Jest niemal identyczny i w obu dziełach robi szopie sprawy).

Ale to w komiksie zaczyna się prawdziwa jazda!

Strażnicy Galaktyki Dana Abnetta i Andy’ego Lanninga są kontynuacją eventu Anihilacja. Podbój, również wydanej na naszym rynku dzięki wydawnictwu Egmont.

Akcja komiksu dzieje się niedługo po ataku Phalanxów na ojczystą planetę Kree – Halę. Gdy jakoś udało się – wciąż wysokim kosztem – odeprzeć inwazję, Peter Quill doszedł do wniosku, że to nie może się więcej powtórzyć. Kosmos potrzebuje kogoś, kto będzie sprawował pieczę nad jego bezpieczeństwem, drużyny zdolnej do zgaszenia zagrożenia w samym jego zarodku. Tak narodziła się idea Strażników Galaktyki (idea, bo nad nazwą pracowali całkiem długo).

Ramię w ramię z odrodzonym Adamem Warlockiem oraz Phylą-Vell (czwartą Capitan Marvel) stawią czoło rozpadającemu się wszechświatowi, Powszechnemu Kościołowi Prawdy oraz… Samym sobie, gdy w ledwo uformowanej drużynie pojawią się niemałe spięcia.

Parostatkiem przez galaktyki

Ciężko mi zebrać fakty, o których chciałbym Wam tu napisać, naprawdę. Strażnicy Galaktyki to dwanaście zeszytów komiksu zamkniętych w jednym, pokaźnym tomie. Przewija się w nim mnóstwo wątków, mnóstwo postaci, a jak raz wczujesz się w historię, nie odłożysz Strażników, póki nie skończysz czytać!

Akcja czasem skacze jak szalona. Od pierwszych stron scenarzyści wrzucają nas w wir walki, przerywany jedynie jedno-panelowymi wywiadami z bohaterami, z których czerpiemy cały kontekst. Dostajemy wspomniany Kościół Prawdy, potem bazę Strażników w głowie Celestianina, a przy okazji istnym „skrzyżowaniem” kosmosu – Knowhere, na nim poznamy psa-telepate Cosmo i resztę drużyny. Nadążacie? W międzyczasie rozpada nam się wszechświat, pojawiają się istoty z innych wymiarów, a każdy z bohaterów tak naprawdę próbuje załatwić jakieś swoje interesy.

W krótkim czasie trzeba przyswoić sobie wiele informacji. Na dokładkę później fabuła w ogóle rozdziela się na kilka równoległych linii i każdą po trochę śledzimy.

Była to niesamowita lektura, przyznam, że pod względem historii i świata, znacznie lepsza od filmów. To, jak szeroki jest wszechświat w uniwersum Marvela, wciąż i wciąż mnie zadziwia. Szczególnie że na co dzień nie mam z komiksami do czynienia.

Ma to swoje minusy

Żeby w pełni nacieszyć się potencjałem komiksu, wypadałoby jednak poznać wcześniejsze wydarzenia. Znacznie łatwiej będzie wtedy zrozumieć nawiązania bohaterów, ogólne nastawienie postaci do sprawy ratowania kosmosu oraz te dziwne, nieodstępujące napięcie.

Strażnicy Galaktyki rzucają nowymi charakterami niemal na każdym kroku, ale oni wszyscy już gdzieś w innych dziełach występowali. Momentami czułem się zagubiony, gdy ktoś w danej chwili odgrywał kluczową rolę, a ja tak naprawdę nie miałem pojęcia, z jakiej choinki się ten osobnik urwał.

strażnicy galaktyki recenzja

Gdy jesteśmy już przy bohaterach…

Jestem też pod wrażeniem, jak poważnym dziełem okazali się Strażnicy Galaktyki. Naprawdę, w głowie miałem obraz śmieszkującej załogi, a dostałem poważnych, dorosłych ludzi z wielkim bagażem doświadczeń. W ich relacjach praktycznie nie ma miejsca na żarty – ciągle pojawiają się nowe problemy, a sama drużyna wydaje się spięta nawet w chwili spokoju. Cóż, w końcu postawiono ich przed nie lada wyzwaniem.

Dodaje to postaciom głębi. Ich emocje, nastawienie, przekonania i wartości odgrywają pierwsze skrzypce. Bo ratowanie wszechświata to nie przyjemne loty między planetami, a wyjątkowo poważna sprawa. Do rozwiązania tu i teraz. W kilku galaktykach na raz.

Strażnicy galaktyki komiks

I w takim klimacie pokazują to również rysunki

Bohaterowie nie są ładni, a kosmos nie wabi swoim błyskiem. Już sama okładka daje przedsmak tego, co czeka nas w środku. Taka poważna kreska zdecydowanie nie trafia w mój gust, ale muszę przyznać, że niejednokrotnie robiłem pauzy w czytaniu, aby napatrzeć się na full artowe strony. Na przykład wybuch statku-katedry tuż na początku tomu.

Nie można też panom Craigowi, Pelletierowi oraz Walkerowi odmówić umiejętności i dopasowania na łamach tego dzieła. Gdybym nie przeczytał na początku komiksu, który ilustrator odpowiada za dane zeszyty, nawet nie zauważyłbym różnicy w kresce.

Strażnicy Galaktyki egmont

Strażnicy Galaktyki powrócą w 2020 roku

Ja, jako fan bardziej komiksów wschodnich, niż zachodnich, podchodziłem do Strażników z pewnym lękiem. Oto gruby tom, pełen kolorów, a w dodatku czytany od lewej do prawej. Przez przyzwyczajenie strasznie długo zajęło mi przebrnięcie do końca.

Ale nie żałuję ani minuty poświęconej temu dziełu. Historia trzyma w napięciu, funduje zwroty akcji w odpowiednich miejscach, a multum wątków jedynie mocniej nas w przedstawiany świat wciąga. Strażnicy Galaktyki zadebiutowali w 2008 roku, ale pomimo dekady na karku, strona wizualna nie utrudnia, ba, czasem nawet zachwyca.

Czy po komiks powinni sięgnąć fani filmowych Guardians of the Galaxy? Zdecydowanie! Pierwowzór i adaptacja to praktycznie dwa różne dzieła. Dzięki temu ujrzymy ulubionych bohaterów i kosmos z uniwersum Marvela z kompletnie innej strony.

Na pewno sięgnę po kontynuację, gdy tylko pojawi się na polskim rynku!

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o