Steven Universe: The Movie. Diament bez skazy czy zwykły plastik?

Rebecca Sugar podarowała nam dalszą część przygód Stevena Universe’a i jego przyjaciół w postaci półtora godzinnego musicalu. Od ostatnich wydarzeń z końcowego odcinka piątego sezonu, pod tytułem „Change your mind” minęły dwa lata! Steven dostał szyję, Klejnoty dołączyły do ludzkiego społeczeństwa, między Ziemią a Homeworldem zapanował pokój… Co mogło pójść źle? Na przykład to, że Klejnot, o której nikt nigdy nie słyszał, będzie chciała zniszczyć Ziemię i Stevena… Jak to wszystko wyszło? Przekonajmy się – Steven Universe: The Movie!

Wątek główny

We Wszechświecie w końcu zapanował pokój: Diamenty nie chcą zniszczyć Ziemi, Klejnoty i ludzie żyją ramię w ramię. Wszyscy są szczęśliwi! Niestety te beztroskie czasy przerywa atak przeprowadzony na Beach City przez nijaką Spinel. Swoją wielką, latającą, kosmiczną strzykawką wstrzykuje w glebę tajemniczy środek, który niszczy wszelkie życie organiczne. Czemu to robi? Ponieważ nienawidzi Stevena i chce zlikwidować wszystko, co kocha. Dostaliśmy niesamowicie oklepany wątek, który pojawiał się w samym Steven Universe wiele razy. Szkoda, bo miałem nadzieję, że otrzymamy coś nowego i oryginalnego. Ale podarowano nam coś odwrotnego…

W pewnym momencie Kryształowe Klejnoty tracą swoje wspomnienia oraz aktualny wygląd. Wracają do swoich pierwszych form: Perła myśli, że jest służącą, Granat rozpadła się na Szafir i Rubin, ponieważ zapomniały, że się kochały, a Ametyst, zapomniała o wszystkim, czego się nauczyła. Pomysł dobry, ale na pojedynczy odcinek, podzielony ewentualnie na dwie części, nie na półtoragodzinny film, który powinien pokazać rozwój postaci. Zwłaszcza że minęły dwa lata od ostatnich wydarzeń. W takiej formie te postacie widzieliśmy wiele razy. 

Odhaczone postacie

Steven Universe słynie ze swoich barwnych i dynamicznych bohaterów. W serii bardzo podobają mi się ich zmiany charakterów oraz morały, jakie wynikają z tych transformacji. Każdy jest wyjątkowy, możemy się z kimś utożsamiać. W filmie ta cała oryginalność zniknęła. Wiele postaci pojawiło się dosłownie na parę sekund, żeby zostać odhaczonym z listy postaci. Do tych nieszczęśników należeli, np. Lars czy jego drużyna opuszczonych Klejnotów. Bizmut, Lapis, Perydot mają swoje pięć minut, ale nie została pokazana w nich praktycznie żadna zmiana.

Minęły dwa lata, a poziom znajomości tych trzech Klejnotów jest na tym samym poziomie co w piątym sezonie. Zdolności telekinetyczne Perydot nie rozwinęły się w ogóle. Lapis i Bizmut były bardzo bezpłciowe. Tak samo potraktowano Connie, najlepszą przyjaciółkę Stevena. Przypomnijmy, że w piątym sezonie dostała swój własny miecz, ale w filmie nie miała praktycznie żadnej szansy, aby go użyć. Nie wydaję mi się, żeby Connie przestała ćwiczyć i uczyć się nowych sztuczek. Było tu wielkie pole do popisu… Niesamowicie zmarnowany potencjał.

Halo, Jaspis! Gdzie jesteś?

Na pewno nie w tym filmie. Co się z nią stało? Nie ukrywam, Jaspis nigdy nie była moją ulubioną postacią, ale nawet ona nie zasługiwała na totalne pominięcie. Została opuszczona, nikt nawet o niej nie wspomniał. Klejnot po prostu wyparowała! Zwłaszcza że  wątek Jaspis mógłby być ciekawy, ponieważ nigdy nie ukazywała jakiegoś super entuzjazmu dla całej idei Kryształowych Klejnotów. Można było pokazać jej transformację, jak współpracuje z innymi. Lub pójść w zupełnie innym kierunku! Jeszcze bardziej zmarnowany potencjał niż przy Connie.

Muzyka z innego wymiaru

Jedno słowo: genialny! Słuchając go, rozpływam się gdzieś we Wszechświecie. Jest niesamowicie przyjemny dla ucha. Tutaj Rebecca Sugar także podarowała nam naprawdę przepiękny kryształ. „Happily Ever After” rozjaśnia swoim dźwiękiem najmroczniejszą noc. Słuchając „Let Us Adore You” w wykonaniu Diamentów, mam wrażenie, że jestem nagle w świecie disneya. Wszelkie wyrazy uznania dla Sary Stiles, która dubbingowała Spinel, albowiem „Other Friends” w jej wykonaniu wywołuje u mnie gęsią skórkę. W tym utworze oddała całkowitą kwintesencję swojej postaci. Pokłon w stronę Estelle dubbingującej Granat i jej wykonanie piosenki „True Kinda Love”, który jest niczym z innego wymiaru. Mógłbym się rozpisywać na ten temat bez końca, ale powiem tyle: odwalili kawał naprawdę świetnej roboty. Jestem w stanie powiedzieć, że Steven Universe posiada jedną z najlepszych ścieżek dźwiękowych.

Steven Universe: The Movie

Film nie wniósł do historii nic oprócz Spinel. Sam musical był swego rodzaju mostem, aby przejść szybko do szóstego sezonu, który raczej powstanie. Całość była jałowa. Postacie pojawiały się, żeby zostać odhaczonym – nic więcej. Po obejrzeniu filmu zastanawiam się, czy to na pewno dobry pomysł kontynuować przygody Stevena? Czy jest pomysł na dalszą część? Pod względem animacji możemy spać spokojnie – tutaj jest stuprocentowa pewność, że nigdy się nie zawiedziemy. Zawsze Steven Universe będzie przyjemny dla naszych oczu. Jest robiony prosto z serca. Tak samo z soundtrackiem. Jednak piękna animacja i niesamowita ścieżka dźwiękowa nie wystarczą.

Te elementy mogą być przecudowne, ale co z tego, jak dalsza część przygód Stevena będzie naciągana. Jeśli fabuła stanie się bezsensowna – cała magia Steven Universe i wykreowanego świata pęknie jak bańka mydlana.

Jeśli powstanie takowa kontynuacja, miejmy nadzieję, że nie będzie tak bezpłciowa, jak musical Steven Universe: The Movie, który było dane nam zobaczyć.


Nie zapomnij odwiedzić naszej strony na Facebook’u, aby nie przegapić żadnych nowości ze świata popkultury!

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o